Sztuka sieci

Zdarzyło się to w sali komputerowej Uniwersytetu Warszawskiego. Oczywiście, przedtem zostałem ostrzeżony. W poczcie elektronicznej otrzymanej z Mariboru napisano: ''To są strony prywatne, sugerujemy oglądanie ich w samotności''. Otrzymałem tę wiadomość wraz z linkiem do specjalnie dla mnie stworzonych stron. Po trzech dniach oczekiwania, nie mogłem wytrzymać z ciekawości.

Zdarzyło się to w sali komputerowej Uniwersytetu Warszawskiego. Oczywiście, przedtem zostałem ostrzeżony. W poczcie elektronicznej otrzymanej z Mariboru napisano: ''To są strony prywatne, sugerujemy oglądanie ich w samotności''. Otrzymałem tę wiadomość wraz z linkiem do specjalnie dla mnie stworzonych stron. Po trzech dniach oczekiwania, nie mogłem wytrzymać z ciekawości.

Trzy dni wcześniej oglądałem strony grupy teatralnej ze Słowenii - http://www2.arnes.si/~ljintima1/division/. Specyfiką tego zespołu jest to, że można zamówić wizytę aktorów ze spektaklem do prywatnego mieszkania. Grupa ta w przedstawieniach wykorzystuje niezwykłe doznania erotyczne. Z całego opisu najbardziej utkwiło mi w pamięci to, że obiecywali, iż po przedstawieniu wszystko w mieszkaniu wróci na swoje miejsca, dokładnie tam, gdzie był zanim się pojawili. Teraz opracowali projekt internetowy. Wypełniłem formularz, dotyczący mojego miejsca zamieszkania (Warszawa) i ich miasta (Mariboru), podałem swój adres poczty elektronicznej oraz nazwisko - i oto wreszcie pojawiła się odpowiedź.

Natychmiast powędrowałem pod wskazany URL. To nie były zwykłe strony. Na ciemnym ekranie pojawił się tekst napisany niebieskimi rozmazanymi literami. Ledwie zdążyłem go przeczytać, gdy pojawiało się kolejne zdanie. Żadnych przycisków, żadnej interaktywności - tempo czytania pozwalało jedynie na pobieżne zrozumienie tekstu. Wyglądało to na przemówienie polityczne o "naszym cudownym kraju i jego pięknych ludziach i zwierzętach". Potem autor przeszedł do tematu kobiet, by po kilku dziwnych zawirowaniach stwierdzić, że najlepszą kobietą jest dziwka, ponieważ demokratycznie oddaje się każdemu. Witryna ta rozbawiła mnie, zaskoczyła i opowiedziała trochę o zaburzonym wojną politycznym myśleniu. Ostatnia strona znów wyglądała zwyczajnie; zawierała aktywne miejsce, które zapraszało do ściągnięcia "osobistego dźwięku". Nie zwlekając, nacisnąłem przycisk myszy i czekałem na reakcję. I wtedy w sali pewnej studentów i naukowców zabrzmiał donośnie głos wydawany przez kobietę uprawiającą seks. Stawał się coraz głośniejszy (nie wiedziałem, jak go wyłączyć), aż dobiegły nas ostre dźwięki, sugerujące, że ktoś kobietę bije, a ona krzyczy, ile sił w płucach: "Jeszcze, jeszcze, jeszcze!!!!!"

Internetowi artyści

Istnieje grupa artystów, którzy wykorzystują Internet nie jako sposób na prezentację swoich prac, ale jako samoistne medium. Tworzą dzieła oglądane jedynie za pośrednictwem Sieci i poza nim nie istniejące. Każdy z nich używa tego medium z innych przyczyn, ale łączy ich jedno: pragnienie zbadania nowych, nieoczekiwanych sposobów interakcji z publicznością.

Dzięki Sieci nauczyliśmy się postrzegać wiele rzeczy inaczej. Relacje między ludźmi mogą opierać się bardziej na zbliżeniach wynikających ze wspólnych zainteresowań niż podobnego położenia geograficznego. Widzimy niespodziewane problemy (i ich rozwiązania), powstające przy komunikacji ludzi wywodzących się z odmiennych kultur. Prawa autorskie stają się trudne do ochrony w momencie, gdy można ściągnąć z Sieci obrazy i teksty za pomocą jednego kliknięcia myszki. Obserwujemy zmiany w przesyłaniu informacji - schemat zmienia się z "od jednego do wielu" (np. TV) na "od wielu do wielu" (np. w listach dyskusyjnych).

