Skazany haker: To rząd USA zmusił mnie do włamań

Albert Gonzalez - Amerykanin skazany na 20 lat więzienia za serię włamań informatycznych - chce odwołać swoje wcześniejsze przyznanie się do winy. Teraz twierdzi, że choć rzeczywiście włamywał się do amerykańskich firm, to robił za wiedzą i zgodą agentów Tajnej Służby USA.

Przypomnijmy: Gonzalez został uznany winnym włamania się do sieci informatycznej kilku dużych amerykańskich sieci handlowych (m.in. TJX) oraz firm zajmujących się przetwarzaniem płatności online. Przestępca wraz ze wspólnikami wykradał stamtąd informacje nt. kart płatniczych, a następnie sprzedawał je na internetowych forach cardingowych. Policjanci prowadzący dochodzenie w tej sprawie ustalili, że Gonzalez i jego szajka wykradali dane kart należących do co najmniej 130 mln osób. Podczas procesu haker przyznał się do większości zarzutów i został skazany na 20 lat pozbawienia wolności - m.in. za włamania, kradzież pieniędzy, podszywanie się pod inne osoby oraz oszustwa.

Teraz jednak mężczyzna skierował do Sądu Okręgowego w Massachusetts pismo, w którym odwołał wszystkie wcześniejsze zeznania i poprosił o ponowne rozpatrzenie sprawy. Gonzalez oskarżył też prawników, którzy reprezentowali go podczas procesu, o działanie na jego szkodę (twierdzi m.in., że nie poinformowali go o wszystkich możliwych taktykach obrony, a także że nie złożyli na czas apelacji).

Najciekawsze jest jednak coś innego - Albert Gonzalez twierdzi, że wszystkie jego przestępcze działania były nadzorowane i zatwierdzone przez pracowników amerykańskiej Tajnej Służby (US Secret Service). Warto przypomnieć, że powiązania mężczyzny z Secret Service były znane już wcześniej - podczas jego procesu na jaw wyszło, że od 2003 r. był zarejestrowanym tajnym informatorem tej instytucji (został nim po tym, jak przyłapano go na okradaniu bankomatów).

Skazany twierdzi, że w czasie gdy doszło do głośnych włamań do TJX, ściśle współpracował z agentami - m.in. rozpracowując kilka organizacji przestępczych. Do systemów informatycznych sklepów włamywał się wtedy za zgodą i pod kontrolą Secret Service - po to, by uwiarygodnić się w oczach innych przestępców i skuteczniej infiltrować to środowisko.

W liście skierowanym teraz do sądu Gonzalez napisał, że jego prawnicy zniechęcali go do wykorzystania tych informacji podczas procesu - zapewniali go jednocześnie, że sąd został o tym nieoficjalnie poinformowany i w związku z tym kara będzie stosunkowo łagodna. "Za ich radą zgodziłem się na układ z prokuraturą - układ, który, jak się później okazało, nie przyniósł mi żadnych korzyści. Zostałem oszukany, dlatego uważam, że moje porozumienie z oskarżycielem należy uznać za nieważne" - napisał skazany.

Gonzalez dodał też, że amerykańskie władze nielegalnie zdobyły informacje, dzięki któremu udało im się go aresztować. Wyjaśnił, że namierzono go dzięki danym znalezionym na dysku komputera ukraińskiego hakera, Maksyma Yastremskiya - podczas śledztwa ujawniono jednak, że dane te były zaszyfrowane i tureccy policjanci (to oni aresztowali Ukraińca) torturowali go, by zdobyć hasło. Zdaniem Gonzaleza, okoliczności te sprawiają, że jego aresztowanie było nielegalne.


Zobacz również