Tango z półprzewodnikiem w zębach

Ach te nowości! Wakacje powoli się kończą, sezon ogórkowy wciąż w pełnym rozkwicie, a tu - proszę bardzo - nowalijki, jakby to był jakiś marzec.

Ach te nowości! Wakacje powoli się kończą, sezon ogórkowy wciąż w pełnym rozkwicie, a tu - proszę bardzo - nowalijki, jakby to był jakiś marzec.

Sypią się całe sterty nowych (wspaniałych podobno) możliwości, tylko proszę wybierać, płacić (a jakże - coraz mniej - ale wciąż słono), instalować, przestawiać zworki, switche, czy jak sięĘtam te malutkie robaczki nazywają, i wciskając Power Key odmówić zapobiegawczo z tuzin zdrowasiek w intencji płyty głównej, ROM-u, RAM-u, SRAM-u, DRAM-u, VRAM-u i wszystkich chipów. Nie zapominajcie też o waszych kartach, które przyspieszają cały system, ani o dyskach, ani też o całym łańcuchu SCSI czy też EIDE. Każdemu trzeba by paciorek, bo nic innego już chyba nie pomoże. Bardzo was proszę - uważajcie na te ciekawostki w rodzaju ultraszybkich, nowych procesorów, superwydajnych kart graficznych czy podejrzanie napuchniętych pamięcią kości. Wszystko to wspaniałe i hipernowoczesne, ale ciutkę kłopotliwe, gdy się tylko trochę lepiej przyjrzeć i próbować coś zrobić. Coś, cokolwiek - ot otworzyć jakiś ulubiony program czy odpalić potajemnie zakazaną w pracy grę. Moi Drodzy - wetknąłem do szarego G3 nowy procesor - niejakiego "Pro", co to zameldował się z temperaturą 39,1ˇC (znaczy poważna gorączka) i szybkością 501 MHz. Imponujące. Naprawdę, nie żartuję - byłem pod dużym wrażeniem. Co prawda, raczej niedługo - bo już po kilku minutach pojawiła się pierwsza bomba - przy próbie jednoczesnego otworzenia w Photoshopie dwu plików. Trudno, myślę sobie, znam te objawy z poprzednich doświadczeń z dokładanymi procesorami. Zawodzi (naiwnie mniemam) konfiguracja podręcznej pamięci poziomu drugiego, czyli tak zwanej pamięci zadniej. Można ten drobiazg poprawić z poziomu oprogramowania, bo te nowe procesory są sprytne niemożebnie i reagują na kulturalne prośby, jeśli tylko ma się odpowiednie narządka. Każdy procesor ma takie swoje ustrojstwo wtykane do kontrolek, którym można (zależnie od fantazji programistów) regulować, co nam w duszy gra: a to taktowanie rzeczonej pamięci zadniej w - przepraszam za słowo - stosunku do szybkości procesora, a to coś, co jest tajemniczo zwane dostępem spekulatywnym (że niby będzie zgadywał co powinien zaraz zrobićÉ), a to niesamowicie dynamiczne zarządzanie poborem mocy (no bo jak ma dużo do liczenia, to przecież więcej prądu zeźre) czy też (to już tylko w starszych skrzynkach) ambiwalencję, z którą coś trzeba zrobić wobec starej pamięci L2 na płycie. Opcji jest wiele, maksimum możliwości (bez niepotrzebnego zadęcia w graficzne surmy) daje G3 Cache Profiler opublikowany przez PowerLogix. Ta aplikacja obsługuje w locie wszystkie nowe G-trójki i jest moim jedynym faworytem wśród stada mniej lub bardziej przepięknych kombinerek do ustawiania tego plasterka, który budzi tyle emocji. No więc natychmiast po restarcie wyłączyłem zgadywanki, zwolniłem szybkość tych trzydziestu dwóch kilogramów rozumu, dałem sobie spokój z dynamiczną mocą, wymieszałem wystygłą już nieco kawę i - jak to tłumacze z SAD-u sugerowali - wznowiłem. Czekam, popijam lurowatą ciecz, powiadam, czekam sobie i czekam, i się troszkę zaczynam niepokoić, bo komputer cicho jak myszka siedzi sobie i ani dychu, ani słychuÉ Co u diaska - lekki strach mi w sercu rośnie - bo czas goni, towarzysze moi drwiące uśmieszki posyłają i - niby przypadkiem - pytają: a kiedy tam w sieci się zameldujesz? I co ja biedny mam im odpowiedzieć, że jak tylko wstanę? Złość mnie w końcu wzięła i mówię do maszyny - koniec żartów! Wstawaj, draniu! Maszyna nic. Znamy takich spryciarzy - myślę sobie - nie nabierzesz mnie. Tajemne trzy klawisze wciskam, a zaraz potem następne cztery - ha, teraz łobuzie mi się nie oprzesz!

Miałem rację, nie oparł się. Wstał potulny i ogłupiały - zapomniał, jak się zwał, i kiedy to się stało, i z tego ogłupienia chyba wywalił się jak długi, otwierając pierwszą teczkę, jaką mu podsunąłem. Takiś uparty! - czerwono mi się przed oczyma uczyniło, a wzburzenie mowę odebrało. Usiadłem na uboczu, w milczeniu przeżuwając gorycz rozczarowania. Gdy już przeżułem ją w całości i popiłem zupełnie zimną kawą, emocje jakby opadły, a z nimi i łuski z oczu, co z głuchym łoskotem nieomal stopy moje przygniotły.

Pokornie przeszedłem w stan czworonożny i otworzyłem uprzykrzoną ściankę boczną. Jak każe pismo - na czas dwu zdrowasiek położyłem ręce swe na zasilaczu i wydłubałem ów okropny procesor z jego obrzydłego siedliska. Uzbrojony w niezłomną wolę i śrubokręt przestawiłem te malutkie świństewka zupełnie inaczej i ponownie wsunąłem całe to paskudztwo w jego miejsce na płycie. Moi Mili - na koniec powiem wam tylko, że mój komputer nie jest już taki oszałamiająco szybki - przestawiłem drania na 400 MHz, więc też nie wiesza się, jak jaki głupi, co chwila. Ale co zrobić - który to już raz czar złudzenia prysł...


Zobacz również