Spadająca wartość CEO

Piętnastka najlepiej opłacanych dyrektorów wykonawczych zarobiła średnio po 35,8 mln USD netto w 2002 roku. I jest to niewiele w porównaniu ze 135 milionami USD rok wcześniej – oblicza BusinessWeek.

Nie jest żadną tajemnicą, że rok 2002 był fatalny dla CEO i dla ich – szeroko dyskutowanych - wynagrodzeń. Konsultanci zajmujący się wynagrodzeniami twierdzą, że w najbliższych tygodniach może nastąpić kolejna korekta wynagrodzeń CEO – w dół o 10-15%. Wstępne dane wskazują, że sytuacja jest najgorsza dla najlepiej zarabiających menedżerów.

Według indeksu Standard & Poor’s ExecuComp, 15 najlepiej zarabiających dyrektorów zarobiło średnio niecałe 40 mln USD, wliczając pensję podstawową, premie, wynagrodzenia długoterminowe i dywidendy. W 2001 roku, kiedy według indeksu BusinessWeek’s Executive Pay Scoreboard przeciętne wynagrodzenie CEO spadło o 16%, najdroższa piętnastka zarobiła średnio 135 mln USD. Nawet jeśli ze statystyk wyeliminować Lawrence’a Ellisona z jego niebotycznie wysoką pensją 706 mln USD rocznie, średnia w 2001 nadal byłaby dużo wyższa niż w 2002 i wyniosłaby 94,2 mln USD, czyli niemal trzykrotnie więcej niż w ubiegłym roku.

Tak znaczny spadek wysokości wynagrodzeń najlepszych menedżerów ma dwie podstawowe przyczyny. Pierwsza to złe wyniki przedsiębiorstw, przez co premie dla CEO zostały mocno zredukowane lub wręcz zlikwidowane. Po drugie zaś spadek cen akcji spółek spowodował, że opcje menedżerskie nie przynosiły zysków.

Płacenie za wyniki zdawało się być opłacalne. Premie CEO w firmach, których przychody wzrosły o 12,5% wzrosły o 12,2% - wynika z obliczeń firmy doradczej William M. Mercer, która przebadała pod tym kątem 100 przedsiębiorstw.

Trzeci na liście najlepiej opłacanych menedżerów Irwin M. Jacobs z Qualcomm zarobił 63,3 mln USD, w tym 61,4 mln USD dzięki opcjom menedżerskim i 800 tys. USD premii, o 200 tys. USD więcej niż w 2001 roku. „Podwyżkę” zawdzięcza dobrym wynikom. Wprawdzie w 2002 roku akcje Qualcommu straciły ponad 40% swojej wartości – firma nie stanowiła wyjątku w branży technologicznej – jednak zarobiła 360 mln USD, wobec 578 USD straty w 2001 roku.

W Starbucks, Orin C. Smith zarobił 38,8 mln USD, w tym 36,3 mln USD z opcji i 2,5 mln USD w gotówce, w sumie o 14% więcej niż rok wcześniej. Inwestorzy raczej nie zgłaszali zastrzeżeń do tej podwyżki. Zwłaszcza, że w 2002 roku sprzedaż firmy wzrosła o 24%, a przychód netto o 18,7%.

Zdarzają się również zwycięzcy wśród przegranych. Michael Eisner, szef Walta Disney’a dostał akcje warte 5 mln USD, mimo, że zysk operacyjny spółki spadł o 16%, a wartość akcji o 21%. Zarząd podkreślał „efektywność i wysoką jakość zarządzania Eisnera w trudnej sytuacji ekonomicznej”.

Podobna sytuacja miała miejsce w General Electric – Jeffrey R. Immelt zarobił w 2002 r. niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej (14,4 mln USD wobec 6,6 mln USD), jednocześnie akcje GM spadły o 40%.

Amerykańskie zarządy najwyraźniej nie mają dobrej recepty na ustalanie wysokości płac CEO. Wielu dyrektorów wykonawczych w ubiegłym roku było w podobnej sytuacji co akcjonariusze ich firm – tracili lub zyskiwali zależnie od wahań kursu akcji. Jednak wielu top menedżerom nadal udawało się zdobyć spory kawałek tortu, dzięki wykorzystaniu systemu pozwalającego na wysokie zarobki, nawet jeśli portfele inwestorów chudną w zastraszającym tempie. W 2003 roku, który zapowiada się dla właścicieli akcji niezbyt korzystnie, wielu CEO nie przestało liczyć na sute wynagrodzenia.

Na podstawie artykułu Louis Lavelle „Exec pay: more pain for CEOs”, opublikowanego w BusinessWeek, 21 marca 2003 r.


Zobacz również