Taniec godowy na klawiaturze

Wywiad z seksuologiem, profesorem Zbigniewem Lwem-Starowiczem

Wywiad z seksuologiem, profesorem Zbigniewem Lwem-Starowiczem

CYBER: Czy uprawianie tzw. seksu przez Internet rzeczywiście można nazwać seksem?

Zbigniew Lew-Starowicz: Oczywiście, tak jak rozmowa przez telefon o treści erotycznej to - w moim rozumieniu - seks. Biorą w nim bowiem udział wszystkie możliwe zmysły ludzkie. Śledząc tempo rozwoju technologii komputerowych, można przyjąć za pewnik, iż niedługo w Internecie będzie można poczuć zapach partnera.

CYBER: W jaki sposób nowe technologie komunikacji, takiej jak Internet wpływają na życie seksualne człowieka i stosunki międzyludzkie?

Zbigniew Lew-Starowicz: Z chwilą pojawienia się jakiejkolwiek nowej formy komunikacji międzyludzkiej, zmianie ulega także sfera życia intymnego człowieka. Przykładowo od kiedy na świecie zaczęły funkcjonować sekstelefony, automatycznie pojawił się problem skatologii telefonicznej (czerpanie satysfakcji seksulanej poprzez rozmowę telefoniczną).

Jeśli powstanie nowe rozwiązanie technologiczne rewolucjonizujące sferę komunikacji międzyludzkiej, zawsze będzie miało ono wpływ na erotyzm. Jest to sprawa zupełnie naturalna.

W dobie rozwoju nowych mediów ulegają ewolucji także i tradycyjne formy zachowań seksualnych. Kiedyś poznanie potencjalnego partnera wymagało podjęcia wielu skomplikowanych działań - pójścia do klubu, poznania interesującej osoby. Obecnie proces ten może być niezwykle łatwy. Znajomość można nawiązać nawet bez wychodzenia z domu, wygodnie, nie wstając od biurka. Proces poznawania drugiej osoby może odbywać się w zupełnie w inny sposób. Wzajemny dialog - wszystko, co dotychczas było niezbędne do rozpoczęcia znajomości np. na dyskotece, rozmowy, randka, wyjście do kawiarni oraz oczywiście wydatki finansowe, przenosi się w inne medium. Teraz cały ten taniec godowy odbywa się za pomocą klawiatury komputera. Oczywiście, elektroniczny dialog polega nieraz na zwykłej zabawie, ale niekiedy kończy się zawarciem normalnej znajomości.

CYBER: Czyli jest to tylko nowoczesna forma tańca godowego?

Zbigniew Lew-Starowicz: Nie tylko, nie łudźmy się, dla niektórych jest to po prostu źródło podniecenia, które nieodzownie wiąże się z masturbacją. Taka jest prawda - i nie powinno to nikogo dziwić.

Dawniej trzeba było korzystać z własnej fantazji lub podglądania innych. Później pojawiły się specjalne wydawnictwa, filmy porno, dziś mamy Internet. Za jego pośrednictwem można rozmawiać z kimś, mówić, co się w tej chwili robi - taka słowna interakcja działa na człowieka podniecająco. Oczywiście, ma to jeszcze i inny erotyczny podtekst - np. jeden z uczestników rozmowy może odgrywać pewną rolę. W efekcie tworzy się grupowa męsko-damska gra bądź flirt - czy się tobie podobam? Jak mnie odbierasz? Zabawa tego typu może dostarczyć przyjemności, ale też uczestników wciągnąć. Jednym z głównych podtekstów takiej gry jest próba potwierdzenia własnej atrakcyjności męskiej czy kobiecej.

CYBER: Czy w praktyce lekarskiej spotkał się Pan z nową dewiacją w sferze intymnego życia człowieka (seksualności), związaną z uzależnieniem od komputera?

Zbigniew Lew-Starowicz: Zgłasza się do mnie takich pacjentów bardzo mało. Weźmy pod uwagę, że jest to statystycznie uzasadnione - skatologia telefoniczna trafia do mnie częściej. Należy zdać sobie sprawę z faktu, iż dewiacja rozwija się z czasem i musi być u danej osoby formą utrwaloną. Ponadto osoba ta musi czuć potrzebę konsultacji z seksuologiem. Prawdopodobnie na razie, ludzie z tego typu problemami nie potrzebują wizyty u seksuologa. Jeszcze nie uświadamiają sobie istoty problemu. Zazwyczaj przychodzą do mnie, dopiero kiedy czują presję ze strony partnera, czyli np. gdy partnerka stwierdza, że woli on swój pokój z komputerem niż rzeczywisty kontakt z nią, i podejrzała go na masturbacji przy komputerze. Wtedy dopiero powstaje problem, w którym może pomóc seksuolog. Najczęściej pacjent sam nie czuje potrzeby jego rozwiązania. I dlatego zaburzenia, z którymi pacjenci zgłaszają się do mnie, są najczęściej ujawniane przez przypadek, przez inną osobę. Dopiero odkrycie problemu przez partnera zobowiązuje do leczenia.


Zobacz również