Sen mara, Bóg wiara

Wyszedłem na ulicę i oniemiałem - na mojej małej osiedlowej uliczce ustawiono wielki billboard z reklamą Apple. "Mac OS X - dokąd ruszysz dzisiaj?". Parsknąłem śmiechem, bo copywriter zapatrzył się chyba na dawne hasło Microsoftu "Where do you want to go today?". Skąd w ogóle ten billboard, zastanawiałem się. No i skąd Apple nagle zdobył pieniądze na taką reklamę? I to przed moim blokiem. Zacząłem podejrzewać, że ktoś po prostu zrobił mi kawał.

Wyszedłem na ulicę i oniemiałem - na mojej małej osiedlowej uliczce ustawiono wielki billboard z reklamą Apple. "Mac OS X - dokąd ruszysz dzisiaj?". Parsknąłem śmiechem, bo copywriter zapatrzył się chyba na dawne hasło Microsoftu "Where do you want to go today?". Skąd w ogóle ten billboard, zastanawiałem się. No i skąd Apple nagle zdobył pieniądze na taką reklamę? I to przed moim blokiem. Zacząłem podejrzewać, że ktoś po prostu zrobił mi kawał.

Ale parę minut później moje zdumienie zaczęło rosnąć w niewyobrażalnym tempie. Billboardy stały dosłownie co kilka kroków w całym mieście! Trudno było nie zauważyć charakterystycznego "X" (i to potrójnego!) oraz logo z nadgryzionym jabłuszkiem. Jakby tego było mało, jadąc samochodem usłyszałem w radiu dwie reklamy zachęcające do kupowania Macintoshy z darmowym pakietem Office i z możliwością wygrania wycieczki do Kalifornii. Co jest, u diaska? Nie mogłem uwierzyć własnym oczom i uszom. Z wrażenia zatrzymałem się przy kiosku i kupiłem pierwszą z brzegu gazetę. Na ostatniej stronie jak byk reklama Macintosha. Poprosiłem o inną gazetę, kolorowy tygodnik, miesięcznik dla mężczyzn. Jasny gwint - wszędzie widzę reklamy Apple'a!

Obok kiosku zauważyłem nastolatka w bejsbolówce na bakier, który pracowicie mazał coś flamastrem na billboardzie Apple'a. Podszedłem bliżej - na nadgryzionym jabłuszku pracowicie smarował czarną swastykę.

- Czemu to robisz?

- Bo nienawidzę tego faszysty Jobsa.

- Jobsa? Nie pomyliło ci się z Gatesem? - zapytałem z niedowierzaniem.

- Z Gatesem? - teraz to on popatrzył na mnie jak na Marsjanina. - A co ty chcesz od tego faceta? Takich fajnych produktów jak on nikt w tej branży nie wymyśla. Szkoda, że ten jego Microsoft tak cienko przędzie.

- Cienko przędzie? Przecież to maszynka do robienia pieniędzy.

- Chyba pieniążków. Co można zrobić, jak się ma niecałe 10 proc. rynku.

- Jak to 10 proc.? Nie 90 proc.?

- 90 proc. to mieli przed podziałem.

- Przed jakim podziałem?

- O rany, gadasz jakbyś się wczoraj urodził. Przecież 3 lata temu Microsoft podzielono na dwie firmy.

- 3 lata temu....?

- No jasne. I po podziale szło im coraz gorzej, aż w końcu zostało im niecałe 10 proc. rynku. Ale za to jakie fajne rzeczy produkują....

- To kto teraz jest największy na rynku komputerowym?

- Jak to kto? Ci faszyści z Cupertino. Wykończyli nawet Hewlett-Packarda. Trzęsą całym światem. Nie widać? Niedobrze się robi od tych cholernych jabłek. Wszędzie są - w gazetach, w telewizji, w sieci. Nawet na Pałacu Kultury posadzili wielkie jabłko na iglicy.

- No, ale przynajmniej fajne komputery produkują...

- Fajne? Kurde, nie denerwuj mnie, człowieku! Gorszego szajsu nie widziałem w życiu. Ciągle się zawieszają. Ten cholerny Mac OS XXX to jakaś zmora. Nawet Uniksa potrafili schrzanić.

- No bez żartów, przecież to stabilny system.

- Stabilny to może i był na początku. Ale z każdą wersją niby było lepiej, ale co się polepszyło w jednym miejscu, to w innym coś zepsuli. Pół roku temu wyszła wersja Ryś...

- Wszystkie Ryśki to fajne chłopy - próbowałem zażartować.

- Bardzo śmieszne. Przez tego Rysia musiałem trzy razy formatować dysk. A do dzisiaj wyświetlanie hologramów mi się chrzani - drży jakoś i takie blade to, że oczy można wypatrzyć. Ale wszędzie są te paskudne Macintoshe i nie ma wyjścia, trzeba się przystosować.

- To co, nie ma już żadnego sensownego systemu?

- Jak to nie ma? A Windows?!

- Windows?! - Moje oczy przypominały spuchnięte piłeczki pingpongowe.

- No pewnie! Nie widziałeś nigdy? Stary, żałuj. To jest czad. Wszystko działa jak burza, nic się nie wiesza.

- Żartujesz chyba? Kiedy ostatnio używałem Windows, to myślałem, że krew mnie zaleje.

- E tam, to było kiedyś, jak Microsoft był wielką korporacją. Teraz to hobby Gatesa i okienka działają jak złoto. On chyba wręcz dokłada do tej firmy - no, ale ma z czego.

- A ty czego używasz?

- W szkole - tego macintoshowego złomu. Ale w domu mam też piękną maszynkę z okienkami.

Obudziłem się zlany zimnym potem. Zerknąłem na biurko. Dioda w moim iBooku pulsowała miarowo. Otworzyłem go i sprawdziłem wersję systemu. 10.1.5.

Data: czerwiec 2002 r. A więc to był tylko sen?

<hr noshade size="1">Dariusz Ćwiklak jest dziennikarzem "Gazety Wyborczej". Jego wielką pasją są Macintoshe; niestety, jak donoszą dobrze poinformowane źródła, w domu używa również najprawdziwszego peceta z systemem Windows.


Zobacz również