Szwedzka piła

Zanim cokolwiek zrobisz, zanim coś unowocześnisz, zanim postawisz na biurku komputer - zastanów się po co. Na razie w Polsce komputer jest wrogiem ludzkości.

Zanim cokolwiek zrobisz, zanim coś unowocześnisz, zanim postawisz na biurku komputer - zastanów się po co. Na razie w Polsce komputer jest wrogiem ludzkości.

Zakon pi-arów

Przeciętny pracownik pionu PR został wyposażony przez firmę w biurko, długopis oraz, niestety, komputer. Przychodzi do roboty i znienacka promuje telefon komórkowy. Pracowicie skanuje zdjęcia z folderu, a następnie sprawdza, który z dziennikarzy ma adres e-mail. Dziennikarz ma pecha: nagle jego skrzynka milknie na trzy dni, a potem zaczyna z mozołem wypluwać z siebie osiem piętnastomegabajtowych tiffów. W przypadku skrajnym skrzynka pada i nie podnosi się z tego nigdy więcej.

W lepszej sytuacji są dziennikarze mieszkający w niezelektryfikowanej chałupie gdzieś pod Wołosatem, bo do nich po tygodniu wpadnie zdyszany kurier z obłędem w oczach i wręczy płytę CD, zawierającą te same zdjęcia. Oprócz ośmiu zdjęć i 500 MB wolnego na płycie jest notka: "Więcej informacji..." (i tu adres nieistniejącej strony WWW).

Niegrzecznik

Innym typem, siejącym spustoszenie za pomocą komputera, są rzecznicy prasowi. Rozsyłanie przez nich wirusów jest właściwie nagminne (mój Mac przyjmuje je z niewzruszoną pogardą). Znudzeni pracą, mają też potrzebę dzielenia się ze światem "łańcuszkami św. AntoniegoÓ w ich nowoczesnej formie (umierający chłopiec czeka w Caracas na e-mail; nigdy nie otwieraj listu zatytułowanego "Ciocia kupiła paprotkęÓ; jeśli wejdziesz na stronę xyz, oboje zarobimy osiem centów miesięcznie). Można na szczęście założyć sobie na takiego rzecznika filtr i wyrzucać bezpośrednio do kosza paranoiczne płody jego umysłu.

Tekst oświadczenia napisany jako obrazek w Corelu - proszę bardzo. Obrazek do tekstu zamiast zwykłego jotpega przysłany w formacie programu używanego do symulacji lotu? Ależ proszę (otworzyłem wreszcie obrazek przez paru znajomych na świecie, a nazwy programu nie podam, bo go używa tylko jedna firma w Polsce).

- Corel, proszę pana jest jednak pewnym standardem i, jak to się mówi, nieznajomość Corela szkodzi - tłumaczy mi, jak idiocie, z wyraźnym zniecierpliwieniem rzecznik "wiodącego producenta na rynku teleinformatycznym".

Liga mistrzów

Zgodnie z zasadą: "widziałem "Gry wojenne", znam się więc na komputerach", postępują natomiast różni prezesi. Znajoma graficzka pokazuje mi zdjęcie faceta leżącego na brzuchu w samych slipach na plaży i mówi: - Prezes, powiedział - "to jest moje zdjęcie na plaży na Kajmanach". Mówię mu, że piękne, bo co mam powiedzieć. Niestety, inne mu się prześwietliły, więc chce, żebym go na zdjęciu odwróciła. Jak to "odwróciła"? No tak, żeby było twarz widać. Z brzucha na plecy.

Inny orzeł intelektu z oburzeniem opowiada mi nad martini z kiszonym, że kupił "komputer PC z amerykańskim systemem". - Odpalam ja Łorda, jest też amerykański, piszę tekst, a on wcale nie jest po amerykańsku, tylko po polsku, tak jak go piszę! - prezes sapie oburzony.

Ta cholerna nowoczesność

Teleinformatyka ma w naszym wesołym kraju kolosalną przyszłość. Na poczcie przez pięć minut w czterech kopiach wypełniamy tzw. druk komputerowy w celu przelania pieniędzy (formularz przygotowany z myślą o cyfrowym czytniku), by z takim samym mozołem ruda manikiurzystka z okienka przepisała to na klawiaturze (bo ta pani jest czytnikiem). Poczta idzie zresztą dalej: ponieważ nikt nie wysyła już telegramów, poczta wprowadzi... telegramy on-line (naczelny digiĎa będzie mógł wysłać maila na pocztę z tekstem telegramu do mnie "dawaj spóźniony felieton!", a listonosz już po dwóch dniach wsadzi mi w drzwi karteczkę "proszę się zgłosić po odbiór depeszy przed 16.00 w UP 17"). Telekomy też nie próżnują. Firma telekomunikacyjna Dialog zakłada książkę telefoniczną on-line, w której... nie ma telefonów Dialogu. W biurze prasowym TPSA... nie działają telefony, można więc tylko do nich dzwonić, a oni nie mogą nawet na biuro napraw. W Netii słyszę "hm... to nie jest sprawa na telefon...". W ważnym urzędzie pisma pisze się na komputerze, drukuje, potem plik się kasuje, tekst poprawiają długopisem na papierze, a następnie wklepują jeszcze raz w komputer i jeszcze raz drukują. Dlaczego wydanie decyzji musi trwać pięć tygodni? "Niestety, musimy to robić na komputerach".

Autor jest dziennikarzem katowickiej "Trybuny Śląskiej", animatorem spotkań MacWarsztaty i najbardziej złośliwym korespondentem listy dyskusyjnej "Szarlotka". mailto:jbebak@gtp.com.pl

PS A o co chodziło z tą piłą w tytule? Taki stary radziecki dowcip. Syberyjski Kombinat Drwali zlikwidował siekiery i wprowadził nowoczesność w postaci szwedzkich pił spalinowych. Wyrąb drzew spadł prawie do zera. Po roku dochodzeń i rozstrzelaniu dyrektora ktoś sobie przypomniał, że piły są na gwarancji. Przyjechali Szwedzi i wreszcie nalali do nich benzyny.


Zobacz również