Szkoła bez barier

Szkolne pracownie informatyczne to już przeżytek, podobnie jak wykorzystywanie komputerów tylko do nauczania informatyki. Jeśli mamy nadążyć za Europą, konieczna jest zmiana podejścia do nowoczesnych technologii. Pieniądze nie są największym problemem.

Na pytanie, czy istnieją oficjalne procedury pozyskiwania funduszy na zakup sprzętu komputerowego do szkół, odpowiedź jest prosta: takich procedur nie ma. Co gorsza, skończyły się centralne dostawy ministerialne i szkoły muszą sobie radzić same. MEN zepchnął całą robotę na samorządy. Czy w związku z tym dyrektorzy lub opiekunowie pracowni są całkowicie zdani na łaskę darczyńców? Na szczęście nie.

Teoretycznie organ prowadzący szkołę, czyli najczęściej jednostka samorządu terytorialnego, ma obowiązek wyposażenia placówek oświatowych w sprzęt komputerowy, oprogramowanie i inne środki dydaktyczne niezbędne do prowadzenia lekcji.

Myśląc w kategoriach biznesu, dyrektor szkoły zainteresowany zakupem np. komputerów powinien zrobić biznesplan, oszacować ile trzeba pieniędzy, złożyć podanie do kuratora oświaty i oczekiwać na szybkie i pomyślne rozpatrzenie sprawy. W praktyce nie jest tak różowo.

Koniec ery książek i zeszytów? Intel wyposażył trzecioklasistów z SP nr 33 w Katowicach w przenośne komputery Classmate PC.

Koniec ery książek i zeszytów? Intel wyposażył trzecioklasistów z SP nr 33 w Katowicach w przenośne komputery Classmate PC.

- Jaki biznesplan? Szkoły to jednostki budżetowe. Dyrektorzy składają albo do swoich gmin, albo do Dzielnicowego Biura Finansów Oświaty projekty budżetów, którymi operują w następnym roku. Mogą składać wnioski o inwestycje - ja w ten sposób zdobyłem jeden komputer (serwer). Złożyłem też wraz z dyrekcją wniosek inwestycyjny o wykonanie sieci komputerowej w całej szkole. Czekam na aprobatę i pieniądze. Jak będą w kasie dzielnicy, to je dostaniemy, jak nie, to nici z planów - mówi Andrzej Szymczak, organizator i prowadzący coroczne Ogólnopolskie Zjazdy Opiekunów Szkolnych Pracowni Internetowych w Mrozach. - Biznesplan to element świata biznesu. Szkoły to świat zamówień publicznych. Inna liga, inne reguły gry - dodaje.

Czy jednak pieniądze, a raczej ich brak stanowi obecnie największą przeszkodę w informatyzacji polskich szkół i modernizacji ich wyposażenia komputerowego? W tej kwestii opinie są podzielone.

- Problem pieniędzy jest poważny - kontynuuje Szymczak. - Ja, jak większość, korzystałem z projektów opartych na funduszach unijnych. Projekty się skończyły i za kilka lat staniemy przed problemem reanimowania pracowni, a dziś przydałoby się zamontować przynajmniej rzutniki w klasach.

Nieco innego zdania jest Dariusz Stachecki, dyrektor Gimnazjum im. F. Szołdrskiego w Nowym Tomyślu i organizator Konferencji Administratorów Szkolnych Sieci Komputerowych. Według niego ważniejsze od samych pieniędzy jest przekonanie do siebie samorządów. Wiadomo, że każdy urząd gminy woli położyć na ulicy nową kostkę chodnikową, niż wyposażyć szkołę w sprzęt - to znacznie lepsza "kiełbasa wyborcza". Trzeba skończyć z postawą "jak chcą, to niech mi dadzą", która jest z góry skazana na przegraną. To już nie te czasy. Liczy się przede wszystkim wyjście z inicjatywą, wówczas pieniądze się znajdą. Tym bardziej, że dotychczasowe projekty rządowe doprowadziły do jako takiego zaopatrzenia szkół w sprzęt komputerowy. Nie ma więc palącej potrzeby kupowania sprzętu. Istnieje natomiast problem, jak go efektywnie wykorzystać, niekoniecznie na lekcjach informatyki.

Sprzęt jest, ale...

Dzięki dotychczasowym projektom MEN współfinansowanym przez Unię Europejską udało się wzbogacić polskie szkoły o ponad 35 tys. pracowni komputerowych. Inny projekt umożliwił wyposażenie szkół, a raczej bibliotek szkolnych, w tzw. Internetowe Centra Informacji Multimedialnej (ICIM).

Wszystkie te inicjatywy były oczywiście bardzo potrzebne. Jednak nie wzięto w nich pod uwagę tego, że w niektórych szkołach oprócz sprzętu może brakować innych rzeczy - np. odpowiedniej infrastruktury. Zdarzało się, że dyrektorzy wręcz nie chcieli sprzętu, bo nie mieli pieniędzy na budowę sieci LAN bądź rozbudowę sieci energetycznej - są szkoły, w których komputery leżą do dziś nierozpakowane w kartonach.

Pomysłodawcy rządowych projektów nie uwzględnili też faktu, że sprzęt komputerowy bardzo szybko się starzeje. Podobnie zresztą jak oprogramowanie. Po dwóch, trzech latach komputery mogą wymagać wymiany pewnych komponentów. Mogą też zwyczajnie się psuć, tak jak urządzenia peryferyjne, co generuje nieprzewidziane (?) koszty. - Rozwiązaniem tego problemu powinno być przekonanie samorządów, by ustanowić stałą kwotę w lokalnych budżetach, np. 30 tys. zł rocznie (na jedną szkołę) - mówi dyr. Stachecki. - Kwota ta służyłaby do pokrywania wydatków serwisowych: na licencje oprogramowania, modernizację sprzętu itd. Wystarczyłaby w zupełności do zaspokojenia bieżących potrzeb. Mocnym argumentem w tej dyskusji jest stwierdzenie, że skoro sprzęt już dotarł do szkół, to trzeba go jakoś wykorzystać. Nie możemy sobie pozwolić na to, by stał bezczynnie. Uczniowie muszą mieć z niego pożytek. A na to potrzebne są pieniądze, ale nie takie, na które się czeka rok lub dłużej.


Zobacz również