Spec Ops: Rangers Lead The Way

Na taką grę czekałem już od dłuższego czasu. Po prostu Spec Ops to-jest-to, i każdy kto zetknął się z tym tytułem na pewno potwierdzi moje zdanie. Gra posiada specyficzny i niepowtarzalny klimat, którego brakowało do tej pory w podobnych pozycjach.

Na taką grę czekałem już od dłuższego czasu. Po prostu Spec Ops to-jest-to, i każdy kto zetknął się z tym tytułem na pewno potwierdzi moje zdanie. Gra posiada specyficzny i niepowtarzalny klimat, którego brakowało do tej pory w podobnych pozycjach. Niestety, nie ma róży bez kolców, jest za to kilka rażących braków, lecz i tak gra jest wyborna. Zapewne spory odsetek męskiej populacji, będąc w wieku gdy już nie wypada biegać boso za orkiestrą, a o zaroście można jedynie pomarzyć, chciał mieć przygody podobne do wyczynów bohaterów z filmów "Rambo", "Platoon" czy "Czas Apokalipsy". No cóż, krótkowzroczni zapaleńcy poszli do wojska i zapewne się zawiedli, a reszcie pozostał komputer. Spec Ops, to nic innego jak symulator rangera w czasie rzeczywistym. Doigraliśmy się. Glany na nogi, plecak na plecy, karabin w dłoń i krzyż na drogę, bo większość o własnych siłach nie powróci. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć na czym polega praca w tym zawodzie. Gwoli jasności wyjaśnię skrótowo: biegamy, strzelamy, wysadzamy nie zadając przy zbędnych pytań i nie dając się łatwo zabić. Akcję, ze względu na indywidualne upodobania, możemy obserwować z kilku kamer. Żeby nam się nie nudziło, wszystkie misje wykonujemy z jednoosobowym wsparciem. W praktyce wygląda to tak, że sterujemy jednym z żołnierzy, a drugi biega dookoła, siejąc strach i zniszczenie w zasięgu swojego wzroku. Możemy przełączać się pomiędzy rangerami, tak więc mamy prawie pełną kontrolę nad ich poczynaniami oraz dostęp od wszystkich rzeczy zabranych na akcję. W razie potrzeby możemy też wydać kilka podstawowych komend głosowych, a wsparcie, jeżeli będzie w odpowiedniej odległości, dostosuje się do naszych zaleceń. Przełożeni przygotowali dla nas pięć karkołomnych misji w różnych rejonach świata.

Nasze zadania nie należą do wyszukanych. Prawie wszystkie można podciągnąć pod schemat "odszukaj i zniszcz", lecz trafiają się wyjątki jak w przypadku odbicia senatora, bądź odzyskania plutonu. Każda z operacji podzielona jest na kilka faz, od trzech do szęściu. Nie można nagrywać stanu gry podczas trwania akcji, robione jest to automatycznie po wykonaniu zadań zdefiniowany w fazie i radiowym powiadomieniu bazy o sukcesie. Każdą fazę operacji rozpoczynamy od wyboru osprzętu jakim będziemy eliminowali wroga. Praktycznie, sprowadza się to jedynie do wyboru odpowiedniej giwery, bo reszta dodawana jest razem z nią i nie można jej zdefiniować. Sprzęt, owszem jest do wyboru, lecz nie wybieramy broni z wszystkich dostępnych w grze, lecz z tej dostępnej w fazie. Szkoda, bo chętnie pohasałbym po sobie ciemnym lesie z karabinkiem snajperskim wyposażonym w celownik na podczerwień. Klimat związany z akcją wciąga na tyle, że z pewnością wielokrotnie powrócimy do odhaczonych już misji, ponownie wykonując zadania lub całkowicie je ignorując, a koncentrując się na "łowach" lub totalnej demolce. Jak to mundurowi mają w zwyczaju mawiać "w wojsku nie ma czasu na o*** się", tak więc na wykonanie każdego zadania mamy przydzielony pewien limit czasowy. Sekunda za długo i ponownie zaczynamy akcje od początku. Tu od razu wyłania się pierwsza wada - nie mamy misji treningowych. Oznacza to w praktyce tyle, że trening odbywa się w warunkach bojowych i nierzadko z takiego treningu wrócimy w ciemnym, plastikowym worku. Apteczka, GPS (kompas plus namiar na cel), ładunki z zapalnikiem czasowym, ładunki z zapalnikiem radiowym, granaty burzące, ogłuszające, świece dymne, radio, dają całkiem sporo możliwości.

