Szarości po liftingu

Od ostatniego testu laserowych drukarek monochromatycznych jedni producenci zmniejszyli ceny, inni wprowadzili nowe, tańsze modele, niektórzy przyjęli postawę wyczekującą.

Od ostatniego testu laserowych drukarek monochromatycznych jedni producenci zmniejszyli ceny, inni wprowadzili nowe, tańsze modele, niektórzy przyjęli postawę wyczekującą.

Opłacalność i ocena końcowa

Opłacalność i ocena końcowa

Do tej pory drukarki laserowe uchodziły za urządzenia dla elity, nie myślano więc zbyt intensywnie o posunięciach oszczędnościowych. Raczej pilnowano niskich kosztów eksploatacji, a sama konstrukcja była bardziej oceniana z punktu widzenia łatwego serwisowania i wygody obsługi niż drogich, niepotrzebnych lub rzadko używanych elementów. Ten swego rodzaju komfort zaowocował bardzo dużą liczbą producentów laserówek, dużo większą niż jest dziś w stanie tolerować rynek będący w okresie stagnacji. Rozproszenie produkcji w małych seriach nie sprzyja ani postępowi technicznemu, ani obniżeniu kosztów. To niewątpliwie musi się zmienić.

Kupujący chyba jeszcze nie są zadowoleni, chociaż od ubiegłego roku ich sytuacja trochę się poprawiła. Coraz trudniej sprzedać drukarkę bez długiego okresu gwarancji, polskich sterowników i instrukcji, tym niemniej jeszcze wiele zostało do zrobienia. Nie cieszy nas traktowanie jak narodu poliglotów i wybierając np. język komunikatów na panelu sterowania wolelibyśmy pomiędzy szwedzkim a czeskim znaleźć ogonki charakterystyczne dla naszego alfabetu. Szacunek dla klienta przejawia się często w drobiazgach, takich jak np. nalepka z polskim objaśnieniem znaczenia diod sygnalizacyjnych, którą znaleźliśmy na P6216 Nashuateca.

Po co przepłacać

Jednym ze środków walki o rynek jest obniżanie ceny. Także z tego powodu zainteresowaliśmy się modelami najtańszymi. Byliśmy ciekawi, na czym się oszczędza, z jakich rozwiązań się rezygnuje i gdzie jeszcze tkwią rezerwy. Pod lupę najłatwiej nam było wziąć elektronikę drukarek. Nie byliśmy nią zachwyceni.

Parametry techniczne i wyniki testów

Parametry techniczne i wyniki testów

W niektórych modelach ujrzeliśmy muzeum. Części, o których producenci płyt głównych czy innych elementów otwartego na nowości peceta dawno już zapomnieli. Nic dziwnego, że produkowane w małej skali wytwory zasłużonej już myśli technicznej muszą być drogie.

Wystarczy spojrzeć w cennik RAM-u czy twardych dysków przeznaczonych do drukarek. Tysiąc złotych za 128 MB RAM-u czy tyle samo za kartę sieciową? Na pewno można taniej.

Na rynku pojawia się coraz więcej prostych drukarek GDI. To drugi sposób na obniżkę kosztów. Takie modele uważane były za gorsze, wolniejsze i pracujące tylko pod kontrolą systemu Windows. Powoli zarzuty przestają być aktualne. Samsung ML-1210 ma sterownik do Maca i wraz z drugim modelem GDI, Minoltą-QMS PagePro 1200W, znalazł się w grupie najszybciej sobie radzących ze skomplikowanymi wydrukami. Z tego wynika, że przygotowanie obrazu przez CPU komputera przestało być mniej efektywne niż wykonanie tej samej pracy przez procesor drukarki. Co prawda wymienione modele były wolniejsze w wydrukach tekstowych, ale wyłącznie z powodu mniejszych możliwości ich mechanizmów, a nie przygotowania tekstu poza drukarką. Należy się więc spodziewać znikania z rynku konsumenckiego urządzeń droższych, z wyspecjalizowanym procesorem, a wraz z nimi PostScriptu, PCL-u i innych języków opisu strony. Zwłaszcza że jest w odwodzie interfejs USB w szybszej drugiej wersji z dużym zapasem transferu, za pomocą którego będzie można sprawnie przesłać dużą ilość przetworzonych danych z komputera do drukarki. Na razie żaden producent nie uznał za konieczne zamontowania USB 2.0.

Następną nowością wśród tanich drukarek jest możliwość wymiany wbudowanego oprogramowania. Kyocera-Mita, bo o nią chodzi, skromnie mówi tylko o poprawianiu błędów, ale prawdopodobnie myśli także o bardziej elastycznym wprowadzaniu nowinek.

