Street View w Polsce - Google "na tapecie" GIODO

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych zapowiada, że będzie przyglądał się realizacji programu Google Street View w Polsce. Zdaniem GIODO fotografowanie przez Google miejsc i ludzi w sposób, w jaki odbywa się to w czasie kompletowania materiałów do Street View, jest zbyt dużą ingerencją w prywatność.

12 maja br. na ulice Warszawy wyjechały samochody wyposażone w aparaty fotograficzne i kamery, za pomocą których tworzona będzie dokumentacja do usługi Street View. W niektórych państwach działalność Google związana z tworzeniem lokalnej wersji Street View wywołuje jawny sprzeciw. W Japonii grupa prawników oraz profesorów prawa konstytucyjnego rozpoczęła kampanię przeciwko "widokowi z ulicy" dowodząc łamania przez nią "podstawowych praw człowieka".

Jasnej deklaracji w sprawie przyszłego wykorzystania zdjęć oraz polityki prywatności domagają się od Google również władze greckie - do czasu jego wydania ekipa produkcyjna Street View nie może robić zdjęć ulic miejskich w Grecji. Podobne głosy niezadowolenia pojawiają się również w innych państwach Europy oraz Stanach Zjednoczonych.

Twarze przechodniów i numery rejestracyjne pojazdów, jakie znajdą się na zdjęciach, mają być zamazywane z uwagi na ochronę danych osobowych. Jak pokazują przykłady z całego świata, nie zapewnia to jednak anonimowości. Kilka osób złożyło nawet indywidualne pozwy przeciw Google - znalazła się wśród nich kobieta którą uwieczniono na zdjęciu podczas opalania oraz mężczyzna który w momencie robienia fotografii wchodził do klubu "dla dorosłych".

Nie wiadomo jeszcze, kiedy widok z Warszawy będzie dostępny w Google. GIODO informuje, że dołoży starań, aby kompletowanie przez Google danych do wirtualnej mapy odbywało się w zgodzie z literą prawa. Inspektorat tłumaczy, że Street View należy traktować jako przetwarzanie danych osobowych, zatem usługodawca powinien zadbać o to, aby żadne dane umożliwiające określenie czyjejś tożsamości nie znalazły się w Internecie.

GIODO: Google zna nasze warunki

Michał Serzycki, pełniący funkcję Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, poinformował nas, że pierwsze spotkanie z Google w sprawie omawianej usługi miało miejsce już kilka miesięcy temu. Wtedy GIODO przedstawiło swoje "warunki brzegowe". "Jest pewien zasób czynności obowiązkowych, które Google powinno wypełnić. Przede wszystkim zdjęcia wykonywane na potrzeby usługi powinny koncentrować się na przedmiotach, a nie na ludziach" - mówi M. Serzycki i dodaje: "Fotografie przed opublikowaniem powinny zostać należycie zanonimizowane, tak aby osób na nich widocznych nie można było zidentyfikować" (np. przez wspomniane wcześniej rozmazanie twarzy).

"Koncern ma obowiązek usuwania materiałów już upublicznionych, a zakwestionowanych przez widoczne na nich osoby bądź osoby, których ruchomość lub nieruchomość na zdjęciu uwieczniono. Wynika to z przepisów ustawy o ochronie danych osobowych" - tłumaczy nasz rozmówca. M. Serzycki podkreśla też, że Google musi odpowiednio wywiązywać się z obowiązku informacyjnego - oznacza to konieczność wcześniejszego i skutecznego poinformowania o zamiarze fotografowania danej okolicy.

Z tym ostatnim na razie są pewne problemy - oficjalnej informacji o wysłaniu samochodów "na miasto" Google do GIODO nie przekazał - jednak Generalny Inspektor spodziewa się, że współpraca urzędu z internetowym gigantem będzie układać się pomyślnie.

Aktualizacja: 15 maja 2009 16:22

Treść artykułu uzupełniliśmy o komentarz Michała Serzyckiego, Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.


Zobacz również