Star Trek Generations

Niemożliwe, a jednak to prawda - nowy krążownik gwiezdny "Enterprise" wyrusza w rejs bez kapitana Krika za kołem sterowym. Krik jest na pokładzie i to właśnie jemu "Enterprise" zawdzięcza praktycznie wszystko: kapitan naprawia awarię statku, sam jednak znika w przestrzeni.

"Niemożliwe, a jednak to prawda - nowy krążownik gwiezdny "Enterprise" wyrusza w rejs bez kapitana Krika za kołem sterowym. Krik jest na pokładzie i to właśnie jemu "Enterprise" zawdzięcza praktycznie wszystko: kapitan naprawia awarię statku, sam jednak znika w przestrzeni. Niemal 80 lat później "Enterprisem" dowodzi kapitan Picard. To właśnie on będzie musiał stawić czoła szaleńcowi, próbującemu unicestwić cały wszechświat. Gdy Picarda zawodzi spryt, na styku czasu i przestrzeni poszuka pomocy kapitana Krika" - taki napis widniał ok. 3 lat temu na plakacie reklamującym wchodzący wówczas na ekrany naszych kin film Star Trek Generation.

Na dobrą sprawę mógłby on zostać także zamieszczony na pudełku z nową grą firmy MICRO PROSE zwłaszcza, że ma ona taki sam tytuł a fabuła prawie w 100% pokrywa się ze scenariuszem filmu. W Star Trek Generations mamy w gruncie rzeczy do wykonania tylko jedno zadanie - pokonać Sorana - szaleńca, który tak bardzo chce się dostać na Nexusa (wstęgę energii - raj, którego wnętrze wygląda zupełnie inaczej dla każdego człowieka), że aby osiągnąć swój cel gotów jest poświęcić cały układ słoneczny.

Aby zwiększyć naszą szansę na osiągnięcie sukcesu, pod komendę oddano nam najnowszy okręt federacji - U.S.S. Enterprise wraz z doskonale wyszkoloną załogą. To właśnie na pokładzie tej jednostki przemierzać będziemy wszechświat w poszukiwaniu Sorana, w między czasie angażując się w liczne walki (zarówno w kosmosie, jak i na powierzchniach planet). Jednoznaczne określenie gatunku tej gry jest bardzo trudne, gdyż autorzy chyba za bardzo wzięli sobie do serca reklamy szamponów i na dwóch płytach CD zamieścili praktycznie trzy programy. Zapytacie pewnie - jak to? Już wyjaśniam.

Większość czasu spędzamy w sali kartografi gwiezdnej, gdzie wspólnie z Datą będziemy planować skoki hiperprzestrzenne, skanować planety czy inne statki bądź rozpoczynać walkę z obcą flotą. I tu dochodzimy do faktu potwierdzającego wspomnianą wyżej teorię - bitwy gwiezdne to swoiste symulatory lotu, tyle tylko, że zamiast zniszczyć połowę jednostek wroga, skupić się musimy na pojedynkach. Czasem zdarzyć się może, że będziemy chcieli zbadać dokładniej jakiś obszar. W takim wypadku musimy wysłać tam któregoś z członków załogi. Ta część gry wygląda zupełnie jak klony DOOM-a, tyle tylko, że pozbawiona jest niepowtarzalnego klimatu pierwowzoru oraz nie sprawia graczowi takiej frajdy jak oryginał. Przykładowo wszystkie znane z tego typu programów "gnaty" zostały zredukowane do jednego fazera, w którym jednak możemy wyregulować siłę strzału.

Podsumowując - Star Trek Generations - to gra średnia. Co prawda zawartych jest w niej kilka dobrych pomysłów między innymi koncepcja połączenia różnego typu gier (w jednym). Niestety pozbawiona jest jednej podstawowej i najważniejszej zalety - nie potrafi wciągnąć... na długo.


Zobacz również