Smartfony kontra cyfrówki

Ponownie sprawdziliśmy możliwości fotograficzne smartfonów. Tym razem w szranki z kilkoma aparatami kompaktowymi stanęły najwyższe modele czołowych producentów. Testowaliśmy jakość zdjęć z 41-pikselowego aparatu Nokii Lumii 1020, Samsunga Galaxy S4, LG G2 oraz Xperii Z1. Czy telefonom udało się już pokonać tanie cyfrówki? 

Gdy półtora roku temu po raz pierwszy postanowiliśmy skonfrontować aparaty smartfonów z tanimi kompaktowymi cyfrówkami, nie kryliśmy zaskoczenia wysoką jakością zdjęć z tych pierwszych. Mimo to, tanie cyfrówki obroniły się i w pierwszym starciu zwyciężyły ówczesnych oponentów. Przewaga cyfrówek miała miejsce głównie wówczas, gdy fotografowaliśmy w słabych warunkach oświetleniowych. Przypomnijmy, że w naszym teście porównywaliśmy takie modele jak Nokia N8, Samsung Galaxy S2, iPhone 4S czy Sony Xperia S (LT26i) z bardzo tanimi aparatami: Canonem PowerShotem A810, Olympusem VH-210 czy Sony Cyber-shotem W610. Przewaga cyfrówek nie była jednak ogromna i można było już wtedy przewidzieć, że w krótkim czasie dynamicznie rozwijające się smartfony mogą zdobyć przewagę nad nieco drepczącymi w miejscu kompaktami. Po półtora roku dużo wskazuje na to, że ją zdobywają. Przynajmniej na niektórych polach, bo jeszcze daleko do tego by móc powiedzieć, że nie ma już miejsca dla prostych kompaktów (o czym dalej). To, co jednak można wywnioskować na podstawie testów z 2012 roku i obecnych, to fakt, że tempo rozwoju telefonów jest znacznie większe niż aparatów kompaktowych. Przypuszczamy, że ograniczeniem hamującym szybki postęp w rozwoju tanich aparatów kompaktowych jest zbyt duży koszt produkcji wysokiej klasy optyki. Byłoby to nieopłacalne w porównaniu z cenami samych aparatów. Telefonom tu jest znacznie łatwiej - urządzenie może kosztować nawet 2000 złotych, bo i tak się sprzeda. Po pierwsze dlatego, że smartfon jest urządzeniem wielofunkcyjnym, po drugie niezbędnym chociażby ze względów zawodowych dla wielu osób. Po trzecie zaś sprzedaży drogich telefonów sprzyja przyjazny użytkownikowi model dystrybucji (ofery smartfonów za "złotówkę" są to zazwyczaj dogodną formą nieoprocentowanej sprzedaży ratalnej).

Smartfon zamiast aparatu?

Mimo, że prawdopodobnie najwięcej zdjęć jakie się obecnie wykonuje na świecie powstaje komórkami, jeszcze za wcześnie na grzebanie kompaktów. Mimo, że tanie modele cyfrówek w niektórych testach wychodzą już słabiej niż aparaty w najlepszych smartfonach, nie znikną z rynku. Po pierwsze dlatego, że nie każdy telefon to jeden z czterech świetnych, ale i bardzo drogich smartfonów, jakie tym razem mieliśmy okazję testować. Modele starszej generacji (np. te obecnie dostępne "za złotówkę") z fotografowaniem radzą sobie całkiem nieźle, ale jednak wyraźnie gorzej od takich rodzynków jak Nokia Lumia 1020 czy Sony Xperia Z1. Specjalnie w tabeli znalazł się także model niższej klasy - Sony Xperia T, który choć został wyposażony w niezły aparat, nieco odstaje od reszty pod względem jakości zdjęć. Wspomnianego w poprzednim artykule HTC Dezire Z dzieli od niej już przepaść.

Jak już zaczynamy porównywać możliwości tych dwóch rodzajów urządzeń przejdźmy do pojedynku...

