Śmiać się czy płakać? Lokalizatory po polsku

Lokalizatory internetowe mogą przydać się każdemu z nas. Chociażby po to by, wybierając się do obcego miasta, łatwo znaleźć sklep czy pizzerię w pobliżu miejsca, w którym się zatrzymamy. Krótka wycieczka palcem po interaktywnej mapie przekonała mnie, że wyszukiwanie różnych punktów czy układanie tras przejazdu, może być znacznie lepszą zabawą, niż dotychczas myślałem. I przy okazji wspaniale poprawia humor... Bo jak tu się nie śmiać, gdy się dowiaduję, że w Atenach nie ma... dróg, gdy mapa we Wrocławiu znajduje szpital zlokalizowany w Tarnowskich Górach oraz gdy na liczącej niespełna 3 km ulicy serwis bez problemu znajduje ponad 1,6 tys. sklepów? Takich "kwiatków" było zresztą znacznie więcej - zapraszam do lektury!

Map24.pl

Zacznijmy od serwisu Map24.pl, należącego do Interii. Po wpisaniu odpowiedniego adresu w oknie przeglądarki zobaczymy widok, który trudno zapomnieć. Serwis z mapą, a mapa dziwnie i skromnie wciśnięta w kąt. Najważniejsza wydaje się reklama, która zajmuje szeroki pasek od góry i logo Interii, żebyśmy nie zapomnieli, komu zawdzięczamy korzystanie z mapy. Po lewej stronie rodzaj menu, z którego dowiemy się nawet, że Map24 jest najlepszym internetowym autoatlasem i że jest "now also available in South Africa". "Łotewer" chciałoby się rzec. Ale język w mapie Interii to nie najmocniejsza jej strona. Wygląda na to, że projektanci przyjęli założenie, by każde państwo opisać jego własnym językiem. Tylko, że coś im nie wyszło. Gdy spojrzymy na cały Stary Kontynent zauważymy, że w większości języków (w tym w polskim) brakuje znaków diakrytycznych. Rosja została opisana i po angielsku, i po rosyjsku. Ale za to na przykład Hiszpania ma i własne znaki diakrytyczne i opisano ją tylko po hiszpańsku. Gdyby chodziło li tylko o to, że Rosjanie cyrilicy używają, to dlaczego własnego języka poskąpiono Bułgarii czy Grecji, używając jedynie alfabetu łacińskiego?

Strona główna serwisu Map24.pl

Strona główna serwisu Map24.pl

Złośliwie przyczepiłem się do tego języka i postanowiłem sprawdzić czy zwykły polski internauta (czyli ja) zaplanuje sobie podróż samochodową z Aten do Neapolu. Nad mapą widnieje wyszukiwarka. Pozwala ona na znalezienie konkretnej miejscowości lub też pokazanie punktu początkowego i końcowego trasy. Wpisałem więc te nieszczęsne Ateny z równie nieszczęśliwym Neapolem. No i umarłem, zanim go zobaczyłem. Najlepsza internetowa automapa zaproponowała mi podróż z ulicy Ateny w Gdańsku (kod pocztowy 80-180) do Neapoli Kozanis w Grecji. W pierwszej chwili pomyślałem, że pan Neapoli Kozanis dostał właśnie czkawki, ale uświadomiłem sobie, że aż tak doskonała raczej ta mapa nie jest, żeby poszczególnych mieszkańców namierzać. Najechałem za to na chorągiewkę, która oznaczała Neapoli Kozanis i, po kliknięciu, mogłem wybrać, czy chcę ustawić tam punkt startowy, punkt docelowy, punkt pośredni, wysłać linka czy zapisać lokalizację. Wybrałem wysłanie linka i wówczas pojawił się standardowy formularz. Wypełniłem go i wysłałem sobie linka z serwera Interii na serwer Interii. Poczekam, aż dojdzie, a tymczasem pobawię się mapą. W międzyczasie moje chorągiewki gdzieś poginęły, więc wpisałem jeszcze raz trasę Ateny-Neapol. Przy Neapoli Kozanis widniała ikonka w kształcie ołówka. Dowiedziałem się, że mogę "edytować stację". Cokolwiek to znaczy. Klik i mam pole z wpisaną wcześniej w wyszukiwarce nazwą Neapol. Wpisuję Wrocław i... niespodzianka. Mapa przenosi mnie do Wrocławia. Co prawda można by to wycentrować tak, żeby Wrocław wraz z oznaczającą go chorągiewką był dalej niż 10 pikseli od dolnej krawędzi, a w oczy nie rzucał się Poznań do kupy z Łodzią, ale.... powiecie, że się czepiam.


Zobacz również