Gra! - powiedział pierwszy włączając radio. Gramy na czas, którego podobnie jak amunicji, prawie zawsze starcza na styk. Oznacza to, że całe planowanie akcji odbywa się podczas samej akcji. Na domiar złego o mapie terenu możemy jedynie pomarzyć, a namiar z GPS'a nie zawsze prowadzi prosto do celu. Przeciwnicy, podobnie jak zarazki gronkowca, czają się wszędzie i tylko czekają na chwilę naszej nieuwagi. Będziemy mieli też możliwość zaznajomienia się z efektami wybuchu miny, które nawiasem mówią, wybuchając nadzwyczaj długo od chwili aktywacji. Podsumowując, nie jest łatwo, jest za to kolorowo

Przeciwnicy, jak jeden mąż, zawsze padają na facjatę, a po pewnym czasie od zgonu, rozpływają się w powietrzu. Każdego ustrzelonego należy jak najszybciej ograbić z dóbr doczesnych, zwiększając sobie tym sposobem liczbę amunicji, niekiedy zabierając apteczkę. To niehumanitarne, aby zabierać coś umrzykowi, lecz jeżeli idzie o nasze życie powinniśmy robić to regularnie. Dość trudną sztuczką do wykonania jest trafienie wroga w chwili gdy kuca, bądź przetacza się po ziemi. Oczywiście chodzi o trafienie za pomocą kuli, bo na granatnik nie ma mocarzy. Przeciwnik dysponuje dość urozmaiconym uzbrojeniem. Czasami możemy trafić nawet na posiadacza granatnika, ziejącego nienawiścią do świata i wszystkich istot żywych. Najczęściej biedak wykańcza się sam, lecz czasami może trafić i w nas. Wtedy to nasz ranger staje w płomieniach i jedynym ratunkiem przed spaleniem jest tarzanie się po podłożu. W przypadku spalenia, tuż przed agonią odtańczymy przepiękny taniec deszczu, po czym padamy na ziemię wydając ostatnie obłoki dymu. Zapalić możemy się również podczas chodzenia po otwartym ogniu. Istnieje też szansa na zaczadzenie dymem (palenie szkodzi zdrowiu, a zwłaszcza dym) bądź rozjechania, tak wiec nie tylko od kulki można polec. Zostając na chwilę przy granatach, minach, ogólnie przy wybuchach, twórców należy pochwalić za efekt podmuchu. Podkładając minę w odpowiednim miejscu, zwalonym drzewem można zatarasować drogę lub nawet przygnieść przeciwnika.

