Symbole gorszenia publicznego

Sztuki użytkowe w ostatnich latach rzadko są kojarzone z atmosferą skandalu, jaka stale towarzyszy wystawom najnowszej polskiej sztuki. Trudno odnotować tak spektakularne kampanie medialne jak te, krórych efektem stały się zwolnienia dyrektorów galerii czy prawomocne wyroki sądowe nad twórcami kontrowersyjnych dzieł. Plakat można zerwać z muru, billboard zamalować farbą, a inne druki zasłonić czarną folią lub zwyczajnie wycofać ze sprzedaży.

Sztuki użytkowe w ostatnich latach rzadko są kojarzone z atmosferą skandalu, jaka stale towarzyszy wystawom najnowszej polskiej sztuki. Trudno odnotować tak spektakularne kampanie medialne jak te, krórych efektem stały się zwolnienia dyrektorów galerii czy prawomocne wyroki sądowe nad twórcami kontrowersyjnych dzieł. Plakat można zerwać z muru, billboard zamalować farbą, a inne druki zasłonić czarną folią lub zwyczajnie wycofać ze sprzedaży.

Grafika w formie druku ulotnego, jako element propagandy politycznej, strategii marketingowej czy akcji społecznej to nieodłączny towarzysz historii ludzkości. Kontrowersje budziły wykorzystywane przez projektantów symbole i znaki przypisane lub choćby kojarzone z wyznaniem, przynależnością narodową i etniczną.

Burzliwą historię XX wieku - epokę rewolucji społecznych, konfliktów zbrojnych, przemian obyczajowych - można równie dobrze poznawać za pośrednictwem wyklętych druków propagandowych i reklamowych.

Polskie doświadczenia ostatnich 10 lat wskazują na jedną prawidłowość: projektant musi liczyć się z wieloma ograniczeniami, ale najważniejszym z nich jest ostrożność w operowaniu symbolami religijnymi. Chociaż na początku były kontrowersje obyczajowe i dotyczyły nie tyle zabawnego, co dosłownego cytatu z popularnego powiedzenia, że coś, rzadziej ktoś jest dodupy.

Dni kina polskiego - Paweł Borowski

Dni kina polskiego - Paweł Borowski

Antynikotynowy plakat Andrzeja Pągowskiego z 1994 roku wzbudził raczej niesmak niż zgorszenie. Wiadomo wszak było, że papierosy faktycznie są niedobre i autor miał rację po swojej stronie. Jak pokazały kolejne lata, przestrzeń publiczna niekoniecznie jest liberalnym hyde parkiem, gdzie każdy może mówić w sposób, jaki uważa za najbardziej stosowny. Bil l boardową akcję zrea l izowa ną przez "Studio P" Pągowskiego (Jest OK. Nie pękaj, Służy do grania, nie do zabijania), wzbudziły szok nie tyle poruszonym tematem, co formą. Środki plastyczne, sposób ich wykorzystania, potencjał ekspresji tkwiący w prostych zabiegach wizualnych, objawiły kolejną prawdę: liczy się nie tylko treść, ale i forma przekazu. Zachwianie obydwu funkcji w reklamie jak dotąd najdrastyczniej wykorzystał Oliviero Toscaniw znanej kampanii Bennetona. Kontaktz kontrowersyjnym obrazem okazał się dla polskiego odbiorcy zbyt trudny. Choć protesty towarzyszyły realizacjom Toscaniemu na całym niemal świecie, polska kampania trwała chyba najkrócej. Benneton przekroczył społecznie akceptowaną, wyznaczoną reklamie granicę świadomej prowokacji, z której wnioski wyciągnęli twórcy projektu Galerii Zewnętrznej AMS, wprowadzając na billboardy współczesną polską sztukę krytyczną.

Nie zawsze świadomi specyfiki grafiki projektowej, młodzi twórcy sięgnęli po budzącą tradycyjnie największe emocje tematykę społeczną.

