Revenant

Nazywam się Locke D'Averam. To nie jest moje prawdziwe imię. Nie pamiętam mojego poprzedniego życia. Nie pamiętam niczego. Jestem Revenantem - człowiekiem przywróconym do życia przy pomocy magii...

Nazywam się Locke D'Averam. To nie jest moje prawdziwe imię. Nie pamiętam mojego poprzedniego życia. Nie pamiętam niczego. Jestem Revenantem - człowiekiem przywróconym do życia przy pomocy magii. Sardok - czarodziej, który mnie wskrzesił - powiedział, że byłem bardzo potężnym wojownikiem... i nadal jestem. Zapewnił , że to co zapomniane wróci... także wspomnienia. One jednak przyniosą tylko ból i cierpienie. Radził, abym skupił się na misji, którą zlecił mi Thendrick - władca Ahkuilonu. Mam odbić jego córkę - Andrie - z rąk Dzieci Przemiany - tajemniczej sekty, której przewodzi szalony kapłan - Yhagoro. Nie mam wyboru, zaklęcie którym wydobyto mnie z piekła nakazuje bezwzględne posłuszeństwo wobec Sardoka. Muszę więc wypełnić misję...

Podczas rozmowy w komnacie pojawił się wysłannik kultu. Pogroził mi i rzucił się na mnie. Po krótkiej chwili napastnik był martwy, a Sardok i Thendrick zaczęli się zastanawiać jakim cudem wyznawca przeniknął straże. Po krótkiej naradzie doszli do wniosku, że w zamku musi być szpieg. Pierwszym podejrzanym został wartownik - Rand, który już drugi raz pozwolił przedostać się do komnat pałacowych wysłannikom kultu. Teraz i w noc, w którą porwano córkę władcy. Postanowili natychmiast umieścić go w zamkowych lochach.

Po tym niefortunnym wydarzeniu udało mi się zawrzeć umowę z Thendrickiem - moja wolność za wolność Andrii. Kiedy moi pracodawcy opuścili komnatę ubrałem się w rzeczy jakie dostałem, przypasałem miecz, a dzięki talizmanom (Soul, Life, Sky) stworzyłem kilka podstawowych czarów (kombinacje znajdowały się na pergaminie) i ruszyłem rozejrzeć się. Strażnicy okazali się niezbyt sympatyczni. Opryskliwi, nieraz musiałem uciekać się do gróźb. Służyli wiedzą tylko ze względu na rozkazy. Z treści ich słów dowiedziałem się trochę o władcy, jego córce, czarodzieju, Mistheaven - mieście w którym, jak się okazało, aktualnie jestem - oraz o kulcie. O dziwo nie darzyli oni zbyt dużym zaufaniem maga. Poza tym wszyscy radzili abym się wybrał do Geralta, który jest bibliotekarzem i historykiem w Mistheaven. Na razie jednak postanowiłem wybrać się do lochów i porozmawiać z podejrzanym. Wartownik więzienny okazał się nie lepszy od poprzedników, ale widać było, że jest oddanym przyjacielem więzionego. Rand był albo bardzo dobrym aktorem albo nie winnym. Był przerażony, ale powiedział mi trochę o kulcie. Błagał mnie, abym wstawił się za nim u Thendricka. Nie obiecałem mu niczego, ale dałem słowo, że porozmawiam z władcą. Skierowałem się do sali tronowej. Zastałem tam również Sardoka. Podzieliłem się z nimi informacjami, jakie udało mi się wydobyć z podejrzanego. Okazało się, że to nic nowego, ale dowiedziałem się dokładniej kim jest Yaghoro oraz, że droga do siedliska kultu prowadzi przez jaskinie. Nikt jednak, kto tam wszedł nie wrócił. Byłem przekonany o niewinności Randa. Wstawiłem się za nim. Władca mnie poparł, Sardok jednak zdecydowanie się temu sprzeciwił. Stwierdził, że egzekucja musi się odbyć. Thendrick w końcu uległ, a ja nie mogłem już nic zrobić. Egzekucja odbyła się. Po tym nieszczęśliwym incydencie postanowiłem wreszcie wyruszyć w poszukiwaniu Andrii. Z zamku trafiłem do miasta.