Artyści jako jedni z pierwszych odkryli różnorodne możliwości i aspekty, jakie otwierają przed nami nowe technologie. Kilka przykładów pozwoli zaprezentować różnorodność sposobów, w jaki artyści traktują to nowe medium.

Cenzura i niezrozumienie

Jednym z pierwszych twórców, jaki pojawił się w Sieci, jest Antonio Muntadas. Potraktował ją jako źródło informacji i zauważył, że w Internecie nie ma nad nią kontroli odgórnej, gdyż "góra" nie istnieje. W projekcie zatytułowanym "The File Room" ("Kartoteka") - http://fileroom.aaup.uic.edu/FileRoom/documents/homepage.html zgromadził na stronach WWW dokumenty z całego świata, które z różnych powodów zostały ocenzurowane. Pomysł był prosty, a efekt pozostawia wrażenie. Każdy dokument opatrzony jest notatką, stwierdzającą przez kogo i z jakiego powodu został ocenzurowany. Przeglądając je, uświadamiamy sobie, jak szeroka jest sfera konfliktu między rządami a osobami prywatnymi. W oficjalnych doniesieniach często zaprzecza się jej istnieniu - rzekomo władze funkcjonują tylko dla obywateli i posługują się swoją siłą w obronie wspólnego dobra.

Inny projekt internetowy autorstwa Muntadasa przedstawiany na tegorocznych Documenta X zatytułowano "On Translation" ("O przekładzie") - http://www.adaweb.com/influx/muntadas/. I tu również główna idea jest prosta - artysta rozesłał po świecie jedno zdanie, z prośbą o jego przetłumaczenie. Za każdym razem przesyłano dalej zdanie już przetłumaczone, tak że jego sens z języka na język (jest również wersja polska) ulegał coraz dalej posuniętym przekłamaniom i mutacjom. Pierwsze i ostatnie stwierdzenie nie mają więc ze sobą wiele wspólnego. Zachęcam do pójścia tropem jednego z nich i obserwacji przeobrażeń, jakim podlegało.

Ogólnoświatowa pajęczyna

Najbardziej widoczną cechą Sieci jest to, że ma ona rzeczywiście światowy zasięg. Praca Evy Wohlgemut i Andreasa Baumana - http://www.ljudmila.org/~vuk/dx/evasys/index.htm opowiada o nowych związkach, jakie zaistniały między przedmiotami i miejscami, których dotychczas nic nie łączyło. Artyści budują "umysłową sieć przedmiotów" znajdujących się w konkretnie wyznaczonych miejscach geograficznych. W jednej z prac umieścili miedziane plakietki z podpisami (inskrypcjami) na różnych ruchomych obiektach, takich jak samochód w Peru, lodowiec w szwajcarskich Alpach, łódź podwodna w głębinach Morza Śródziemnego, winda w Nowym Jorku, drzewo na górze Kenia itp. W Internecie ogląda się obrazy tych przedmiotów i mapy terenów, w których zostały umieszczone. Artyści przywiązują ogromną wagę do faktu, że opis tego projektu i przedmiotów biorących w nim udział nie znajduje się w realnej przestrzeni, a jedynie w Sieci, co nadaje relacjom między nimi nowe znaczenie.

Carl Michael von Hausswolff i jego "wspólnik" Elggren także zajmują się zagadnieniem lokalizacji w Sieci. Stworzyli nowy "wirtualny" kraj zwany Elgaland - Vargaland - http://www.it.kth.se/KREV/start.html zaopatrzony we własną flagę, konstytucję i mający króla oraz wszystko inne, co jest przynależne państwu. Kraj ten składa się z kawałków ziemi leżących między istniejącymi państwami - artyści odkryli np. że między Polską a Rosją rozciąga się pas ziemi z obu stron ograniczony siatką - i go zaanektowali. Ich prace dotyczą jednak również kontaktów międzyludzkich. Artyści utrzymują sieć ambasadorów, wywodzących się spośród osób, które mają ochotę przyczyniać się do rozwoju i popularności Elgalangii - Vargalandii za pośrednictwem stron WWW na całym świecie.