 Nie ufaj [ko]muchom - Wojciech Korkuć

Nie ufaj [ko]muchom - Wojciech Korkuć

Spośród zaprezentowanych w ciągu czterech lat funkcjonowania Galerii projektów najwięcej protestów wzbudził billboard Katarzyny Kozyry, poświęcony ofiarom wojny w Kosowie, nieoczekiwanie odebrany jako atak na symbole religijne, przez pokazanie nagich ciał modelek na tle krzyża i półksiężyca. W tym miejscu właściwie rozpoczyna się kolejny rozdział w historii polskiego skandalu wizualnego. Choć nadal pojawiały się prace kontrowersyjne, korzystające z magnetyzmu śmiałej erotyki, jak choćby billboard Mega Tattoo Wojtka Korkucia, reklamujący za pomocą nagiej modelki festiwal tatuaży w Warszawie (nagość w największej dotąd skali!), granicę tzw. przyzwoitości zastąpił paragraf o obrazie uczuć religijnych. Początkiem mogłyby być spontaniczne akcje zamalowywania billboardów i zrywania plakatów promujących film "Skandalista Larry Flynt"czy towarzyszące im sporadyczne pozwy sądowe.

Nieoczekiwanym jednak symbolem profanacji sacrum religijnego i komercyjnego w polskiej grafice użytkowej stał się plakat Dominiki Różańskiej "Icon 2000". Nagrodzony prestiżową nagrodą Złotego Debiutu na Międzynarodowym Biennale Plakatu w Warszawie w 2002 roku, naruszył nie tylko religijną tożsamość czytelników "Naszego Dziennika" i słuchaczy Radia Maryja, ale również poczucie bezpieczeństwa o własny wizerunek w Polsce koncernu Coca-Cola.

W wycofanym z pokonkursowej ekspozycji plakacie (na skutek energicznych protestów zainteresowanych stron) trudno doszukać się tego, co znaleźli w nim jego przeciwnicy - obrazy uczuć religijnych (katolicy) za pomocą użytego rzekomo bezprawnie zastrzeżonego znaku towarowego (korporacja) - butelki konturowej. Po raz kolejny tropiciele skandali zadowolili się pikanterią prostego zestawienia symboli, nie próbując dociec jego znaczenia. Zarzut nadużycia znaku towarowego może dziś budzić zdumienie, jeśli prześledzi się alternatywną historię logotypu Coca-Cola. Uważany już od co najmniej lat 60. za symbol amerykańskiego konsumeryzmu, był wykorzystywany na równi z charakterystyczną butelką wielokrotnie: na plakacie izraelskiego grafika Davida Tartakovera, od lat projektującego kontrowersyjne prace, krytycznie komentujące konflikt bliskowschodni, sfotografowana została jako koktajl mołotowa. W autorskim plakacie wydanym w 1992 roku z okazji pięćsetnej rocznicy odkrycia Ameryki Tadeusz A. Lewandowski użył kolorystyki oraz formy charakterystycznej pisanki do zapisu nazwiska Krzysztofa Kolumba.

 Icon 2000 - Dominika Różańska

Icon 2000 - Dominika Różańska

Logotypem firmy w grafice o zdecydowanie krytycznej wymowie posłużył się Marcin Władyka w projekcie z cyklu billboardów prezentowanych przez AMS. Jego "Made in Poland", praca jako jedna z nielicznych z Europy Środkowej prezentowana w monumentalnym, wydanym przez prestiżowe wydawnictwo Phaidon albumie Liz McQusiton Graphic Agitation 2 (2004), pokazuje na tle czerwonej tarczy obskubanego białego kurczaka w koronie w formie żółtej litery "M" - logo McDonald. Zestawienie godła narodowego ze znakiem towarowym było trafne i prowokacyjne - podsumowało problem polskiej konsumpcji za pomocą samego, niezwykle oszczędnego obrazu.

