Strony fanów Prince'a zagrożone pozwami?

Prince stał się ostatnio bohaterem serwisów informacyjnych - po tym, jak na żądanie jego przedstawicieli serwis YouTube skasował klip, na którym widać dziecko tańczące do muzyki artysty. Nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że matka dziecka wystąpiła do sądu o odszkodowanie za... naruszenie praw autorskich. Teraz przedstawiciele Prince'a postanowili pójść jeszcze dalej. Witryny WWW stworzone przez fanów artysty otrzymały wezwania do usunięcia zdjęć artysty, tekstów utworów oraz innych rzeczy stanowiących jego własność intelektualną.

Miłośnicy Prince'a są zaszokowani. Powołali już grupę "Prince Fans United" i stwierdzili, że będą walczyć przed sądem. Przedstawiciele witryn Housequake.com, Princefans.com i Prince.org wydali oświadczenie, w którym czytamy: "Wierzymy, że takie postępowanie jest równoznaczne z naruszeniem wolności wypowiedzi i nie powinno być dozwolone".

Firma, która została wynajęta przez artystę i której zadaniem jest pilnowanie, jak w Sieci jest dystrybuowana jego muzyka i jego zdjęcia, informuje, że fani przesadzają. "Prince w żadnym momencie nie straszył fanów pozwami i nie ma to nic wspólnego z wolnością wypowiedzi. Sprawa dotyczy sporu pomiędzy studiem, w którym nagrywa Prince, a trzema nieoficjalnymi witrynami. Chodzi w niej o używanie znaków handlowych i fotografii, z których wiele należy bezpośrednio do Prince'a" - informuje John Giaccobi z firmy Web Sheriff.

Sprawa jest o tyle dziwna, ze Prince jest postrzegany jako pionier online'owej dystrybucji muzyki. W ubiegłym roku otrzymał nagrodę za "polepszanie relacji pomiędzy artystami a fanami".

W przeszłości głośny stał się protest Prince'a przeciwko temu, jak był traktowany przez swoją wytwórnię. Artysta występował wówczas za słowem "SLAVE" (niewolnik) wypisanym na policzku. Przed kilkoma miesiącami Prince rozsierdził sklepy muzyczne, dołączając za darmo swój album "Planet Earth" do brytyjskiej gazety Sunday.


Zobacz również