Rozbiegówka

Zawsze myślałem, iż internauci jako grupa społeczna, to środowisko ludzi inteligentnych, wykształconych, dobrze wychowanych i grzecznych bądź chociaż pretendujących do tych określeń. Wydawało mi się, iż posiadanie komputera w domu bądź w pracy, wykorzystywanie go nie tylko do pracy zawodowej lecz także nauki i rozrywki oraz podłączenie urządzenia do Sieci (od zarania będącej przecież medium środowiska naukowego i akademickiego) stanowi pewną nobilitację.

Zawsze myślałem, iż internauci jako grupa społeczna, to środowisko ludzi inteligentnych, wykształconych, dobrze wychowanych i grzecznych bądź chociaż pretendujących do tych określeń. Wydawało mi się, iż posiadanie komputera w domu bądź w pracy, wykorzystywanie go nie tylko do pracy zawodowej lecz także nauki i rozrywki oraz podłączenie urządzenia do Sieci (od zarania będącej przecież medium środowiska naukowego i akademickiego) stanowi pewną nobilitację.

Niestety ostatnie tygodnie przekonały mnie, iż tak jak każde szybko rozrastające się środowisko, czy grupa społeczna dorobiliśmy się wśród nas zwykłych chamów. Przeprowadzona na dużą skalę akcja reklamowa polegająca na przesłaniu informacji o nowym numerze naszego magazynu do użytkowników darmowych kont poczty elektronicznej stanowiła świetne badanie socjologiczne obywateli Sieci. Chyba dla wszystkich oczywiste powinny być dwa wzorce zachowania ludzi w takiej sytuacji - obok zwykłych, zainteresowanych wszystkim internautów, którzy podziękowali za informacje pojawili się krzykacze oburzeni naszą akcją reklamową (nawiasem mówiąc przeprowadzoną zgodnie z regulaminem obowiązującym użytkowników darmowych kont pocztowych).

Niewielkie zaskoczenie spowodowały usilne próby zatkania naszej skrzynki pocztowej poprzez wielokrotne przesyłanie na nasze konto obszernych e-maili - przecież drożej kosztowało to oburzonego internautę korzystającego w domu z modemu niż nas odbierających pocztę za pośrednictwem firmowego serwera podłączonego do Sieci światłowodem. Nie przeszkodził nam nawet zalew odsyłanej poczty, a nawet kilka sprokurowanych na poczekaniu wirusów wyłapanych przez nasze systemy bezpieczeństwa.

Najgorszy (w moim mniemaniu) okazał się jednak JĘZYK. Ok. 20-30% osób odpisujących na naszą reklamę posługiwało się absolutnie niecenzuralnym (często także i niegramatycznym) językiem. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego w zwykłej korespondencji listownej, rozmowach telefonicznych, spotkaniach twarzą w twarz itd. ludzie nie posługują się takimi sformułowaniami jakich używali oburzeni internauci. Skąd taki gniew, nienawiść i... taki język. Czy Internet jest bardziej anonimowy niż inne środki przekazu, czy może łatwiej coś takiego napisać (tak jak wymalować na ścianie) niż powiedzieć komuś bezpośrednio w twarz? Może na korzyść tego typu ludzi działa interaktywność nowego medium - za jego pomocą można przecież szybko i skutecznie "nabluzgać" komuś, kto nas zirytował, a tkwi po drugiej stronie kabla? Może takie zachowanie wynika z młodego wieku autorów takich listów i (co jednak w żadnym razie nie zwalnia ich od panowania nad własnym językiem), a może polski Internet tak jak i nasz naród ma swoich szeregach liczne grono impertynentów, chamów, lumpów, prymitywów itd.

Do prawdy mam nadzieję, że wśród naszych czytelników nie znajdują się autorzy ww. listów, albowiem nie są to osoby, z którymi pragnąłbym nawiązać jakikolwiek dialog. Zresztą sformułowania przez nich używane nadają się wyłącznie do krótkich acz treściwych monologów. Na zakończenie zwracam się do wszystkich czytelników CYBER-a z prośbą. Może ktoś z Was wie jakie mogą być przyczyny pauperyzacji języka wykorzystywanego w nowoczesnych środkach przekazu, zwłaszcza w Internecie. Przecież epistolografia - badanie języka używanego w archiwalnej korespondencji - dowodzi jak wspaniałym piórem mogą posługiwać się osoby nawiązujące dialog za pośrednictwem słowa pisanego. Mnie po ostatniej korespondencji niestety pozostało silne wrażenie niesmaku.


Zobacz również