Sealandia - raj dla piratów?

Internauci skupieni wokół słynnego szwedzkiego serwisu The Pirate Bay mają nowy pomysł na odcięcie się od problemów związanych z antypirackimi działaniami przeróżnych organizacji. Postanowili oni... kupić niewielki kraj i wprowadzić tam w życie przepisy wolne od absurdów prawa autorskiego.

Na ich celowniku znalazła się Sealandia - czyli, według Wikipedii, quasi-państwo znajdujące się na Morzu Północnym, zlokalizowane na... betonowej platformie przeciwlotniczej z czasów II wojny światowej. Jest to stworzone w 1967 r. księstwo, które posiada własną konstytucję, flagę, godło i hymn państwowy oraz walutę.

Serwis The Pirate Bay zaapelował właśnie do Internautów o wpłacanie datków na rzecz kupienia Sealandii (niedawno okazało się bowiem, że księstwo jest na sprzedaż) i uczynienia z niej "świetnego miejsca dla wszystkich, z szybkich dostępem do Internetu i bez praw autorskich" (jak czytamy na oficjalnej stronie akcji - BuySealand.com).

Sealandia jest do takiej roli nieźle przygotowana od strony technicznej - od kilku lat na platformie zlokalizowane są serwery pewnej dużej firmy hostingowej. Niestety, księstwo ma też pewną wadę - w okresie jej militarnej aktywności stacjonowało tam raptem ok. 140 żołnierzy, wygląda więc na to, że nie każdy, kto zechce, będzie mógł zamieszkać w "pirackim raju" - z uwagi na ograniczoną przestrzeń.

Obecny właściciel - Michael Bates (syn Roy'a Batesa, brytyjskiego oficera, który stworzył Sealandię) jest gotów sprzedać qusi-państwo za 100 mln USD.

Więcej informacji: BuySealand.com.


Zobacz również