Salammbo

Jesteś niewolnikiem, a zanim poczujesz smak prawdziwej wolności, w pocie czoła napracujesz się, aby ją zdobyć i nacieszyć się nią do woli.

Jesteś niewolnikiem, a zanim poczujesz smak prawdziwej wolności, w pocie czoła napracujesz się, aby ją zdobyć i nacieszyć się nią do woli.

Przygodówki bywają takie słodkie. Występuje w nich jednoznaczne Zło, któremu zawsze przeciwstawia się szlachetny bohater. Rozgrywka często ma miejsce w cudnych plenerach, a nasz dzielny heros lub heroina napotykają piękne postacie.

Z tym twierdzeniem, rzecz jasna, można się nie zgodzić. Wszak taki Szymek Czarodziej to wredny egoista, a z kolei przygodówki ze stajni Microids słyną z mrocznego klimatu. Jednak pomimo tego, Salammbo już na pierwszy rzut oka wyróżnia się spośród innych gier przygodowych; właśnie dzięki bohaterowi i otoczeniu, w którym się obraca. Warto zatem dokładnie przyjrzeć się wszystkim aspektom tej gry i zbadać, czy to rzeczywiście nowość, czy też ciągle ten sam cukierek, tyle tylko że w innym papierku.

Od pisarza do gracza

Ucieczka z więzienia. Znalezioną kością należy po prostu zdzielić strażnika w łeb.

Ucieczka z więzienia. Znalezioną kością należy po prostu zdzielić strażnika w łeb.

Fabuła gry powstała na motywach XIX-wiecznej powieści Gustawa Flauberta. Tytuł pozostał ten sam, akcja nawiązuje do literackiego oryginału i kluczowe postacie również pozostały nie zmienione... z wyjątkiem jednej. Ta ostatnia osobistość, to główny bohater gry: zbiegły niewolnik Spendiusz, w którego się wcielasz. Sterując tym herosem, rozwijasz akcję, pośredniczysz pomiędzy głównymi postaciami dramatu i scalasz całą opowieść, stając się jej osią. To ciekawe i rzadko spotykane rozwiązanie.

Gra zaczyna się klasycznie - szybką ucieczką z kazamatów. Niestety, radość z odzyskanej wolności jest krótka. Wydostajesz się z podziemi, a wokół pełno wojska i obywateli Kartaginy. Każde spotkanie z nimi grozi straszną karą lub powrotem w niewolę. Bezradny zbieg nie ma innego wyjścia, jak poszukać sobie obrońcy. Pierwszą osobą, jaką spotyka, jest tytułowa bohaterka - Salammbo, piękna i dumna kapłanka, córka Hamilkara - władcy Kartaginy i bogini Tanit. Spostrzegłszy ukrywającego się Spendiusza, dama postanawia wykorzystać go jako posłańca - a jest to posłanie (w przygodówce nie mogło być przecież inaczej) miłości.

Spendiusz w te pędy udaje się zatem do ponurego Matho, przywódcy najemników, aby przekazać mu cenny dar, a także wiadomość od stęsknionej kapłanki Salammbo.

W ten właśnie prosty sposób twój bohater zostaje zaplątany w sam środek intrygi, która przede wszystkim dzięki jego obecności rozwija się nieco inaczej niż w książce. Ale kto wie, czy nie ciekawiej. Powieściowy Matho sam zwabia do siebie Salammbo, kradnąc ze świątyni święty woal, a kapłanka jest gotowa poświęcić nawet własną cześć, aby tylko odzyskać ten bardzo cenny magiczny przedmiot.

Nowe spojrzenie na starożytność

Nie, to nie jest zła czarodziejka z gry Nox tylko piękna kapłanka Salammbo.

Nie, to nie jest zła czarodziejka z gry Nox tylko piękna kapłanka Salammbo.

