Sądowa porażka RIAA

Organizacja RIAA nie może twierdzić, że użytkownik sieci P2P nielegalnie dystrybuował muzykę, jeśli wcześniej nie udowodni, iż ktoś inny pobrał udostępnione do pobrania pliki - uznał amerykański sędzia David G. Trager.

Sędzia Trager prowadzi sprawę Universal Music Group vs Lindor (pisaliśmy o niej m.in. w tekście "RIAA musi się wytłumaczyć"). Marie Lindor jest jedną z tysięcy mieszkańców USA, przeciwko którym RIAA złożyła pozew. Kobiecie zarzucono nielegalne dystrybuowanie w Internecie muzyki - jednak pani Lindor w odróżnieniu od setek innych pozwanych nie zgodziła się na zawarcie ugody z wytwórnią muzyczną i zdecydowała się na sądową batalię.

Prawnicy oskarżonej do tej pory podważyli już legalność wielu działań RIAA - nie tak dawno na ich wniosek sąd zażądał od organizacji wyjaśnienia, dlaczego właściwie domaga się od pozwanych 750 USD odszkodowania za każdą udostępnioną w Sieci piosenkę.

Teraz przyszedł czas na kolejny krok - prawnicy Marie Lindor zwrócili się do sądu z prośbą o wyjaśnienie, czy sam fakt udostępnienia plików w sieci P2P może być uznany za nielegalne dystrybuowanie muzyki. Prowadzący sprawę sędzia David G. Trager uznał, że nie. Orzekł on, iż nie wystarczy, że oskarżyciel przedstawi dowody że dana osoba udostępniła pliki w Internecie - trzeba jeszcze udowodnić, że pliki te zostały przez kogoś pobrane. Co ważne, ciężar przedstawienia dowodów winy spoczywa na oskarżycielu.

Nie wiadomo na razie, jak ta decyzja wpłynie na działania RIAA - jest ona bowiem sprzeczna z wcześniejszym orzeczeniem innego sędziego, który uznał, iż udostępnienie chronionych prawem autorskim plików online jest równoznaczne z nielegalnym ich dystrybuowaniem.


Zobacz również