Fantazja nie ma granic

Gdy otwiera się strony JODI (Joan Heemskerk i Dirk Paesmans) - http://www.jodi.org, początkowo odnosi się wrażenie, że coś nie gra z naszą przeszukiwarką, potem, że wirus zjada nasz komputer, a w końcu zdajemy sobie sprawę, że to cały świat zwariował. Widzimy strony migające i błyskające ostrymi kolorami, pełne znaków, jakie można zobaczyć, gdy przez przypadek otworzy się program w edytorze tekstów. Oto przed nami piękny trójwymiarowy widok z najróżniejszymi strzałkami odsyłającymi nas do podobnych stron pełnych strzałek, które kierują do następnych i tak dalej, i tak dalej: jedynie obraz, bez treści. (Ach, poczekaj, zapomniałeś jeszcze kliknąć na tych maleńkich kropkach rozrzuconych po całej stronie.) Widzimy serię obrazów, jeśli kilkniemy na jeden z nich, zobaczymy następny. Próbujemy ułożyć je w historyjkę, zanim zorientujemy się, że zapewne zostały dowolnie ściągnięte z telewizora z niezliczoną liczbą kanałów, a osoba za to odpowiedzialna nie kierowała się żadną zasadą. Obrazy i kawałki tekstu wykorzystywane przez JODI zostały ściągnięte z Sieci, a następnie przetransponowane z pomocą komputera. Na stronach JODI można też zamówić sobie osobistego wirusa. Miejscem zamieszkania JODI jest Internet i dlatego zaprasza nas, byśmy zaglądali za kulisy Sieci (np. jedna ze stron wygląda tak, jakby panował na niej chaos dopóty, dopóki nie zajrzy się na jej źródło HTML-owe, a wtedy okazuje się być "sztuką ASCII"). Za pomocą najróżniejszych chwytów, których nie znajdzie się w podręczniku do HTML-u, strony te wprowadzają widza w zdziwienie, a czasem nawet lekki popłoch. Dla mnie ich piękno tkwi przede wszystkim w burzeniu ludzkich przyzwyczajeń i oczekiwań.

W obrębie Sieci komputerowej powstają inne - sieci osób, które mają ze sobą coś wspólnego, lecz ze względu na znaczną odległość między miejscami zamieszkania nigdy nie dowiedziałyby się o swoim istnieniu. Od czasu do czasu członkowie takich grup spotykają się na konferencjach czy festiwalach w "rzeczywistym" świecie. Świat sztuki nigdy nie znał granic, Internet zaś wzmocnił związki między artystami z różnych krajów. Pewien projekt w ciekawy sposób odzwierciedla tę ogólnoświatową współpracę. Nazwano go "Refresh" ("Odświeżanie"). Refresh to specjalna komenda, którą można umieścić na stronie WWW, dzięki której po ustalonym czasie przeszukiwarka automatycznie ściągnie inną, podaną w źródle stronę. Jeśli natomiast udamy się na strony "Refresh", w jakimkolwiek miejscu na świecie, np. na http://www.v2.nl/refresh/, automatycznie otrzymamy połączenie ze stronami innymi, np. w Moskwie, skąd udamy się do Rygi, a potem do Macedonii. Siedzimy spokojnie i patrzymy, jak na ekranie naszego monitora zmieniają się obrazy, zmienia się i wypełnia on małymi wiadomościami z odległych stron Europy. Jeśli będziemy cierpliwi, zostaniemy odesłani do punktu wyjścia, do miejsca, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę, w ten sposób możemy w dowolnym czasie doświadczać pętli. Oczywiście, jeśli zapragniemy dowiedzieć się szczegółów na temat autora dowolnej strony, możemy wyskoczyć z pędzącego pociągu "Refresh" i zatrzymać się na dłużej w wybranym miejscu.