Barwy narodowe, już w nieco innym kontekście, przewrotnie wykorzystał Paweł Borowski, w plakacie reklamującym organizowane przez Instytut Mickiewicza dni polskiego kina w Hiszpanii w 2002 roku. Przedstawienie zbliżenia czerwonego kubła z białym popcornem spotkało się z nieprzychylnym komentarzem redakcji "Polityki", choć intencja autora wydawała się mniej obrazoburcza, niż tego chciał dziennikarz działu "Niskich lotów".

Teraz Poland - Marcin Władyka

Teraz Poland - Marcin Władyka

Realizujące na zamówienie Arakadiusa grafikę druków reklamowych Mama Studio, posłużyło się stylem brudnej, undergroundowej grafiki w barwach narodowych. Projektant mody w budowie wizerunku odszedł od stosowanych w zagranicznych pokazach haute cuture motywów plastycznych specyficznie polskiej religijności na rzecz bardziej akceptowalnych, anarchistycznych haseł pod adresem polityków. Chociaż próby dosłownego użycia wizerunku szczególnie znanej postaci skończyły się na wymazaniu jego twarzy z projektu reklamy prasowej, charakterystyczna koszulka z białym orłem nie pozostawiała wątpliwości, kogo dotyczył krzykliwy slogan. Kolejny projekt anonsujący wyprzedaż z dłońmi rozrywającymi biało-czerwoną flagę okazał się chyba lepszą metodą na przyciągnięcie uwagi przewrotnym, odwołującym się do potocznego języka ulicy, pomysłem.

Otwarcie krytyczne, przełamujące stereotypy projekty na ulicach to nadal rzadkość. Nie ufaj [ko]muchom. Mają brudne łapki (2002) z wydanego własnym sumptem plakatu Wojciecha Korkucia to dla zaskoczonych przechodniów czysty absurd, dla przygotowanych na wizualną grę slogan polityczny. Nietypowa forma graficznego protestu była prywa tną inicjatywą grafika, podobnie jakzgłoszony na ubiegłoroczny Vidical, wydrukowany na przezroczystej folii plakatowy Kalendarz osoby publicznej Rzeczpospolitej 2004 dla uczciwych, przejrzystych polityków i biznesmenów.

Nie pękaj - Andrzej Pągowski

Nie pękaj - Andrzej Pągowski

Projekty okładek i plakaty Frondy z ostatnich lat pokazują, w jaki sposób przyciągać uwagę krytyczną wymową projektu graficznego nie przekraczając granicy zgorszenia. Mocne antykleryklane motywy - Chrystus w psychodelicznych kolorach, pozbawiony aureoli, punk w koloratce - budzą kontrowersje undergroundową formą, nie popadając w pułapkę łatwego skandalu.

Zleceniodawcy preferują dość bezpieczne i dawno już sprawdzone formy prowokacji, stąd sporadyczne skandale towarzyszące kampaniom reklamowym. Wyjątkiem może być charakterystyczna, działająca raczej oryginalną, graficzną formą kampania Heyah, przygotowana przez agencje reklamową G-8.

MegaTattoo - Wojciech Korkuć

MegaTattoo - Wojciech Korkuć

W zdecydowanej jednak większości częściej na miano skandalu zasługuje poziom plastyczny większości rodzimej tzw. reklamy zewnętrznej. Nawetw wypadku z założenia zaczepnych akcjach społecznych, za interesująco ujętym problemem nie idzie równie ciekawe opracowanie graficzne.

Marcin Władyka Teraz Poland Wojciech Korkuć MegaTattoo Andrzej Pągowski Nie pęka Tutaj chyba najwyraźniej widać wpływ estetyki prostych i przewidywalnych rozwiązań komercyjnych, stąd chyba też dyskusyjny termin na określenie tego zjawiska: reklama społeczna.

Mimo zawsze trudnej do wskazania granicy prowokacji i definicji skandalu w sztuka ch wizualnych, wszystko wskazuje na to, że era zaczepnego, kontrowersyjnego designu jest jeszcze przed nami. Na razie pozostaje nam obserwować stopniowe próby adaptacji coraz śmielszych rozwiązań, wypatrując tymczasem lokalnych, niezależnych działań aktywnych projektantów.


Zobacz również