Scorcher

Jest rok 2021. Świat widział już lepsze dni. Wojna i zanieczyszczenie środowiska zniszczyły dużą część ludzkiej populacji i zamieniły większość wielkich miast w opuszczoną, jałową ziemię.

Scorcher czyli wyścig kulek Jest rok 2021. Świat widział już lepsze dni. Wojna i zanieczyszczenie środowiska zniszczyły dużą część ludzkiej populacji i zamieniły większość wielkich miast w opuszczoną, jałową ziemię. Aby umożliwić ocalałym podróżowanie pomiędzy ostatnimi centrami cywilizacji, skonstruowano specjalne szybkie motocykle, które poruszały się po autostradach z prędkością błyskawicy. Wyposażone w kuliste pole siłowe motory dawały kierowcy maksymalnie precyzyjną kontrolę nad jazdą nawet przy ekstremalnie dużych prędkościach. Wynalazek ten zainicjował powstanie nowego sportu znanego jako "Scorcher".

Tak w skrócie prezentuje się fabularna część gry. Niestety autorzy tego wątku specjalnie się nie wysilili. Brutalny świat przemocy na gruzach cywilizacji to chyba jeden z najbardziej wyświechtanych tematów gier i filmów. Obsługa jest bardzo prosta, menu niezbyt skomplikowane. Naszym zadaniem jest jazda i zmieszczenie się w konkretnym, zadanym czasie. Mieścimy się - jedziemy dalej, nie mieścimy - wracamy na start. Proste jak drut. Po kilku przejazdach na pierwszym torze wiemy już czego od gry oczekiwać. Na pewno nie dobrej zabawy na długie wieczory! Według autorów gry ścigamy się futurystycznym motorem otoczonym polem siłowym. Odwzorowanie motoru na ekranie jest jednak mocno uproszczone więc ścigamy się po prostu kulką. Nasza kulka toczy się żwawo po różnego typu torach w mieście przyszłości, w którym graficy teksturami nas nie rozpieszczają. Jest nieciekawie i jednostajnie.

Jeździło by się może nawet dosyć fajnie gdyby nie jeden fakt. Tory są tak skonstruowane, że trzeba się ich nauczyć na pamięć. Pełne są dziur, stojących przeszkód, raptownych skrętów. Prędkość jaką się osiąga jest fenomenalna, ale konieczność ciągłego skakania i omijania przeszkód skutecznie zabija przyjemność. Tak naprawdę dobrze jedzie się tylko na dwóch pierwszych torach, gdzie nie występuje jeszcze natłok przeszkód. Później zajmujemy się już tylko wymijaniem zamiast wyścigiem. W całe grze dostępnych jest tylko 6 (!?!) torów, co dopełnia czary goryczy. Jak na wyścigi, w których wystarczy zająć trzecie miejsce aby awansować to stanowczo za mało. Autorzy liczyli zapewne, że gracz będzie objeżdżał tory wielokrotnie w celu wykucia na pamięć. Czyniłem również takie próby ale szybko z nich zrezygnowałem. Szkoda mózgu.

Graficznie gra zrealizowana jest dość dobrze, choć nie udało mi się osiągnąć pełnej rozdzielczości i prędkości nawet na moim P200, 32 MB RAM, 2 MB karcie graficznej z dopalaczem voodoo. Wysnuwam tym samym wniosek, że najwyższej rozdzielczości zarezerwowane są prawdopodobnie wyłącznie dla naukowców z Instytutu Fizyki pracujących na superkomputerach Cray. Nie przejmujcie się jednak jeśli do nich nie należycie, bo choć rozdzielczość 640 x 480 na moim komputerze ślimaczyła się nieznośnie to zdążyłem zauważyć niezwykle małą zmianę w stosunku do 320 x 200.

Honor gry ratuje jedynie bardzo dobra, techniczna ścieżka dźwiękowa nadająca całej zabawie odpowiedniej dynamiki. Pomimo swoich wad jest to jedna z najszybszych gier na peceta, w zamyśle konkurentka dla Wipeouta. Przeznaczona jest raczej dla mniej zaawansowanych graczy, posiadających jednak odpowiednich sponsorów łożących na wyjątkowo rozbudowany sprzęt. Czegoś w tej grze zabrakło, a szkoda bo dobrych wyścigów, szybkich i ze świetną muzyką na peceta jak na lekarstwo.


Zobacz również