RUNDA 1 - Możliwości fotograficzne

Naszym zdaniem wcale nie słabe rozpowszechnienie najlepiej fotografujących smartfonów ocali sens istnienia tanich aparatów kompaktowych. Znacznie istotniejszym argumentem przemawiającym za cyfrówkami są możliwości fotograficzne, a konkretnie optyczne. Nawet małe i tanie aparaty są wyposażane w szerokokątne zoomy pozwalające na ponad dziesięciokrotne zbliżenia. Obiektyw kosztującego 680 zł Olympusa SH25-MR pozwala użytkownikowi na fotografowanie w zakresie ogniskowej 24-300 mm! Siłą tej konstrukcji jest uniwersalność - będąc na wakacjach uda nam się objąć zarówno duży budynek, jak też wykonać silne zbliżenie detalu znajdującego się na wieży wysokiego gotyckiego kościoła. Jak dobry by nie był nasz smartfon i jak wielu dziesiątek megapikseli nie miała by jego matryca, takiej uniwersalności nie uzyskamy. Choć może się wydawać, że zdjęcia z 40-megapikselowej Nokii Lumii 1020 można w bardzo dużym stopniu kadrować używając cyfrowego zbliżenia bez wyraźnej straty jakości. Niektórzy wpadają tu w prostą pułapkę - wydaje się im bowiem, że dwukrotne zbliżenie obrazu o rozdzielczości około 40 megapikseli pozwoli uzyskać świetny 20,5-megapikselowy obraz, a czterokrotny zoom cyfrowy zostawi "wystarczające" 10 megapikseli. Nic bardziej mylnego! Rozdzielczość przy zoomowaniu cyfrowym nie spada liniowo, lecz logarytmicznie. Maksymalne cyfrowe zbliżenie wykonane Lumią może wynosić 2,75x. Zabieg ten zredukuje rozdzielczość z prawie 40 do około 5 milionów pikseli. By tego było mało, warto nadmienić, że mówimy tu o rozdzielczości teoretycznej, wynikającej z ilości aktywnych detektorów matrycy. Gdy zabieramy się za cyfrowe zbliżanie należy wziąć pod uwagę faktyczną rozdzielczość zarejestrowanego obrazu, która zawsze będzie niższa od nominalnej (ogranicza ją niedoskonałość układu optycznego). W tym przypadku rozdzielczość obrazu zarejestrowanego przy użyciu zoomu cyfrowego spada z 1936 do 1472 lph (linii na wysokość kadru) co mniej więcej daje obraz o rzeczywistej rozdzielczości 2,9 megapikseli. Na tym przykładzie wyraźnie widać jak bardzo zoom cyfrowy potrafi z ogromnej rozdzielczości zrobić obrazek nadający się co najwyżej do umieszczenia w internecie. A co jak zastosujemy zoom cyfrowy w telefonie, którego aparat ma matrycę nie 41 a 13 MP? Lepiej sobie to darować...

Różnica w możliwościach optycznych powoduje, że aparaty w smartfonach są zdecydowanie mniej uniwersalne nawet od tanich aparatów kompaktowych. Niemniej do wielu zadań nadają się znakomicie. Większość współczesnych smartfonów pozwoli obejmować szerokie plany, bez trudu wykonamy typowe ujęcia pamiątkowe czyli "ja na tle miejscowego zabytku" czy dokumentacyjne (w praktyce zawodowej rzeczoznawców czy agentów zajmujących się likwidacją szkód). Należy też zwrócić uwagę, że stałoogniskowa optyka smarfonów jest znacznie jaśniejsza od zoomów cyfrówek. Dzięki temu telefony pozwalają na fotografowanie w słabych warunkach bez konieczności używania wysokich czułości.

Wynik rundy: Punkt dla cyfrówek. Kwestia występowania zoomu optycznego niekiedy przesądza o wykonaniu ciekawego zdjęcia. Przedkładamy tu możliwość wykonywania zbliżeń optycznych nad dużym światłem obiektywów telefonów. Inne, pozaoptyczne możliwość fotograficzne, jakie oferują cyfrówki możemy także już znaleźć w smartfonach - zatem to co istotnie dzieli te urządzenia to głównie optyka.