Można powiedzieć, że miasto składa się z trzech poziomów, między którymi przechodzi się schodami. Odwiedzałem każde domostwo. W pierwszym, w skrzyni, znalazłem różę i list do Styxx’a. Z listu wynikało, iż ów już nie żył, a róża była przeznaczona na jego grób. Postanowiłem spełnić wolę piszącego i wziąłem kwiat. W następnym domku mieszkał Jong – instruktor walk. To u niego miałem sobie przypominać o wszystkich utraconych umiejętnościach. Poziom niżej znajdowało się kilka innych domostw, sklep z przedmiotami, bronią, uzdrowiciel oraz biblioteka Geralta. Wszyscy ludzie w Mistheaven mówili o nieszczęściu jakie na nich padło, o niebezpiecznych stworach w lasach, które pojawiły się wraz z kultem i o tym jak najszybciej chcieliby opuścić tę wyspę. Postanowiłem udać się do historyka. Pogadałem trochę i wziąłem kilka książek, opisujących historię wyspy, kultu itp. Geralt powiedział, że do jaskiń nie łatwo jest się dostać, ponieważ przed wejściem do nich znajduje się osada Ogroków – stworzeń nieprzyjaźnie nastawionych do ludzi. Na trzecim poziomie znalazłem tawernę. W środku nie było prawie nikogo... tylko jakiś, już pijany, majtek i jakaś laska tańcząca na stole. Zagadałem marynarza. Przedstawił się jako Gus. Doszedłem do wniosku iż ten pokurcz na nic się nie zda, ale od niechcenia zapytałem się (z góry wiedząc jaka będzie odpowiedź) jak mógłbym dostać się do jaskiń. O dziwo znał sposób. Zaczął opowiadać o swoim praprzodku – Sohail’u - który był pogromcą Ogroków. Pomagał mu w tym amulet, którego bały się potwory, a który wykradł z ich wioski. Nie miał wprawdzie tego amuletu przy sobie, ale wiedział gdzie go szukać. Według jego słów amulet znajdował się na wyspie Arakna na południowy-wschód od Akhuilonu. Oczywiście kazałem siebie tam zabrać, ale facet nie był taki bezinteresowny. Chciał w zamian pierścionek, który dał swojej „narzeczonej” Harowen. Ta go jednak oszukała i uciekła z prezentem. Podobno znajduje się teraz w starożytnej wieży. Majtek niewiele wiedział o tej budowli, dlatego doradził mi, abym udał się z tym do Geralta lub Sardoka.

Wybrałem tego pierwszego, jednak zanim się tam wybrałem odwiedziłem I piętro tawerny. Oprócz kilku lokatorów wynajmujących pokoje znalazłem tam wielkiego jak dąb osiłka. Zapytałem czy nie chciałby się do mnie dołączyć... niestety odmówił... na razie. W bibliotece dowiedziałem się, że aby dostać się do wieży muszę wpierw zdobyć klucz „złotego słońca” („Golden Sun Key”). Ma go człowiek o imieniu Jason, jednak został on uprowadzony przez małe stworki – Druhg’i – które mają gdzieś w okolicy obóz i tam go zapewne teraz trzymają. Mogłem teraz od czegoś zacząć. Za złoto, które znalazłem w domach, kupiłem niedrogi pancerz i ruszyłem do lasu w poszukiwaniu obozowiska Druhg’ów. Rzeczywiście lasy pełne były niebezpieczeństw. Starałem, o ile to było możliwe, trzymać się drogi. Nieraz na drodze stawały mi potwory, nie były specjalnie silne, ale ciągle groźne. Generalnie szedłem tak, jak nakazywały kierunkowskazy rozstawione co jakiś czas. Wstąpiłem do pustelnika, którego imię brzmiało Ollihoot. Mówił zagadkami i niewiele z nich zrozumiałem, ale dostałem od niego talizman Nieba (Sky). Po stworzeniu pary ostatnich czarów pierwszego poziomu ruszyłem w dalszą drogę. Doszedłem do cmentarza. To tu, na grobie Styxx’a, miałem zostawić różę. Grób znalazłem (był naprzeciw bramy), ale zanim złożyłem tam kwiat, musiałem rozprawić się z umarlakiem (a nawet dwoma). Styxx jeszcze „żył”... ale niedługo. Po złożeniu kwiatów, koło grobu pojawiła się skrzynia. W środku był pierścień.


Zobacz również