Ułatwieniem w prowadzaniu walki jest fakt, że jeżeli wróg znajdzie się w zasięgu wzroku, nasz pupil skieruje w jego kierunku lufę. Niestety, gdy przeciwnicy zaczną nas zachodzić z kilku stron, może dojść do sytuacji gdy lufa będzie skierowana w kierunku najdalej znajdującej się wrogiej jednostki, a wróg "na wyciągniecie ręki" będzie strzelał bezkarnie w naszą skromną osobę. W takim przypadku należy wykonać ostry skręt w jego kierunku, a biedak nie zdąży się przeżegnać. Najsłabszym elementem gry jest sztuczna inteligencja, a właściwie jej brak. Nasz partner nie należy do istot obdarzonych zbyt wysokim ilorazem inteligencji. Biorąc pod uwagę błędy jakie popełnia, dziwić może fakt, że sam potrafi zasznurować buty. Począwszy od potknięć w stylu "nie umiem obejść samochodu, dalej nie idę", co jest równoznaczne z faktem przyklejenia sobie na plecach tarczy strzeleckiej. W takiej sytuacji należy przełączyć się na drugiego i za rączkę przeprowadzić po zbyt zawiłym terenie. Zgodnie z prawem Murphiego, partner nie omieszka ominąć okazji do rozrywki i wlezie na pierwszą napotkaną minę. Dziwne, bo nie wygląda na ślepego. Drugi zawsze trzyma się trochę z tyłu, tak więc jeżeli staniemy na krawędzi, plecami do przepaści, towarzysz wzorując się na lemingach, wykona ten jedyny skok w życiu, oddając przy tym okrzyk "życie jest piękne". Pomimo faktu, iż uposażenie każdego z podopiecznych waży na oko po 20kg, "plecy" potrafią korzystać jedynie z tego co im włączymy. Nie mam mowy o tym, aby sam włączył noktowizor, lub aby strzelał z karabinu snajperskiego przy użyciu celownika optycznego. Najgorszych skutków możemy spodziewać się pozostawiając w jego rękach granatnik. Pies plus zapałki...?! W najlepszym przypadku zabije tylko siebie, w najgorszym rąbie nas w pierwszej kolejności. Strzelanie z normalnej "plujki", też nie należy do jego mocnych stron. Stanowi to jednocześnie wadę jak i zaletę. W przypadku gdy zobaczy wroga, od razu zaczyna strzelać i strzela dość celnie, czasami odbierając nam satysfakcję z jego eliminacji. Niestety, czasami stara się ustrzelić kogoś z niebagatelnej odległości lub jak już się uprze z beznadziejnej pozycji (tzn. gdy wróg schowany jest idealnie za drzewem) będzie strzelał do upadłego, trwoniąc cenną amunicję i zdradzając swoją pozycję. Nie robi mu żadnej różnicy fakt, iż stoimy na linii strzału. Może tam, za wielką wodą, mają nadmiar jednostek żywych, lecz żeby od razu strzelać w plecy, to chyba lekka przesada. Podsumowując, czasami więcej z niego kłopotu niż pożytku, może poza faktem, że w przypadku śmierci pierwszego, mamy nadal szansę na wykonanie zadania. Nasz przeciwnik też nie należy od grona wybitnie inteligentnych. Pokusić się można o stwierdzenie, że wraz z naszym partnerem musieli chodził do jednej szkoły. Wróg czuwa! Czasami potrafi dostrzec nasze jednostki zza muru, drzewa lub samochodu. W każdym bądź razie, w takiej sytuacji zaczną strzelać prosto w przeszkodę, często na swoją zgubę (samochody po zaabsorbowaniu większej ilości amunicji mają tendencję do eksplodowania).

Ogromy plus należy się twórcą za przepiękne zgony. Strzela się do wroga, pomijając fakt że on strzela do, tylko dla tych kilku sekund. Trafieni czołgają się, spadają, wiją wprost perfekcyjne. Najlepsze efekty występują podczas zdejmowania wrogich jednostek z wieżyczek (Kolumbia), bądź murów (Afganistan). Kolejny plus to podkład dźwiękowy. Do naszych uszu nie dobiega muzyczka w stylu 'umpsy, umpys, umpsy', jak to ma miejsce w wielu innych grach. Tu, uszy raczone są wyłącznie czystymi dźwiękami otaczającej nas przyrody, mąconymi od czasu, do czasu odgłosami wystrzałów. Przygrywają nam cykady, czasami odezwie się jakiś ptak, w Korei zamieć będzie zagłuszać wydawane komendy, w Kolumbii strugi deszczu przywołają wspomnienia zeszłorocznej jesieni. Klimat na całego. Grając w nocy, przy zgaszonym świetle, można wczuć się tak mocno, że poczujemy woń spalonego prochu wydobywającą się z lufy karabinu (na wszelki wypadek w takich okolicznościach warto sprawdzić instalację elektryczną - przyp. autora). Gra jest idealnym przykładem, że w czasach obecnych bez voodoo ani rusz. Co prawda akcelerator nie jest wymagany, lecz to co ujrzymy bez niego oraz szybkość działania nawet na mocnych sprzętach, może wpędzić w kompleksy. Jedyny poważny zawód jakie mnie spotkał, to brak gry sieciowej, co przy możliwościach jakie dawałaby taka rozgrywka, jest rzeczą trudną do przebaczenia.


Zobacz również