Cała historia rozgrywa się podobno w starej, dobrej Kartaginie w 264 roku p.n.e., czyli w trakcie wojen punickich. Wokół miasta rozłożone są obozy wojsk najemnych, gdzie można spotkać najróżniejsze plemiona z Afryki i Europy, jak również takie, o których historykom nigdy się nie śniło. Niestety, prawda jest smutna: gra mogłaby rozgrywać się równie dobrze na Marsie, a bombardowanie gracza jakimiś datami i historycznymi terminami jest pozbawione sensu. Wszystko dlatego że twórcy gry popuścili wodze wyobraźni i postawili na "fantastyczny klimat". Czyli zamiast klasycznej Kartaginy, którą znasz z filmów i lekcji historii, zaserwowali ci świat, którego realia nie mają nic wspólnego ze znaną starożytnością. Stworzenie tego wybitnie wysmakowanego, artystycznego designu powierzono Philippe Druilletowi, mistrzowi dziwnych rysunków. I tu pojawia się dylemat. Jeśli ktoś Druilleta lubi, to będzie zachwycony: świat gry przypomina krainę z mrocznej fantasy. Część postaci wygląda przerażająco, mają ponure tatuaże, wymyślne ozdoby i... jednolicie czerwone oczy. Zwierzęta juczne to stwory rodem z Gwiezdnych Wojen. A zatem mówiąc krótko - realia historyczne nie mają nic wspólnego ze starożytną Kartaginą. Można się też zastanawiać, jak (obowiązkowo piękna) Salammbo mogła pokochać tak koszmarnego upiora - Matho. Sam Spendiusz wygląda na ponurego draba spod ciemnej gwiazdy, ale nie znając jego historii, można spodziewać się, iż rzeczywiście jest opryszkiem. W końcu wszystkiemu co robi przyświeca tylko jeden, czysto osobisty, cel.

Najlepiej do starożytności przystaje architektura, zwłaszcza że Kartagina została zburzona, zanim twórcy gier zdążyli się jej przyjrzeć. Wykreowane przez Philippe Druilleta scenerie są mroczne, nastrojowe i bardzo sugestywne. Wspaniałe zachody słońca na chmurnym niebie zachwycają i dodają tajemniczości krajobrazowi kamienistej pustyni i intrygującego miasta. Wszystkie te szczegóły oglądasz oczyma bohatera. Jego samego widzisz rzadko - i całe szczęście. Płaskie tła są odrobinę zbyt widoczne i niestety znacznie obniżają przyjemność płynącą z rozgrywki.

Wariacje na temat Kartaginy

Francuscy twórcy gier często starają się, aby ich tytuły powstawały na podstawie znanych i sierioznych książek, przy których nasze Nad Niemnem czy Anielka to prawie sensacyjna literatura. Salammbo także wpisuje się w ten nurt. To nie jest taka zwykła przygodówka, ale typowa, francuska adaptacja (przyznajmy: bardzo swobodna) powieści Gustawa Flauberta pod tym samym tytułem. Bądźmy jednak szczerzy: dla zdecydowanej większości graczy pan Flaubert to jedynie XIX-wieczny francuski pisarz, który żył, pracował, pisał i umarł. Tylko nieliczne grono wie, że w swoich utworach: "Łączył realizm społeczno-obyczajowy z trafną i subtelną analizą psychologiczną", a oprócz wspomnianej powieści napisał także "studium teologiczno-filozoficzne Kuszenie Świętego Antoniego"<sup>1</sup>. Jednak przygodówka, którą otrzymujesz, to niezwykle udziwnione wizje Philippe Druilleta i projektanów z firmy Cryo, więc równie dobrze mogłaby być na podstawie dzieł Tiberiusa Claudiusa Nero Germanicusa. A i tak nikt by się nie kapnął o co chodzi.

<sup>1</sup> Cytaty zaczerpnięte z Popularnej Encyklopedii Powszechnej.


Zobacz również