Rewolucyjne deja vu

Dzień dobry Państwu - witam po sześciu latach nieobecności na łamach MACWORLDA a potem jego następcy digita. Mam nadzieję, że okoliczności, które spowodowały, iż przestałem być tu obecny, są już tylko przeszłością.

Dzień dobry Państwu - witam po sześciu latach nieobecności na łamach MACWORLDA a potem jego następcy digita. Mam nadzieję, że okoliczności, które spowodowały, iż przestałem być tu obecny, są już tylko przeszłością.

Zdecydowałem się zacząć tę nową serię artykułów od analizy przeszłości i ewentualnych analogii w teraźniejszości. Krótkie cofnięcie się w czasie, gdy przeglądałem w archiwum na CD-R, co też pisywałem kiedyś, samo wyzwoliło we mnie ciąg reminiscencji.

Sześć lat temu rewolucja DTP zakończyła się. Poza zupełnym marginesem nikt już nie produkował materiałów przygotowanych

do druku inaczej niż w sposób elektroniczny. Komputery z zegarem 100 MHz, pamięcią operacyjną 64 MB i dyskami 200 MB były standardem we wszystkich studiach graficznych, począwszy od redakcji kolorowych magazynów, poprzez agencje reklamowe, a skończywszy na pracowniach grafików.

Kolejne sześć lat wcześniej, w roku 1989, na pierwszej w Polsce konferencji poświęconej DTP, a zorganizowanej w ówczesnym domu NOT przez redakcję KOMPUTERA (kto jeszcze pamięta, czym była Naczelna Organizacja Techniczna... jej siedziba na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie jest dziś zamieniona na eleganckie biura), pozwoliłem sobie publicznie wyrazić zdanie, że rola grafików zmienia się. Wzorniki komputerowe pozwolą bowiem łamać najbardziej skomplikowane strony nawet średnio przygotowanym operatorom. Natychmiast doczekałem się drwiącej wypowiedzi jednego z docentów z ASP, który, oczywiście, nigdy nie widział żadnego porządnego programu DTP w akcji i uważał, że wzorniki to będą takie odpustowe projekty z gotowymi znaczkami.

Tak więc nawet dyskusji nie bardzo można było wtedy prowadzić, bo ludzie, którzy powinni byli śledzić zmiany w technologii, przespali rewolucję komputerową. Dziś studenci ASP wymusili na uczelni zajęcia z projektowania komputerowego, bo wiedzą, że bez umiejętności operowania nowoczesnym sprzętem, nie mają żadnych szans na rynku pracy. Komputer dla artysty grafika jest dziś takim samym narzędziem, jak pędzel. Spotkałem się nawet z narzekaniem tego lub owego magistra sztuki zatrudnionego w agencji reklamowej, że nie chcą oni już dłużej być pędzlami do wynajęcia. Rozumieją przez to, że nie chcą być li tylko operatorami sprzętu, wlewającymi treści w gotowe wzorniki.

Mam oczywiście swoiste poczucie schadenfreude, ale nie będę się znęcał, bo upadający rynek reklamowy w Polsce jest wystarczająco brutalny dla tej grupy zawodowej. Chciałbym jednak spróbować kolejnej przepowiedni. Nie wiem, czy akurat za sześć, czy też za dwanaście lat stanie się ona rzeczywistością, ale wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że mamy powtórkę z historii. Tym razem jest to rewolucja DTV, czyli desktop wideo. W latach osiemdziesiątych, kiedy pierwszy raz pisałem o DTP, fachowcy z branży poligraficznej wzruszali ramionami.

No bo mój Maczek 512e miał czarno-biały ekran o przekątnej 9 cali, stację dyskietek 800 kB i dołączoną drukarkę matrycową o rozdzielczości 144 dpi. A jednak za pomocą tego sprzętu udało mi się zrobić 50 odcinków mikroProblemów, które były reprodukowane bez żadnych zmian, tak jak je dostarczałem redakcji. Udało się także wyprodukować kolorową książeczkę dla dzieci pt. "Wakacje z gramolami".

Oczywiście, kolor był dodawany ręcznie, w postaci dodatkowych filmów, fotografowanych z matryc przygotowanych przez graficzkę na podkładzie wydruku komputerowego. Jedyna znana mi czarno-biała drukarka laserowa o rozdzielczości 300 dpi akceptowała wyłącznie papier w formacie amerykańskim, bo nikt nie był w stanie kupić do niej kasety na A4... O wydrukach kolorowych nawet się nie śniło.

Kiedy tydzień temu wyprodukowałem pierwszą płytę DVD na swoim biurku, to nie mogłem opędzić się od poczucia deja vu - to wszystko już było! Słaba rozdzielczość materiału wyjściowego z kamery DV, konieczność czekania prawie dwu godzin na konwersję pliku końcowego przed wypaleniem, prymitywizm programów do manipulacji obrazem. Dokładnie te same problemy, które powodowały, że DTP było postrzegane jako niekonkurencyjne dla tradycyjnej przygotowalni, dziś przywoływane są przez fachowców jako argument, że DTV nigdy nie zastąpi "prawdziwej" telewizji. A przecież za kilka lat, gdy HDTV stanie się rzeczywistością, nawet komputery przenośne będą miały zegar co najmniej 5 GHz, pamięć operacyjną 10 GB, zaś najmniejszy dysk dostępny na rynku to będzie 1 TB. Oczywiście, kamery będą wyposażone w dyski wymienne wielkości dzisiejszej kasetki DV i pozwalające nagrać wiele godzin materiału, który od ręki będzie montowany na podręcznym komputerze i wysyłany bezprzewodowo do nadawcy.

Jeśli więc chcą Państwo wziąć udział w kolejnej rewolucji, to już dziś należy uczyć się montażu filmowego, narracji oraz techniki pisania scenariuszy, bo te sfery działalności twórczej, podobnie jak projektowanie graficzne, nie zostaną zautomatyzowane. Cała reszta będzie wykonywana na komputerach, które będą dostępne dla każdego. A lokalne studia telewizyjne będą potrzebowały coraz więcej ciekawych materiałów, aby było czym opakować spoty reklamowe. Przykład wczorajszych pionierów DTP powinien być zachęcający, tylko trzeba być przygotowanym na nadchodzącą rewolucję. Już dziś.


Zobacz również