Kiedy zoom w smartfonie?

Można się zastanawiać dlaczego do smartfonów nie montuje się obiektywów zmiennoogniskowych. Istnieją przecież możliwości technologiczne - od lat stosuje się kompaktach typu slim "łamane", peryskopowe układy optyczne, które pozwalają mieścić zoomy w bardzo płaskich obudowach. Konstrukcje tego typu oferuje na przykład jeden z większych producentów smartfonów - Sony. Umieszczenie zoomu w telefonie mogłoby zbyt mocno wpłynąć na sprzedaż niektórych aparatów tego producenta. Póki nie trzeba, lepiej się więc z tym nie wychylać. Chyba, że pierwsza zrobi to Nokia czy LG, którym to sprzedaż aparatów kompaktowych nie leży na sercu. Zresztą firma LG prowadzi prace nad miniaturowym zoomem optycznym do smartfonów - czas pokaże czy technologia wejdzie on do produkcji.

RUNDA 2: Ergonomia

Nie sposób pominąć kolejnej istotnej podczas fotografowania kwestii: wygody obsługi. Aparaty fotograficzne od lat są tak projektowane by zapewniać względnie wysoki komfort podczas wykonywania zdjęć. Wiele modeli zostało tak opracowanych, by można je było łatwo obsługiwać jedną dłonią. Często przyciski i dźwignie są umieszczane na korpusie tak, by włączenie aparatu, zmiana ogniskowej i oczywiście wyzwolenie migawki mogło być wykonane bez pomocy lewej dłoni. To bywa ważne, bo możemy pozwolić sobie na fotografowanie mając lewą rękę zajętą (na przykład trzymaniem dziecka za rękę czy dzierżeniem w lewej dłoni czegoś do jedzenia). Ponadto prawą część obudowy da się schwycić tak, by nie przysłaniać ani obiektywu ani części ekranu. Smartfony aż tak już nie rozpieszczają amatorów fotografii. O ile od biedy uda nam się jedną dłonią "obudzić" i odblokować telefon trudno go pewnie chwycić ściskając za front i plecki. W znakomitej większości przypadków taki uchwyt spowoduje uruchomienie czegoś co znajdzie się na dotykowym ekranie pod palcami - przejdziemy do ekranu głównego, wejdziemy do galerii czy przełączymy w tryb kamery wideo. Możemy smartfon schwycić za brzegi, ale to już niesie ryzyko upuszczenia. Jeśli nie mamy fizycznego przycisku wyzwalania migawki wykonanie w ten sposób zdjęcia bywa niewygodne.

Wynik rundy: punkt dla cyfrówek. Fotografowanie za pomocą smartfonów nie jest tak wygodne jak przy użyciu aparatu fotograficznego. Oczywiście dużym plusem telefonów są spore dotykowe ekrany IPS, na których wyraźnie widać fotografowany motyw. Jednak jego wielkość i "dotykowość" potrafi niekiedy przeszkodzić. Trudniej fotografować smartfonem jedną dłonią.

RUNDA 3: Konfrontacja jakości obrazu

Tu przejdziemy do omówienia wyników testów. Na początek trochę statystyki, która zobrazuje postęp jaki się dokonał przez około półtora roku. Jako, że główne emocje oscylują zazwyczaj wokół rozdzielczości zacznijmy od niej. Średnia rozdzielczość obrazu z aparatów wszystkich testowanych półtora roku temu smartfonów wynosiła 1817 lph (najniższa czułość). Szczegółowość obrazu z porównywanych z nimi tanich cyfrówek wynosiła zaś 2086 lph. Rekordzistą wśród smartfonów była Xperia S (LT26i), która pozwoliła zarejestrować obraz o rozdzielczości 2080 linii na wysokość kadru. Najsłabiej wypadł HTC One S, który uzyskał 1649 lph. Najlepsza pod tym względem cyfrówka osiągnęła w tym teście 2311 lph. W tym roku sytuacja uległa zmianie. Cztery "topowe" smartfony osiągnęły przy najniższej czułości średnią niespełna 2800 lph. Gdy uwzględnimy także niższej klasy Xperię T średnia wyniesie 2659 lph. Aparaty także poprawiły swoje osiągi, choć zaznaczamy, że tym razem nie wzięliśmy zupełnie najtańszych modeli. Średnia rozdzielczość obrazu z trzech kompaktów z dużymi zoomami wynosi nieco ponad 2400 lph. Rozdzielczość obrazu hybrydy smartfonu i kompaktu, czyli Samsunga Galaxy S4 wyposażonego w 10-krotny zoom optyczny wynosi 2444 linie na wysokość kadru.

