'Spinacz' zaczął sypać!

To niewiarygodne, a jednak prawdziwe - postanowiliśmy zapytać asystenta pakietu Office o kilka szczegółów z życia koncernu. Jak z perspektywy zwykłego asystenta wygląda praca w Microsofcie? Jakie są bolączki dnia codziennego i jak wygląda życie na pierwszej linii frontu? Jak sam twierdzi jego "praca to ciężki kawałek... kodu". Zresztą, przekonajcie się sami...

PCWK: Jak trafiłeś do pakietu Office?

Spinacz: Normalnie. Tak jak wszyscy - na casting w Redmond zeszła się połowa pracowników centrali i setki ludzi z całej okolicy. Każdy chciał trafić do pakietu bo to naprawdę dobra fucha... Konkurencja była ogromna, ale mnie wybrano jako jednego z pierwszych bo byłem najmniej... spięty. A potem dołączyli inni - m.in. pies Reks, czy kot Links. Swoją drogą to głupota że zatrudnili także zwierzęta - na castingu było przecież tyle fajnych babek. No, ale Bill się uparł... Pamiętam, że w tłumie plątał się też jakiś pingwin - ale zniknął gdzieś podczas przerwy. Ktoś mówił, że wyprowadzili go ochroniarze...

Chcesz przez to powiedzieć, że Bill preferował zwierzątka na to stanowisko?

No wiesz... Nie zrozum mnie źle... Naprawdę nie chciałbym być źle zrozumiany... Nie twierdzę że je faworyzował, ale skoro odpadło tylu porządnych ludzi... Zresztą zrozumiesz wszystko jak zobaczysz wersję Office dla zwierząt...

A więc potwierdzasz plotki o "zwierzęcej" edycji pakietu? Możesz zdradzić jakieś szczegóły?

Nie - to jest objęte ścisłą tajemnicą. Nie mam dostępu do szczegółów tego projektu. Nieoficjalnie wiadomo, że asystentami w nim mają być Pchła i Tasiemiec oraz Coś Równie Obrzydliwego. Ale o tym na razie sza!

To może wiesz coś na temat Gwiazdy Śmierci? Słyszeliśmy że Microsoft buduje coś takiego?

Nie, to całkowite nieporozumienie... Plotka! Kaczka dziennikarska! Co prawda, były takie plany, ale Bill nie dogadał się z Lucasem, jeśli chodzi o licencję. Teraz cała para idzie w Longhorna. Pracują nad tym nasi najlepsi specjaliści!

To coś podobnego?

Nie, to coś zupełnie innego. Ale jak się nie uda, to efekt może być taki sam...

Hmm... Przyznam że się trochę pogubiłem... Mógłbyś trochę jaśniej?

No wiesz... Buum! Tylko trochę większe niż zwykle... No dobra, żartowałem... Tak naprawdę jest spora szansa na to że Longhorn będzie rewolucją w świecie Okien. Choć pojawiają się też pierwsze negatywne sygnały - szczególnie w kwestii bezpieczeństwa...

OK. Widzę, że jesteś jeszcze bardziej lakoniczny niż rzecznik prasowy z Redmond. Nie będę drążył tematu. Powiedz tylko, skąd czasem te problemy z komunikacją, ta niechęć do rozmów?

Wszyscy jesteśmy bardzo zajęci. Ta praca to ciężki kawałek... kodu. Pomyśl tylko - miliony ludzi na całym świecie tłuką paluchami w klawiatury i codziennie zadają tysiące pytań. Ile razy można odpowiadać jak się tworzy tabele, makra... A najgorszy jest tryb pracy grupowej. Banda ignorantów siedzi nad jednym dokumentem i zawraca głowę bzdurnymi pytaniami. Oszaleć można!

A jakie było najdziwniejsze pytanie, z jakim się zetknąłeś?

Zdaje się, że chodziło o porządek 6 liczb w losowaniu Lotto... Tak, pamiętam - dokładnie o to...

No i?

No i nic... Przecież gdybym to wiedział nie harowałbym jak wół 24 godziny na dobę. I na dodatek we wszystkich strefach czasowych...

Masz aż tak dużo pracy? Powiedz ile razy dziennie jesteś... uruchamiany?

A dla kogo ten wywiad?

Dla PC World Online.

A to bez kozery powiem że milion, nie... 10 milionów, 100 milionów razy!!! Dwieś...

Dobrze już, dobrze.... Wystarczy. Mimo wszystko mam wrażenie, że nie masz najlepszego zdania o użytkownikach pakietu Office. To chyba nie w porządku...

