Spells of Gold

Gdyby ta gra ukazała się dziesięć lat temu, być może odniosłaby umiarkowany sukces. Jej twórcy chyba zapomnieli, w jakich czasach żyją...

Gdyby ta gra ukazała się dziesięć lat temu, być może odniosłaby umiarkowany sukces. Jej twórcy chyba zapomnieli, w jakich czasach żyją...

W założeniach Spells of Gold rosyjskiej firmy Buka jest grą handlowo-fabularną. Jako młody kupiec podróżujesz od miasta do miasta, sprzedajesz towary i wykonujesz zadania polegające na przewożeniu przesyłek z punktu A do punktu B.

I tak wygląda całe twoje życie. W mieście A kupujesz surowce, które mają nabywców w mieście B, zabierasz też kilka listów do osób z innych miast. Później opuszczasz mury grodu i biegniesz ile sił w nogach, aby dotrzeć do najbliższego drogowskazu (spod którego przenosisz się po mapie do innej lokacji), zanim banda zbójów zdąży cię oskubać albo zabić. Możesz oczywiście próbować bić się z nimi, ale leczenie jest drogie, więc lepiej ćwiczyć jogging i lawirowanie między wrogimi ludzikami. Jeśli za dużo wydałeś na towary, w mieście B możesz pocałować rygiel u bramy, gdyż za wjazd trzeba zapłacić. Jeśli przejdziesz przez bramę, oddajesz listy, sprzedajesz towar i zaczynasz całą zabawę od nowa. W miastach są także świątynie bogów - składasz im ofiary, modlisz się i uczysz czarów. Po co to wszystko, nie mam bladego pojęcia, bo dotychczasowe wizyty w świątyniach poza drenażem sakiewki nie dały mi nic - nie zobaczyłem nawet marnych efektów specjalnych. Poza tym czeka cię jeszcze płacenie podatków i śmierć na trakcie - dwie nieuchronne rzeczy, które prędzej czy później ci się przydarzą. Czy to wszystko na temat fabuły gry? Być może jest coś więcej, ale nie zdążyłem zauważyć rozwoju akcji, gdyż zabawa szybko mnie znudziła.

Ładna sceneria gryzie się z odpustową ramką ze statystykami na dole ekranu. Powyżej - radziecki skansen kołchozowej wsi.

Ładna sceneria gryzie się z odpustową ramką ze statystykami na dole ekranu. Powyżej - radziecki skansen kołchozowej wsi.

Jedną z opcji dialogów z osobami, które dają ci zlecenia, bywa tekst "Czy ja wyglądam jak gołąb pocztowy?". To pytanie faktycznie ciśnie się na usta, gdy n-ty raz z rzędu dostajesz takie samo zadanie. To, czy przesyłka jest trefna, czy legalna, nie ma dużego znaczenia - może poza szczegółem, że gdzieś po drodze zbóje, zamiast ukraść ci złoto, chcą sobie przywłaszczyć korespondencję. Jeśli próbujesz przyspieszyć rozgrywkę i brać zlecenia jak leci, okazuje się, że możesz naraz przyjąć tylko ograniczoną ich liczbę - twórcy gry postarali się, abyś przypadkiem nie miał zbyt dużego pola manewru. Postarali się nawet podwójnie, ponieważ w miejscach hucznie zwanych miastami możesz odwiedzić zaledwie około pięciu budynków, w których zazwyczaj do zrobienia jest dokładnie to samo. Nie zdarzyło mi się również, aby dialog miał więcej niż dwie opcje wyboru odpowiedzi. W rozmowie ze zbójami są to (w uproszczeniu) zazwyczaj: "Dam wam pieniądze", "Nie dam pieniędzy, będę walczyć". W rozmowach z kupcami dla odmiany: "Przyjmuję zlecenie" albo "Nie przyjmuję zlecenia" - może tylko wyrażone nieco inaczej. Zabawnie na tym tle wygląda prośba do bohatera: "Tylko nikomu nie mów o tej przesyłce". Nie powiesz, choćby to była najbardziej pożądana przez ciebie rzecz, bo po prostu nie ma takiej opcji dialogowej.

Czasami zbójcy przestraszą się asertywnego bohatera i zostawią go w spokoju - w przeciwnym razie zaczyna się walka, czyli lawirowanie między zbójami do drogowskazu, albo prawdziwe starcie, czyli obciach na całego.

Spells of God
Dlaczego obciach? Dlatego że poruszanie się postaci wygląda groteskowo - bohaterowie są sztywni i przemieszczają się drobnymi kroczkami jak chodziarze sportowi. Podziwiam Roberta Korzeniowskiego, ale to nie znaczy, że mój heros musi się poruszać jak miłośnik tego sportu. Kiedy zaś dochodzi do walki, robi się jeszcze zabawniej. Odgłosy starcia są gorsze nawet od efektów dźwiękowych ze starych filmów karate z Hongkongu. Odgłos zwalnianej cięciwy kojarzy mi się z dźwiękiem, jaki wydaje naciągnięta gumka do majtek. Zaś na skojarzenia z odgłosami celnych i chybionych uderzeń można by urządzić konkurs i jest spora szansa, że kojarzyłyby się one ze wszystkim, tylko nie z walką. Lepiej jest z muzyką - przyjemnie się jej słucha, chociaż syntezator chwilami razi w uszy.

Grafika jest ładna, ale podobnie jak wiele rzeczy w Spells of Gold pod wieloma względami przestarzała i uboga. O poruszaniu się postaci była już mowa, ale do tego należy dodać kursor, nad którym trudno zapanować. Po wejściu do budynku nie zobaczysz swojego bohatera we wnętrzu, tylko planszę, a na niej twarz gospodarza sklepu/świątyni/ratusza (niepotrzebne skreślić) i niewielką liczbę opcji. W grach, takich gier jak Icewind Dale II czy Tropico 2, Spells of Gold wygląda jak wygrzebane z lamusa. Poza tym całość grafiki jest mało spójna. Ramki i styl różnią się bardzo pomiędzy poszczególnymi ekranami.

Nie sądzę, aby ta gra znalazła fanów. Gdyby była freeware'em, do którego wraca się przez sentyment, bo x lat temu robiła wrażenie, mógłbym to zrozumieć. Ale nawet gry sprzed x lat miały bardziej rozbudowane dialogi, lepiej opracowany handel, lepszy dźwięk i tak dalej. Spells of Gold jest wielkim nieporozumieniem. Ktoś może stwierdzi, że im dłużej się gra, tym bardziej rozgrywka wciąga, ale komu po takim początku chciałoby się dłużej męczyć?

PS Opisuję tę grę w dziale RPG, gdy jako gra fabularna jest reklamowana.


Zobacz również