SCO bankrutuje, Linux wreszcie bezpieczny

Amerykańska firma Santa Cruz Operation znalazła się na skraju bankructwa i ma szansę wrócić na rynek jedynie po gruntownej reorganizacji. To ostateczny efekt przegranej w sądzie sprawy dotyczącej kodu Linuksa, który we fragmentach należał rzekomo do SCO.

W 2002 roku szefowie SCO oficjalnie ogłosili, że spore fragmenty źródeł Linuksa zostały zaczerpnięte z UnixWare. Jak opowiadał Greg Bogochwalski, dyrektor SCO na Europę Środkową i Skandynawię: "Kody z należącego do nas systemu UnixWare zostały - linijka w linijkę - przekopiowane do Linuxa. Można dywagować, jak się tam znalazły - fakt pozostaje jednak faktem. Poprosiliśmy trzy niezależne firmy konsultingowe o sprawdzenie naszych informacji, które potwierdziły nasze podejrzenia."

Proces = przykrywka dla braku innowacji?

Niedługo później rozpoczął się proces przeciwko firmie IBM chcącej rozpowszechniać Linuksa. Gdyby SCO go wygrało, przyszłość Linuksa byłaby zagrożona - stałby się on systemem niszowym lub wręcz nielegalnym, chyba że użytkownik zgodziłby się na wniesienie odpowiedniej opłaty licencyjnej.

Od IBM-a SCO domagało się najpierw jednego, później trzech miliardów dolarów (!) odszkodowania; podobna "kara" miała spotkać Novella, z którym korporacja prowadziła osobny proces.

Linux niemal wolny (od podejrzeń)

Na szczęście dla środowiska Open Source po "zaledwie" pięciu latach okazało się, że SCO nigdy nie miało praw do Linuksa, nie nabyło bowiem od Novella pełnej licencji do UnixWare. W chwili obecnej jedynym realnym zagrożeniem dla "pingwina" pozostał Microsoft twierdzący, że w aplikacjach open source, w tym w kernelu Linuksa złamano aż 235 patentów należących do korporacji.

Tryb określony w rozdziale 11 ("Chapter 11"), który zastosowało SCO, oznacza bankructwo, ale z szansą na restrukturyzację i powrót na rynek. Nie wiadomo jednak, czy znajdą się inwestorzy chcący dalej współpracować z korporacją wdającą się w kosztowne i bezpodstawne procesy.


Zobacz również