Rozmowy muzyką

Chodzi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa? Zbyt mocno jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że swoje myśli wypowiadamy w sposób artykułowany. Tak jest po prostu wygodniej. Czy można inaczej?

Chodzi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa? Zbyt mocno jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że swoje myśli wypowiadamy w sposób artykułowany. Tak jest po prostu wygodniej. Czy można inaczej?

Wielbiciele jazzu, którzy w niedzielę, 28 października, przybyli na festiwal Jazz Jamboree w Warszawie, mogli wysłuchać, jak to określiła pewna moja znajoma, "powalającej rozmowy" kwintetu z Davem Hollandem na czele. Muzyk ten jest określany jako najbardziej utalentowany kompozytor czystego jazzu wśród basistów po Charlesie Mingusie i nie ma w tym ani odrobiny przesady, gdyż obserwując go podczas koncertu można zobaczyć, jak całym sobą przekazuje emocje swojemu instrumentowi, a ten z kolei przetwarza to na dźwięki i wysyła pozytywną energię towarzyszącym mu instrumentom. W ten sposób trwa rozmowa pięciu muzyków, która raz przybiera charakter solowej improwizacji, a raz muzycznej przepychanki.

Dziś Dave Holland występuje jako gwiazda wieczoru. Paradoksalnie początek jego kariery można przyrównać do historii, jakie przytrafiają się hollywoodzkim gwiazdkom. Oto student muzyki klasycznej w Guildhall School of Music&Drama w Londynie podczas koncertu w klubie Ronniego Scotta zostaje dostrzeżony przez Milesa Davisa, króla cool jazzu. Król proponuje mu współpracę w swoim zespole w Nowym Jorku, a on rzecz jasna się zgadza. Jest 1968 r. i ukazuje się pierwsza płyta Les Filles De Kilimanjaro z Milesem Davisem. Znawcy tematu twierdzą jednak, że prawdziwą karierę Hollanda rozpoczyna seria dojrzałych już płyt począwszy od: Life Cycle (1983 r.), Jumpin' In (1984 r.), Seeds Of Time (1985 r.), The Razor's Edge (1987 r.).

Cofnijmy się jednak do 1986 r. Music Festival we Freiburgu, na scenie pięciu muzyków, widownia pełna, do ostatniego miejsca, i ja wśród tego tłumu siedząca w pierwszym rzędzie. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie w momencie, gdy przede mną pojawia się trębacz Kenny Wheeler i po chwili już wszyscy słyszymy czyste, szklane brzmienie jego instrumentu, który zdecydowanie góruje nad innymi. Kenny Wheeler jest uznawany za wirtuoza trąbki oraz bardzo wszechstronnego muzyka. Może o tym świadczyć bogata lista artystów, z którymi występował. Z Hollandem nagrał wspomniane już Jumpin' In i Seeds Of Time z 1985 r. To jednak zaledwie niewielka część jego artystycznego dorobku. Warto wspomnieć, że w 1997 r. zrealizował z kwartetem, w którym znalazł się również Holland oraz Konitz i Frisell, album Angel Song, uznany przez krytyków za jedno z najważniejszych dokonań jazzowych lat 90.


Zobacz również