Salon na froncie

Pamiętam jak w połowie lat 80., kiedy boom na wideo dopiero się u nas zaczynał, mój kolega przekonywał wszystkich o wyższości magnetowidu i kaset Betamax nad stającym się rynkowym liderem VHS-em.

Pamiętam jak w połowie lat 80., kiedy boom na wideo dopiero się u nas zaczynał, mój kolega przekonywał wszystkich o wyższości magnetowidu i kaset Betamax nad stającym się rynkowym liderem VHS-em.

Bartek miał w domu taki magnetowid i miał też rację. Betamax był lepszy, ale jak się okazało w starciu dwóch systemów, zgodnie z teorią Kopernika dotyczącą pieniądza, wygrał gorszy. Podobne pojedynki obserwuję od tamtego czasu niemal non stop, ale ten, który toczy się obecnie, może okazać się spektaklem najpotężniejszym, z największą liczbą aktorów i z największymi pieniędzmi w tle.

Na pierwszym planie wojna toczy się o to, kto opanuje rynek urządzeń i nośników, które zastąpią DVD. Na nowych płytach będzie się mieścić kilkakrotnie więcej informacji, więc staną się one standardem do zapisu obrazu bardzo wysokiej jakości, jaki będzie wykorzystywany w telewizji HDTV o kinowej rozdzielczości obrazu. Ale w tle idzie walka o to, jakie urządzenie zwycięży jako źródło domowej rozrywki: komputer czy telewizor.

Na froncie wojny między dwoma obozami DVD we wrześniu ruszyła ogromna ofensywa. Sony, które przewodzi koalicji DVD Blu-ray, ogłosiło plany zakupu wytwórni filmowej Metro-Goldwyn-Mayer. To wydarzenie zmienia historię batalii o ustanowienie technologicznych standardów. Do tej pory Hollywood raczej biernie się takim kampaniom przyglądał, niż w nich uczestniczył. Teraz włącza się do gry. Dla Sony i jego koalicjantów, studio z ryczącym lwem to ważny sojusznik. W końcu nikt nie kupi ani nowego odtwarzacza, ani płyt, jeśli

nie będzie na nich dobrej treści.

Ta grupa to ci, którzy wierzą w zwycięstwo telewizora. Nie bez powodu zresztą. Wystarczy spojrzeć na nazwy firm, które wspierają Sony. To koncerny, takie jak Panasonic, Sharp czy Samsung, czyli najwięksi producenci telewizorów, którzy są zainteresowani utrzymaniem obecnego status quo. Ich być albo nie być zależy od tego, czy telewizor nadal utrzyma swoje miejsce w twoim salonie. Do nich w tym roku dołączyły takie firmy, jak

Dell i Hewlett-Packard, giganci branży komputerowej, którzy jednak widzą swoje miejsce na rynku konsumenckim, sprzedając na przykład odtwarzacze MP3 (w przypadku HP po aliansie z Apple'em iPody).

Z drugiej strony barykady przywództwo należy do Toshiby i NEC. Ten alians może się wydawać słabszy, ale to jedynie pozory. To właśnie Toshiba wygrała na początku ubiegłej dekady wojnę z Sony, ustanawiając obecny format DVD. Poza tym ma potężnego sojusznika: Microsoft zapowiedział, że jego następna wersja Windows będzie obsługiwać płyty HD-DVD. Wszyscy ci koalicjanci wyobrażają sobie telewizor przyszłości jako ogromny ekran z dyskiem twardym i masą oprogramowania, na stałe podłączony do Internetu.

Założenia HD-DVD są raczej ewolucyjne niż rewolucyjne. Nowy standard ma być według Toshiby rozwinięciem obecnego DVD. Płyta będzie mieć mniejszą pojemność niż w przypadku Blu-ray, ale jej wytworzenie będzie znacznie prostsze i tańsze, bo nie wymaga po stronie fabryk nowych inwestycji. Można wykorzystać już istniejące linie produkcyjne. Dzięki temu płyta HD-DVD ma być zaledwie o 10 proc. droższa od zwykłych krążków DVD. Pierwsze odtwarzacze pojawią się w przyszłym roku.

Sony przyjęło odmienną strategię, w której realizowaniu ma zresztą ogromną praktykę. Chce sprzedać zupełnie nowy, opracowany od podstaw produkt, który przewyższa konkurentów jakością, ale także ceną. Wystarczy przypomnieć sobie choćby telewizory z kineskopami Trinitron i Wega i wszystko staje się jasne. Nie wiadomo jednak, czy w czasach supermarketów klienci zechcą zapłacić więcej. Pierwsze odtwarzacze Blu-ray pojawiły się już w ubiegłym roku, ale z ceną 4000 dolarów furory nie zrobiły.

Toshiba wie, że atutem jej produktu będzie cena i dlatego myśli w komputerowych kategoriach otwartych standardów. Stara się o zatwierdzenie swojego formatu przez ustanawiające standardy Forum DVD, które reprezentuje ponad 200 firm z branży elektronicznej. Taka decyzja od razu uruchomiłaby tanią produkcję w Chinach, co praktycznie rozstrzygnęłoby cały spór. Za to Sony tworzy elitarny klub. Ma tylko kilkunastu sojuszników, którzy chcą narzucić swój standard, a potem kontrolować dostęp do niego, czerpiąc w ten sposób ogromne profity.

Spór o miejsce telewizora w salonie zgodnie z teorią kopernikańską powinien mieć jasne rozstrzygnięcie. Choć trochę to dziwne: wbrew zdrowemu rozsądkowi gorsza technologia jest w tym przypadku reprezentowana przez komputer, a lepsza przez telewizor. Ale naprawdę zdumiewające jest tylko to, że choć stale wygrywa gorsza technologia, ciągle widać postęp.


Zobacz również