Superbohaterka i usta Angeliny

Kultowa gra i topowa aktorka miały przynieść powalający wynik oglądalności. Nawet niezbyt ambitny scenariusz nie spędzał producentom snu z powiek, bo wiadomo było, że nie osłabi tej piorunującej mieszanki.

Kultowa gra i topowa aktorka miały przynieść powalający wynik oglądalności. Nawet niezbyt ambitny scenariusz nie spędzał producentom snu z powiek, bo wiadomo było, że nie osłabi tej piorunującej mieszanki.

Film był skazany na sukces. Oczekiwania producentów wprawdzie nie spełniły się w stu procentach, lecz ich dzieło i tak zarobiło spore pieniądze.

Oglądając ponownie Tomb Raidera, zastanawiałem się, co takiego sprawia, że nie wyłączam odtwarzacza po kolejnej, niewiele wnoszącej do filmu, scenie walki. Bo Tomb Raider w 90 procentach jest kalką istniejących wzorców. Znajdziemy tam Indianę Jonesa (archeologia, prastare mity), Batmana (wierny służący i elektroniczne gadżety), Matrix (akrobatyczne sceny walki) i wiele innych wątków czy motywów znanych z kina i gier komputerowych. Odpowiedź, jak myślę, tkwi w bohaterce. Jest ona pierwszą idealną superbohaterką na miarę Supermana, Brudnego Harrego czy Batmana. Mimo tej sztampy, postać Lary Croft jest na tyle świeża, że trzyma widza w napięciu. Oczywiście, cała otoczka jest ważna - bez eksplozji, efektów specjalnych, robotów, duchów, komandosów i motorów nie byłoby widowiska, ale to właśnie dla Lary Croft wytrzymałem całe 96 minut.

Film opowiada historię samotnej poszukiwaczki przygód (archeologa, a może dziennikarki - tego do końca nie wiadomo). Po tajemniczej śmierci ojca, Lara żyje sobie skromnie w pałacu godnym rodziny królewskiej, w towarzystwie kamerdynera (młodsza i bardziej homoseksualna wersja kamerdynera z Batmana) oraz dziecinnego, lecz genialnego wynalazcy. Wolny czas Lara spędza na walce z robotami konstruowanymi przez tego ostatniego oraz, co okazuje się później, na ratowaniu wszechświata, któremu grozi zagłada. Zagrożenie jest niejasne, ale polega na tym, że panowanie nad światem przejmie grupa Iluminatów. Władzę zapewni tajemniczy artefakt, pozostawiony przez jeszcze bardziej tajemniczą rasę ludzi, uruchamiany tajemniczym kluczem-zegarem. Nieprzypadkowo zegarem, bo cała afera polega na sterowaniu czasem. Dzięki trikowi z czasem Angelinie, przepraszam, Larze uda się skontaktować ze zmarłym ojcem, wykonać szereg zabawnych sztuczek (m.in. wbić nóż w czarny charakter) i uratować nasz przytulny świat, rzecz jasna.


Zobacz również