Liczby te wskazują, że nastąpiła istotna zmiana na pozycji lidera rozdzielczości. Smartfony zaczynają wyraźnie dominować. Tu jednak przyczyna wydaje siębyć dość oczywista. Smartfony dysponują optyką stałoogniskową, która zawsze będzie pod wieloma względami doskonalsza od zoomów (a szczególnie tak szerokozakresowych zoomów jakimi dysponują wybrane tym razem przez nas modele konfrontowanych ze smartfonami kompaktów).

Najwyższą rozdzielczość, co nie jest zaskoczeniem, uzyskała Nokia Lumia 1020 dysponująca fizycznie dużym (1/1,5 cala) sensorem o natywnej rozdzielczości 41 milionów pikseli (aktywnych pikseli jest nieco mniej - około 39 mln). Na jej zdjęciach można rozróżnić w zależności od metody pomiaru od 3376 do 3443 linii na wysokość kadru. To naprawdę bardzo dużo nie tylko w zestawieniu z kompaktami, ale także dobrej klasy lustrzankami czy hybrydami. Kupiona "za złotówkę" Xperia T uzyskała najsłabszy wynik miedzy 2162 a 2404 lph, co i tak przewyższa rekord najlepszego smartfonu sprzed 1,5 roku.

Uznaliśmy, że interesujące będzie także to, jak rozdzielczość zmienia się wraz ze wzrostem czułości. Największy spadek odnotowaliśmy w przypadku Samsunga Galaxy S4, gdzie przy ISO 800 szczegółowość spadła poniżej 1400 lph. Duże spadki zanotowała także najtańsza Xperia T. Słowa uznania należą się za to Xperii Z1, gdzie nawet pojawił się pewien wzrost rozdzielczości (wahania rzędu 100-200 lph szczególnie przy wysokiej czułości należy jednak uznać za błąd pomiaru).

To tyle odnośnie rozdzielczości. Teraz o nie mniej ważnej dynamice obrazu. Tu postęp także się dokonuje, ale nie można powiedzieć by zakres tonalny zdjęć wykonywanych nawet przez najlepsze smartfony zachwycał aż tak, jak szczegółowość obrazu. Wykonaliśmy test dynamiki za pomocą wzorca gęstości optycznej Stouffer 4110. Jest to transparentna klisza z naniesionymi 41 polami o różnej przepustowości (patrz ilustracja). Na podstawie rejestracji stopnia szarości poszczególnych pól i jakości ich odwzorowania program analizujący wylicza dynamikę obrazu. Dodatkowo, poprzez analizę szumów na poszczególnych obszarach szacowana jest dynamika dla 4 kategorii jakościowych: całkowita (zakres tonalny możliwy do zarejestrowania przez aparat), niska (zakres, gdzie szczegóły mogą być nawet bardzo słabo rozpoznawalne), średnia i wysoka (tu możemy liczyć na średnie lub dobre odwzorowanie szczegółów). Jak widać wyniki testów dynamiki obrazów ze smartfonów są słabsze od wyników zdjęć cyfrówek. Różnice można dostrzec także na zdjęciach, szczególnie tych, które wykonywane są przy wyższej czułości. Gorsza dynamika obrazu daje o sobie znać najczęściej w sytuacji, gdy fotografujemy kontrastowo oświetloną scenę. Pojawiają się problemy z prześwietlaniem niektórych obszarów kadru - na przykład z białej elewacji znika faktura tynku, a wokół świecących punktów (np. żyrandola) wylewa się na suficie biała pozbawiona szczegółów plama. Aparaty tu sprawdzają się lepiej. W przypadku tanich kompaktów nie można co prawda mówić o dużo lepszej dynamice, ale różnica jest zauważalna.

