Rodzina jak zły omen

Wielkie rodzinne biznesy mogą dynamicznie napędzać lokalny wzrost gospodarczy w krajach o zamożnych gospodarkach, ale jeśli w Twoim kraju kilka bogatych i wpływowych rodzin kontroluje większość biznesu - szanse na powodzenie gospodarcze są zagrożone.

Wykorzystując miary statystyczne profesor Randall Morck ze School of Business Uniwersytetu Alberta wraz ze swoim zespołem badawczym wykazał korelację pomiędzy rozległą "rodzinną" kontrolą dużego sektora biznesowego a kłopotami gospodarczymi danego kraju. Wyniki opublikowano w nowym numerze pisma "Entrepreneurship - Theory and Practice".

Zebrane dane potwierdzają tezę, że duzi udziałowcy, szczególnie potężne oligarchiczne rodziny zarządzają firmami i grupami korporacyjnymi tak aby przede wszystkim osiągnąć własną korzyść i zachować kontrolę. Rodzinna kontrola największych biznesów rzadko występuje w krajach uprzemysłowionych, jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone. W innych jednak, i tu przykładem jest Szwecja, gros dużych firm kontrolowane jest przez zamożne rodziny. Natomiast większość krajów plasuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma ekstremami.

Inaczej sytuacja przedstawia się w krajach rozwijających się i nierozwiniętych. Tu doskonałym przykładem jest Ameryka Łacińska, gdzie najczęściej kilka rodzin kontroluje największe firmy w kraju.

Według autora badania, potwierdza to także (nie nową dodajmy zresztą teorię), że na świecie kapitalizm występuje "w dwóch różnych smakach". Jest kapitalizm demokratyczny, w krajach rozwiniętych i kapitalizm oligarchiczny, w krajach ubogich. To ważne rozróżnienie powinny zdaniem Morcka brać pod uwagę przede wszystkim takie instytucje jak Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dotychczas w swoich działaniach postrzegały one kapitalizm jako jednolitą formę, co było przyczyną rozmaitych problemów.

Morck zwraca uwagę, że badanie jest ważne ponieważ ukazuje, że bogate kraje i organizacje jak BŚ czy MFW które pomagają krajom ubogim powinny wiedzieć, że pomaganie to nie tylko pożyczanie pieniędzy lub zmiana systemu podatkowego a następnie oczekiwanie, że sprawy zadziałają - tak jak to ma miejsce w demokratycznych społeczeństwach. Dlatego Bank Światowy postrzega np. Wenezuelę tak samo jak Stany Zjednoczone, tylko "trochę biedniejsze". Tymczasem, żeby faktycznie pomóc tym krajom, trzeba wiedzieć, jak działa tam gospodarka i jak łączy się z polityką, aby adresować pomoc do samych korzeni problemu - stwierdza Morck.

Morck sugeruje wraz z kolegami, dr Bernardem Yeungiem i dr Abrahamem Krasnoffem z Uniwersytetu Nowojorskiego, że przyczyna problemów z oligarchicznym kapitalizmem leży w kwestii poszukiwania renty w polityce (political rent-seeking); to termin używany do określenia korporacji inwestujących raczej w polityków, biurokrację i sędziów a nie w pracowników, innowacje, itp. Tam, gdzie rząd jest utrzymywany przez niewielką elitę - tak jak ma to miejsce w oligarchicznych społeczeństwach kapitalistycznych, służy on interesom elity. W demokratycznym społeczeństwie kapitalistycznym, rząd musi odwoływać się do klasy średniej aby uzyskać elekcję, zatem decyduje się na budowę szkół, szpitali i innej infrastruktury - stwierdzają.

Jak podsumowują, każdy kraj, nawet bogaty, pakuje się w problemy, jeśli zbyt mała liczba gospodarczych potentatów uzyska zbyt duży wpływ na rząd. Dlatego skuteczność w odseparowaniu elity od możliwości naciskania rządów, bezpośrednio rzutuje na to, jak szybko może rozwijać się gospodarka.


Zobacz również