Stracił na spamie 1,2 miliona USD

Każdy z nas przynajmniej raz w życiu dostał e-mail, w którym mieszkaniec Nigerii prosił o pomoc w przelaniu olbrzymiej sumy pieniędzy. Zwykle był to wysoki rangą urzędnik, jego żona, syn bądź ktoś z rodziny. Z czasem pojawiły się podobne e-maile z Indii, Brazylii i innych części świata.

Sposób "na Nigeryjczyka" pozwolił niektórym spamerom na zbicie fortuny. Każdy, kto uwierzył w e-mail zawierający prośbę o pomoc i zdecydował nań się odpowiedzieć, szybko dostawał wiadomość, w której wychwalano jego dobroczynność pod niebiosa.

Akcja toczyła się błyskawicznie: pieniądze już prawie miały być przelane, łatwowierny dobroczyńca już niemal otrzymywał swoją dolę (zwykle 10-50 procent), kiedy pojawiał się problem. "Nigeryjczyk" natykał się na niespodziewane trudności i prosił o pożyczenie od 50 do 200 dolarów na ich rozwiązanie oraz opłacenie kosztów przelewu.

Kto w tym momencie nie zorientował się i nie odpowiedział "To może weźmie pan sobie z mojej doli?", padał ofiarą oszusta. Pieniądze przepadały, a Nigeryjczyk znikał w niewyjaśnionych okolicznościach.

Stracił 1,2 miliona dolarów

Jedną z ofiar nigeryjskiego przekrętu stał się amerykański skarbnik hrabstwa Alcona County (Michigan, USA). Z tą wszak różnicą, że nie stracił on 50 czy nawet 200 dolarów.

Nie dość, że zainwestował własne oszczędności, to jeszcze zdecydował się na przelanie 1,2 miliona dolarów z państwowych pieniędzy. Robił to nawet wtedy, gdy urzędnicy z jego banku poinformowali go, iż przelewa na podejrzane nigeryjskie konta.

Pieniądze chętnie oddamy

Spam zawierający prośbę nigeryjskiego oficjela nie był jedyną formą zachęcającą do przelewu. Wiele osób otrzymywało propozycje wyprania brudnych pieniędzy czy dobrej inwestycji w nielegalny lub legalny biznes.

Co ciekawe sposób nie jest nowy - pierwsze nigeryjskie prośby pochodzą z początku lat osiemdziesiątych.


Zobacz również