Schroeder nowym Bismarckiem?

Kanclerz Gerhard Schroeder, chcąc ratować niemiecką gospodarkę, stara się o obniżenie podatków i zmniejszenie zasiłków dla bezrobotnych. Czyżby po 20 latach taczeryzm zawitał do Niemiec? Być może, o ile Schroeder okaże się tak silnym politykiem jak Bismarck.

W XIX wieku Żelazny Kanclerz - Otto von Bismarck, wprowadził u naszego zachodniego sąsiada fundamenty dzisiejszych ubezpieczeń społecznych. Wielu Niemców sądzi, że jedynie przywódca równie silnie zdeterminowany będzie w stanie odchudzić od tego czasu do niemożliwości hojnie rozbudowane i skomplikowane struktury świadczeń socjalnych. Niektórzy twierdzą nawet (choć przyznają się do tego jedynie szeptem), że przydałaby się Niemcom własna Żelazna Dama, taka jak Margaret Thatcher, która w latach 80. w Wielkiej Brytanii wprowadziła reformy - nie bojąc się utraty popularności i zdecydowanie obcinając świadczenia socjalne.

Schroeder uważany jest za męża stanu posiadającego wiele politycznych zalet, takich jak wdzięk, pragmatyzm czy zmysł taktyczny, jednak nieugięty upór raczej nie należy do jego cech charakterystycznych. Ale jeśli uda mu się wprowadzić pakiet proponowanych reform, sztywny system wydatków socjalnych może się rozluźnić, a gospodarka odetchnie.

Około 4,2 mln Niemców nie ma pracy. Wzrost gospodarczy, który w 2001 i 2002 roku był bardzo powolny, w tym roku stanął w miejscu. Na koniec 2003 roku deficyt budżetowy sięgnie prawdopodobnie kwoty 80 mld euro, czyli 3,7% Produktu Krajowego Brutto. Mimo tej oczywistej dziury budżetowej, niemiecki rząd wciąż wydaje pieniądze na kolejne pozycje z długiej listy o wątpliwej wartości dla gospodarki. Przeznacza na przykład 10 mld euro na subsydiowanie budowy nowych domów, aby pomóc ludziom w wyprowadzaniu się z miast, jednocześnie wydaje 6 mld euro na ulgi podatkowe na dojazdy, żeby ułatwić ludziom codzienne podróżowanie do miasta do pracy. Niemiecki sektor przemysłowy, który dostarcza ok. 20% miejsc pracy, walczy z obciążeniami składek na ubezpieczenia społeczne i podatkami, które podwyższają koszty pracy o ok. jedną czwartą. Coraz częściej mówi się o "niemieckiej chorobie".

Najbardziej kontrowersyjna reforma Schroedera dotyczy długoterminowych bezrobotnych, którzy stanowią dwie trzecie wszystkich osób bez pracy. Kanclerz proponuje, aby osoby, które są bezrobotne dłużej niż pół roku, otrzymywały niższe zasiłki, w dodatku płatne tylko przez rok, a nie jak dotąd przez 32 miesiące. Poza tym, jeśli otrzymają propozycję pracy i odrzucą ją, mogą stracić prawo do zasiłku. Jest to dość radykalny krok jak na socjaldemokratyczne państwo, w którym rząd z zasady chroni bezrobotnych w ich trudnym położeniu, a nie usiłuje wykopać z dołka. Zresztą nawet Margaret Thatcher, która w końcu obniżyła wartość świadczeń dla bezrobotnych, ani nie ucięła ich gwałtownie ani nie ograniczyła czasowo.

Schroeder też zaczyna łagodnieć, i to pod naciskiem własnej partii socjaldemokratów (SPD): na przykład bezrobotni nie będą musieli akceptować każdej propozycji pracy, niezależnie od płacy. Czeka go również szukanie kompromisów z konserwatywną opozycją, która ma przewagę w Bundesracie (izbie wyższej niemieckiego parlamentu).

Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że proponowane reformy przyniosą rzeczywistą poprawę na niemieckim rynku pracy. Być może jednak zachęcą ludzi do szukania pracy zamiast pobierania zasiłku. Ambitnym marzeniem kanclerza jest przepoczwarzenie Federalnego Urzędu Pracy w gigantyczną agencję pośrednictwa pracy, która znajdowałaby zatrudnienie bezrobotnym. Niemiecki minister gospodarki i pracy Wolfgang Clement, liczy na zmniejszenie bezrobocia o 20%. Jednak żadna tego typu reforma nie zastąpi wzrostu popytu wewnętrznego i pobudzenia gospodarki, tak aby rynek zaczął tworzyć nowe miejsca pracy. Bezrobotny nie znajdzie pracy, jeśli tej pracy po prostu nie ma.

Schroeder pragnie również ożywić niemiecką gospodarkę przez cięcia fiskalne. Zamierza przenieść na 2004 rok planowane na rok 2005 obniżki podatków o 15,6 mld euro. Zresztą przy zdecydowanym sprzeciwie zarówno Bundestagu jak Brukseli. Niemcy są już na bakier z obowiązującym w strefie euro Paktem Stabilizacji i Rozwoju, który ogranicza dopuszczalny deficyt budżetowy do 3% wartości Produktu Krajowego Brutto. Obniżenie podatków ma pogłębić niemiecki deficyt o dalsze 0,7% PKB, według szacunków niemieckiego instytutu badawczego DIW.

Kanclerz gdy obejmował swój urząd przypominał raczej nie panią Thatcher, ale obecnego brytyjskiego premiera - Tony'ego Blaira, podobnie jak on uczęszczał na zjazdy polityków centro-prawicy i wspominał o "trzeciej drodze". Minęło pięć lat i Schroeder zaczął sobie zdawać sprawę, jak wiele Blair zawdzięcza Żelaznej Damie. Nie jest łatwo być politykiem "trzeciej drogi", w kraju, który od 50 lat znał tylko jedną drogę. Ale, jak kiedyś stwierdziła Margaret Thatcher, "nie ma alternatywy".

Na podstawie The Economist "From third way to Thatcherism"


Zobacz również