Wybierając drukarkę, bardziej niż cenie warto się przyjrzeć kosztom materiałów eksploatacyjnych. W znacznym stopniu zależą od konstrukcji bębna i zasobnika z tonerem. Chodzi o to, że toneru z zasobnika ubywa zwykle w szybszym tempie niż zużywa się światłoczułe pokrycie bębna. Stosuje się dwa sposoby rozwiązania tej dysproporcji. W jednych drukarkach bęben wymienia się raz na kilka zmian toneru. Takie konstrukcje zastosowano w modelach Oki, Brothera, Minolty i Kyocery, której bęben wytrzymuje 100 tys. stron. W innych modelach ten parametr jest pięciokrotnie mniejszy, a i tak wystarcza na trzy-czterokrotną wymianę toneru.

Tańsza jest konstrukcja, w której obie części są połączone ze sobą, ale muszą być wymieniane jednocześnie, co prowadzi do marnotrawstwa i podraża eksploatację.

Tak mówi teoria, w praktyce wszystko zależy od konkretnych cen. W naszym teście zintegrowane zasobniki miały drukarki Nashuatec, oba Samsungi i Tally. Tylko w dwóch z nich, P6216 i ML-1210, koszt eksploatacji niekorzystnie odbiegał od średniej.

Paradoksalnie pierwsze miejsce w teście przypadło drukarce o najwyższych kosztach wydruku strony. Na szczęście Nashuatec P6216 jest przefarbowanym Lexmarkiem E322, najlepszą drukarką z ubiegłorocznego testu, do której toner można kupić po niższych cenach. Drugie miejsce zdobyła Kyocera FS-1050, trzecie - drukarka najszybsza, Minolta-QMS PagePro 1250E. Pod względem opłacalności najlepsze okazały się aż trzy drukarki - Samsung ML-1450 wymieniona już Kyocera FS-1050 i Brother HL-1440.

Toner

Toner otrzymywany przez kruszenie naturalnych substancji ma nieregularne kształty.

Toner otrzymywany przez kruszenie naturalnych substancji ma nieregularne kształty.

Zdawać by się mogło, że toner jest proszkiem podobnym do sadzy, a jego budową i składem nie ma się co zajmować, bo przecież wiele substancji zostawia czarny ślad na papierze.

Tymczasem okazało się, że poświęcając mu więcej uwagi, można sporo poprawić. Chodzi o jednolitość pokrycia powierzchni i wytworzenie bardzo wyraźnych, ostrych, nieposzarpanych krawędzi. Takie pokrycie zwiększa czytelność, wydruk sprawia wrażenie bardziej uporządkowanego, profesjonalnego.

Kluczem do poprawy okazało się zrozumienie, że cząsteczki toneru nie powinny mieć przypadkowych kształtów, jakie tworzyły się, gdy metodą kruszenia otrzymywano toner o konsystencji drobnego pudru. Kształt cząsteczek przypominał mikroskopijnej wielkości kęsy węgla albo kawałki betonu rozbijane młotem pneumatycznym.

Cząsteczki toneru są przyciągane elektrostatycznie do powierzchni papieru i z tego powodu przywierają do niej obrócone całkiem przypadkową stroną. Ich ślad nie jest więc ani regularny, ani w żaden inny sposób powtarzalny, a z takiego chaosu nie można zbudować ani jednolitego pokrycia, ani gładkich krawędzi. Tego typu wady były szczególnie dokuczliwe w wydrukach graficznych, ale i na czytelność czcionek nie wpływały dodatnio. Pod lupą laserowa jakość wiele traciła.

Toner z fabryki chemicznej - idealne kulki. Oba zdjęcia pokazują obraz z mikroskopu elektronowego.

Toner z fabryki chemicznej - idealne kulki. Oba zdjęcia pokazują obraz z mikroskopu elektronowego.

Rozwiązaniem okazało się zastąpienie przyrody chemią i poza kulistym, regularnym kształtem uzyskano kilka dodatkowych korzyści. Po pierwsze, chemicznie wytwarzane kulki mogą być dziesięć razy mniejsze niż cząstki otrzymywane przez rozkruszanie. Wydawałoby się, że poprawa nie będzie dostrzegalna gołym okiem, ale jest inaczej.

Uzyskanie coraz wyższego tempa druku wymaga także przyspieszenia procesu spiekania toneru z papierem. Działo się to w coraz wyższej temperaturze, więc wiązało się to z dostarczeniem do fusera coraz większej mocy, a co za tym idzie, zwiększonego zapotrzebowania drukarki na energię.

W tym wzroście pojawiła się bariera, gdyż ograniczony przewodnictwem cieplnym papieru i metalu układ nie mógł już przenosić ciepła w pożądanym tempie.


Zobacz również