Rząd: szkolcie pracowników zamiast ich zwalniać

Nawet 500 tys. euro będzie mogła dostać firma, jeśli nie zwolni pracowników, lecz wyśle ich na kursy doszkalające. Ze swojego budżetu nie będzie musiała dołożyć nawet złotówki. Pieniądze mają pochodzić z funduszy unijnych.

Rzeczpospolita poznała szczegóły programu "Szkolenia zamiast zwolnień"", który przygotowuje rząd w odpowiedzi na apel związkowców i pracodawców. To pomoc dla przedsiębiorców, którzy z powodu kryzysu popadli w przejściowe tarapaty. Mają np. mniejsze zamówienia, konieczne są przestoje w produkcji, ale perspektywy na tyle dobre, że za jakiś czas sytuacja najprawdopodobniej się poprawi.

Program ma być finansowany z funduszy unijnych, z programu Kapitał ludzki. Wsparcie dla jednej firmy może sięgnąć nawet 500 tys. euro. Przedsiębiorstwa mają być też zwolnione z tzw. wkładu własnego, co jest obowiązkowe przy innych formach unijnych dotacji. To bardzo istotne, bowiem firmy, które mają kłopoty, raczej nie kwapiłyby się, by dokładać do szkoleń z własnej kieszeni - mówi w rozmowie z Rzeczpospolitą Marzena Chmielewska z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Dziś wymagany wkład własny dla dużych przedsiębiorstw to 40%, a przy szkoleniach specjalistycznych - nawet 75%.

Z unijnej pomocy pracodawca będzie mógł pokryć koszty podnoszenia umiejętności zatrudnionych oraz wypłacać im tzw. stypendium szkoleniowe jako rekompensatę wynagrodzenia. Stypendium nie jest zbyt wysokie i ma wynosić od 100% do 120% zasiłku dla bezrobotnych (550-660 zł). Firma może także wypłacać dodatkowe wynagrodzenia, ale nie będą one pokrywane z unijnej dotacji.

Liczba osób szkolących się, długość i tematyka kursów mają zależeć od potrzeb przedsiębiorcy.


Zobacz również