Heath Bunting to artysta działający w Londynie. To on wpadł na pomysł zorganizowania pierwszej cyberkawiarni. W pracach często z poczuciem humoru komentuje ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Sieci. W roku 1995 stworzył internetowy przewodnik po Londynie - http://www.irational.org/ składający się z dużej bazy danych fotograficznych. Można dzięki nim udać się na wirtualną przejażdżkę metrem londyńskim, klikając na przyciski oznaczające kierunki (północ, zachód i tak dalej). Na każdej stacji można wyjść na powierzchnię i obejrzeć widok interesującej nas części miasta. By zmniejszyć objętość pamięci programu, wszystkie fotografie opracowano w wersji czarno-białej, pomijając stopnie przejściowe i szarości. Twórca tak opisuje swoją pracę: "Idealna dla cudzoziemców, niepełna i pozbawiona instrukcji, od początku przestarzała psychogeograficzna przejażdżka po Londynie, na którą składa się ponad 250 obiektów o wartości antyhistorycznej, dostępna teraz dla wszystkich (bogatych) w World Wide Web."

Zawieszony między Londynem a Moskwą Alexei Shulgin działa w Sieci już od kilku lat. Stworzył on w Moskwie niesamowitą stronę WWW - http://www.c3.hu/hyper3/form. Jego najnowszym wynalazkiem jest nowa forma sztuki - sztuka formularzy (Form-art). Wyróżnia się stosowaniem na stronach internetowych charakterystycznego elementu - formularza. Użytkownik może wypełnić go, a następnie przesłać go do serwera. Istnieje arsenał elementów graficznych, służących do wpisywania danych, takich jak pola tekstowe, pokrętła, suwaki itp. Niektóre z nich zmieniają się na naszych oczach. Shulgin stworzył kilka stron, które składały się jedynie z elementów tego typu. Udowodnił po raz kolejny, że gdy artysta sam wyznacza ograniczenia swojej kreatywności, przenosi się na wyższy poziom wolności twórczej. Po opublikowaniu tych stron, sprowokował innych do tworzenia sztuki formularzy, ogłaszając konkurs - http://remote.aec.at/form/competition.html. W ten sposób swoje działania ze sfery eksperymentów przeniósł na oficjalny poziom i w ten sposób przyczynił się do powstania nowej dziedziny sztuki. Moim zdaniem, jest to interesujący aspekt jego twórczości, gdyż uświadamia ciekawą cechę obecnie charakteryzującą Internet, a mianowicie fakt, że działania zainicjowane przez kilka osób w krótkim czasie mogą przeistoczyć się w nowy obowiązujący standard. Za inny przykład mogą posłużyć Yahoo boys (twórcy Yahoo).

Gdzie to się kończy?

Zaprezentowałem jedynie niewielki wycinek sztuki Sieci, ale mam nadzieję, że udało mi się wskazać, iż istnieje tak wiele sposobów traktowania Sieci, jak wiele jest twórczych osobowości. Zapewne niektórym jednak nasuwa się pytanie, czy na pewno można nazwać je sztuką. Nadal wielu ludzi nie uznaje fotografii za sztukę, ale to nie dla nich przeznaczony jest artykuł. Odpowiedzieć na pytanie, co jest, a co nie jest sztuką, jest bardzo trudno, lecz nie ulega wątpliwości, że wiele osób, o których wspomniałem, uznawanych było za artystów, zanim związali się z Siecią. Galerie i muzea nadal nie znalazły sposobu na zarabianie pieniędzy dzięki Sieci, choć regułą stało się, iż w muzeach sztuki współczesnej wystawiane są strony internetowe. Największa europejska wystawa sztuki współczesnej Documenta X w tym roku również zawierała takie prezentacje.

Żyjemy w niezwykłych czasach; stoi przed nami zadanie odkrycia wielu nieznanych możliwości. Obserwując sztukę Sieci, uświadamiamy sobie, że to nie większej przepustowości łączy ani szybkości procesorów będziemy kiedyś zawdzięczać fakt, że Internet stanie się interesującym miejscem, ale ciekawym pomysłom. Dla tych, którzy chcieliby poznać więcej prac z dziedziny sztuki Sieci, jako punkt wyjścia polecam strony Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie http://csw.art.pl/, zawierające zbiór linków do innych ciekawych, a nie wymienionych tu projektów.


Zobacz również