Jeśli chodzi o poziom szumów i odwzorowanie barw różnice są zdecydowanie mniejsze. Wyjątkowo "czysty" obraz maluje telefon LG - po pierwsze matryca nie jest bardzo wyżyłowana zbyt dużą liczbą pikseli, po drugie zastosowano bardzo skuteczne mechanizmy odszumiające. Warto dodać, że nie mają one dużego wpływu na spadek rozdzielczości obrazu.

Kolory nie są odwzorowywanie bardzo wiernie zarówno przez smartfony, jak i tanie cyfrówki. Wyjątek może stanowić jedynie telefon Samsung S4, który uzyskał zaskakująco dobre rezultaty. Generalnie urządzenia tego rodzaju nie mają zadania wiernie odwzorowywać rzeczywistości. Zdjęcia mają się podobać, stąd kolory bywają nieco za bardzo nasycone.

Werdykt: remis. Testowane tym razem smartfony pobiły tanie cyfrówki pod względem rozdzielczości obrazu. Okazały się jednak słabsze pod względem dynamiki. Zarówno szumy, jak i odwzorowanie barw oceniliśmy podobnie.

WERDYKT OGÓLNY - 3:1 dla aparatów.

Aparaty nadal górą. To, co zmieniło się w porównaniu do testu sprzed 1,5 roku to głównie wzrost jakości rejestrowanego obrazu przez telefony - największy postęp dokonał się w kwestii rozdzielczości obrazu. Pod względem możliwości fotograficznych, ani ergonomii większych zmian nie ma. Póki co nie mamy jeszcze w smartfonach zoomów, co może istotnie zwiększyć użyteczność fotograficzną. Jeśli chodzi o wygodę obsługi niewiele się zmieniło. Nie wszystkie telefony dysponują dedykowanym przyciskiem wyzwalającym migawkę, musimy je trzymać za krawędzie i raczej nie znajdziemy przydatnych po zmierzchu gwintów do statywu.

Dane techniczne i szczegółowe wyniki testów jakości obrazu

Dane techniczne i szczegółowe wyniki testów jakości obrazu

"Bezkorpusowce" i hybryda

Na rynku pojawiły się dwa ciekawe urządzenia, o których przynajmniej warto wspomnieć przy okazji omawianego tematu. Pierwsze to "bezkorpusowce" Sony czyli fotografujące obiektywy QX10 i QX100. Urządzenia te wyglądają jak zwykłe obiektywy, ale mieszczą w sobie nie tylko soczewki ale także matrycę, akumulator, gniazdo karty pamięci i moduł WiFi. Brakuje tylko ekranu, na którym można kadrować. Tu pojawia się rola smartfonów - skomunikowane bezprzewodowo z QX-ami użyczają "bezkorpusowcom" swoje ekrany. Urządzenia mogą być ze sobą fizycznie połączone za pomocą uniwersalnego zaczepu, działającego na zasadzie samozaciskającego się imadła. Mieliśmy w testach model QX10. Nie możemy jednak wprowadzić jego wyników do tabeli zbiorczej, bo urządzenie nie pozwalało na przeprowadzenie całej procedury testowej. Barierą jest brak możliwości zmiany czułości (działa tylko tryb ISO auto) .

Drugą ciekawostką jest swoista hybryda smartfonu i aparatu kompaktowego. Model Samsung Galaxy S4 zoom jest aparatem kompaktowym, sterowanym przez system Android umożliwiającym wykonywanie połączeń telefonicznych. Szerszy opis tego i jemu podobnych urządzeń planujemy w kolejnych wydaniach. Wyniki testów znajdują się w tabeli na końcu artykułu.


Zobacz również