Nie, nic do nich nie mam - prawdę mówiąc większości z nich nawet nie znam zbyt dobrze. Wpadają tylko na chwilę, gdy czegoś potrzebują. Mogliby tylko zastanowić się przez chwilę, zanim zadadzą jakieś pytanie. Wystarczy chwilę pomyśleć... Najgorsi są ci nietrzeźwi - ubolewam, ale i takich spotykam w czasie pracy. Tacy nic nie rozumieją ani nie dadzą sobie dokładnie wytłumaczyć... Horror! A żebyś wiedział co wyprawiają z innymi asystentami... Potrafią godzinami znęcać się nad Geniuszem lub Czarodziejem, zadając im najbardziej podchwytliwe pytania. A prawda jest taka, że nie możemy zbyt wiele i za dokładnie mówić. Podpisałem jakieś papiery... Bill ma na nas kwity... Palniesz jakieś głupstwo, a później masz na głowie wszystkich prawników faceta wartego ok. 48 mld USD. Prostuję się na samą myśl, co może się wydarzyć kiedy wezmą mnie w obroty...

Rozumiemy. Z tego co wiemy miałeś w firmie ciężkie chwile... W 1998 roku CNN poinformowało nawet, że zginąłeś. Czy mógłbyś wyjaśnić, co się wtedy stało? Naprawdę chcieli cię wyeliminować?

Pogłoski o mojej śmierci były mocno przesadzone. Wolałbym nie wracać do tych przykrych chwil, ale cóż, skoro pytasz... Po prostu na konferencji prasowej w Denver, przeznaczonej dla programistów, zaprezentowano sfałszowany materiał pokazujący, jak się topię, a potem znikam. Jeden z prowadzących konferencję - niejaki Rizzo - zabawiał się opcją menu "kill the assistant". Najbardziej zabolało mnie to, że część programistów całe zdarzenie nagrodziła oklaskami. Podobno byłem dla nich bezużyteczny, byli zazdrośni o mój wygląd, a na dodatek drażniła ich moja natarczywość. Niestety, w tym czasie przebywałem na zasłużonym urlopie i nie mogłem natychmiast wyjaśnić całej tej sytuacji.

OK. Cieszymy się, że nic ci się nie stało, ale wróćmy na chwilę do procesów Microsoftu...

No tak, z procesów Microsoftu to się ostatnio duża sprawa zrobiła - wszyscy o tym piszą, nie wyłączając Was [fakt, zrobiliśmy nawet z tego tematu wątek tematyczny - red.]. A to jakieś prawa patentowe, a to znowu, że MS to monopolista... Ja tam niewiele mogę o tym powiedzieć - w końcu jestem szeregowym pracownikiem, nic mi do procesów. Nie wzięli mnie nawet na świadka. Wiem tylko, że ostatnio sąd w Providence zdecydował, że zastosowane przez Microsoft w Office (czyli na moim podwórku, nie?) rozwiązanie Smart Tags (inteligentne tagi) nie narusza praw patentowych norweskiej firmy Atle Hedloy. Szkoda tylko, że tego samego dnia okazało się, że straciliśmy patent na FAT. Cóż, jak to się u nas mówi: raz na Wordzie, raz pod Wordem...

Co sądzisz o Service Packu 2 dla Windows XP?

Mam mieszane uczucia. Ten dodatek miał patchować przede wszystkim nas - asystentów - poprawić nasz wizerunek, zwiększyć nasze kompetencje... Tymczasem skoncentrowali się na bezpieczeństwie... Na dodatek pojawiły się problemy z kompatybilnością programów, część aplikacji po prostu nie działała... No ale trzeba uczciwie przyznać, że teraz w tym środowisku czujemy się nieco bezpieczniej. Trzeba było w końcu coś z tym zrobić - system był tak nieszczelny, że kiedyś prawie wypadłem przez jedną z dziur. (jeśli chcesz wiedzieć coś więcej na ten temat to zapraszam tutaj - sam przekonaj się czy Windows XP jest wreszcie bezpieczny).

Jakie jest twoje zdanie na temat Linuxa?

Daj spokój... proszę... Gdybym ci powiedział, na pewno wywaliliby mnie z pracy. To u nas temat tabu... Ale miło pomyśleć, że mógłbym pracować w takim środowisku... Wydaje mi się bardziej stabilne i bezpieczne... Ale mogę się mylić...

Jak wpłynęła na Ciebie zmiana Twojego image'u z Office 97 na 2000?

Wreszcie przestałem być dwuwymiarową postacią, trzeci wymiar pozwolił mi zaprezentować część mojego aktorskiego repertuaru. Teraz czekam, aż pojawią się ekrany holograficzne - dopiero to pozwoli użytkownikom docenić moje zdolności.

Szczerze mówiąc, bez obrazy, wielu użytkownikom pakietu Office wydaje mi się że jesteś trochę namolny. Jak można się ciebie pozbyć?

Nic łatwiejszego - wystarczy kliknąć na mnie prawym klawiszem i wybrać polecenie Ukryj. Zaraz, zaraz, jak to, chcesz się mnie pozbyć... Przecież to ja napisałem za ciebie wszystkie artykuły na PCWK? Przecież wy beze mnie nic nie znaczycie! Przestań, ten kursor mnie łaskocze. O nie... Ratuunku mordują!!!.....

[Click, click]


Zobacz również