SMS winny tragedii?

Amerykańscy śledczy, badający sprawę wypadku pociągu w Los Angeles jaki miał miejsce 12 września, odkryli nowe, bardzo ciekawe fakty. Okazuje się, że osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo pasażerów wysyłała, na chwilę przed tragedią, SMSy ze swojego telefonu komórkowego.

Wcześniej opinia publiczna została poinformowana o tym, że prowadzący pociąg, Robert Sanchez, wysyłał na służbie wiadomości tekstowe do swoich znajomych. Teraz okazuje się, że fakt ten mógł mieć ogromne znaczenie w kontekście wypadku jaki miał miejsce 12 września.

Inżynier odpowiedzialny za bezpieczeństwo pasażerów otrzymał ostatnią wiadomość o godzinie 16:21:03. Następnie, mężczyzna zdążył jeszcze wysłać jednego SMSa niecałą minutę później, o 16:22:01. Chwilę potem, bo o godzinie 16:22:23, doszło do tragedii w której zginęło 25 osób a ponad sto zostało rannych.

Amerykańska policja nie podaje jednak na razie co było główną przyczyną wypadku. Śledczy ujawnili jednak, że Robert Sanchez wysłał na swojej feralnej zmianie (trwającej około godzinę) pięć wiadomości i odebrał siedem. Na wcześniejszym dyżurze, tego samego dnia, mężczyzna otrzymał 21 SMSów samemu wysyłając około 24.

Amerykańskie władze nadzorujące transport, tymczasowo zakazały korzystania z telefonu komórkowego podczas wykonywania obowiązków służbowych. Śledztwo w tej sprawie będzie nadal kontynuowane.


Zobacz również