(S)maczki wielkobratestwa

Program, który wywołał w Polsce taki entuzjazm wśród telewidzów, użytkownikom Maców kojarzy się jak najgorzej. A ja sobie pomyślałem, że ironia losu czasem z Wielkiego Brata czyni naszego drogiego, ukochanego braciszka.

Program, który wywołał w Polsce taki entuzjazm wśród telewidzów, użytkownikom Maców kojarzy się jak najgorzej. A ja sobie pomyślałem, że ironia losu czasem z Wielkiego Brata czyni naszego drogiego, ukochanego braciszka.

Big Brother to cały przemysł związany z błękitnym logo i podglądactwem lansowanym przez stacje telewizyjne. Błękit był także dominującym kolorem w krótkiej reklamówce Ridleya Scotta, która pojawiła się nagle o pierwszej w nocy w stacji telewizyjnej w Twin Falls 15 grudnia 1983 roku. Prawie nikt jej wówczas nie zauważył, i o to chodziło - jedyny sens wyemitowania jej wówczas, jeszcze w roku 1983 był taki, że można ją było dzięki temu zakwalifikować do konkursu Clio Awards 1984. Kiedy już "oficjalnie" pokazały ją stacje telewizyjne w przerwie rozgrywek Super Bowl, wszyscy wiedzieli, że "firma Apple wprowadzi na rynek Macintosha, dzięki czemu rok 1984 nie będzie jak <<1984>>". Odwołanie do powieści Orwella, postać Wielkiego Brata na ekranie, i ten błękit - wszystko to sugerowało ówczesnego arcywroga firmy Apple, firmę IBM, zwaną wszak w kręgach gospodarczych "Big Blue".

Pamiętacie, Drodzy Czytelnicy, jeszcze starszy film "Odyseja Kosmiczna 2001". Pojawia się tam superkomputer HAL 9000, inteligentny, uprzejmy i potencjalnie niebezpieczny dla ludzi. Już wówczas IBM miał ugruntowaną opinię. Skąd to podejrzenie? Proszę sprawdzić, jakie w angielskim alfabecie litery następują po H-A-L - po H mamy I, po A - B, po L - M. IBM, jak widać, nie musiał czekać na niedawno ujawnioną aferę z maszynami Holleritha wykorzystywanymi przez nazistów do ewidencjonowania ofiar zagłady, żeby cieszyć się złą opinią.

Przypadkiem, w roku 1993 czy 1994, uczestniczyłem w uroczystości przekazania do Muzeum Auschwitz--Birkenau superkomputerów m.in. do analizy graficznej dokumentów obozowych. Specjalistyczny sprzęt skanował np. dwustronnie kartkę zachowaną z dziennika transportowego SS i umożliwiał odczytanie nazwisk, które znalazły się na sąsiadujących stronach, a pisane ołówkiem przed półwiekiem, odcisnęły niewidoczne ślady na tej jednej zachowanej kartce. I któż był tak hojnym ofiarodawcą? Niemiecki oddział IBM.

"IBM był w tamtych czasach dla nas czymś w rodzaju Pentagonu" - wspomina Steve Wozniak w filmie "Piraci z Doliny Krzemowej". Drętwi faceci, zwani w siedzibie Apple'a 'suits' (garnitury), myślący w skali globalnej, jak najdalsi od takich pojęć, jak "przyjazny użytkownikowi" albo "intuicyjny", byli idealnym obiektem ataku. Opinia utrzymuje się długo. Czy ktoś oglądał film "Masz wiadomość" z Meg Ryan i Tomem Hanksem? Mała Meg, trochę romantyczka, trochę wariatka, właścicielka niezależnej, małej księgarni, i Hanks, przedstawiciel megakoncernu księgarskiego, cyniczny dwulicowiec, przez którego księgarnia Meg bankrutuje. Film jest sprzed dwóch lat chyba, czyli o kwazyliony lat świetlnych od HAL-a i przynajmniej dziesięć tysięcy galaktyk od reklamy "1984". Bohaterowie, nie znając się nawzajem, piszą do siebie e-maile z laptopów. I co? Śliczna Meg używa applowskiego PowerBooka, wstrętny Tom - IBM-owskiego ThinkPada.

Ale IBM to przykład takiej właśnie wolty - z Wielkiego Brata do kochanego braciszka. Jak mówią wegetarianie: stajemy się tym, co jemy. Zmagania Apple'a i IBM doprowadziły do tego, że obie firmy po trosze przejęły cechy przeciwnej strony. Kiedy formował się tzw. sojusz AIM (Apple, IBM, Motorola, w czasie prac nad procesorem PowerPC) i wszystkim trzem firmom zależało na współpracy, ich pracownicy robili wszystko, żeby przypodobać się stronie przeciwnej. Na jedno z pierwszych spotkań zarządów IBM i Apple szefostwo "Big Blue", powstrzymując wstręt, przyszło odziane w T-shirty. Kiedy tak siedzieli za stołem konferencyjnym, w bawełnianych koszulkach i stylowo podartych dżinsach, otwarły się drzwi i na salę weszła delegacja Apple'a. Poruszała się trochę dziwnie - wszyscy "piraci z Cupertino" mieli na sobie trzyczęściowe garnitury i krawaty...

Dziś obie firmy zgodnie współpracują (choć szkoda, że nie w Polsce), a Wielki Brat, na szczęście, kojarzy się jedynie z niewybredną rozrywką i gumą do żucia dla oczu oraz, ewentualnie, z jeszcze jedną firmą komputerową. (Tu mały cytat a propos z listy dyskusyjnej: "Gdzie fizycznie Outlook Express trzyma moją pocztę?" Odpowiedź: "W Redmont"). I choć czasem użytkownicy Maców o usposobieniu pacyfistycznym narzekają, że - okazuje się - iż ich ukochane procesorki PowerPC kierują też np. głowicą rakiety Sparrow, to Wielki Brat to już naprawdę nie nasz problem.

Autor jest dziennikarzem katowickiej "Trybuny Śląskiej", animatorem spotkań MacWarsztaty i najbardziej złośliwym korespondentem listy dyskusyjnej "Szarlotka". jbebak@gtp.com.pl


Zobacz również