The Curse of Monkey Island

Lucasarts to jeden z największych producentów gier przygodowych. Niestety produkty wydawane w ostatnich latach zupełnie zmieniły moją opinię o tej niegdyś znakomitej firmie.

Lucasarts to jeden z największych producentów gier przygodowych i co ważniejsze od samego początku przyzwyczajał nas do wysokiej jakości swoich produktów. Zaskakiwał świeżością rozwiązań i bogactwem pomysłów. Niestety przygodówki wydawane w ostatnich latach zupełnie zmieniły moją opinię o tej niegdyś znakomitej firmie. Gry takie, jak "Sam & Max", "Full Thotle" moim zdaniem, nie powinny zostać wyprodukowane przez ten koncern.

Z tym większą niecierpliwością i niepokojem czekałem na kolejną część jednej z najlepszych gier przygodowych wszechczasów - "Secret of Monkey Island". Myślałem, że będzie to kolejny średniej jakości produkt, a tymczasem otrzymałem naprawdę świetną grę. Już od samego początku zdajemy sobie sprawę z faktu, że mamy do czynienia z bardzo dobrej jakości programem. Intro wprowadza nas w bajkowy świat małpiej wyspy i przygód "pirata" G. T. i jego odwiecznego wroga Le Chucka. "The Curse of Monkey Island" opowiada o losach wybranki serca bohatera - Elaine zamienionej przez znany nam czarny charakter w złoty posąg. Nasz bohater będzie musiał sporo się natrudzić aby odmienić swoja dziewczynę.

Niewątpliwą zaletą gry jest bardzo miła dla oka grafika (prezentowana oczywiście w wysokiej rozdzielczości). Plansze są plastyczne i wykonane bardzo starannie. Postacie nieco przypominają te z "Day of the Tentacle" i wyglądają tak jak tam - zabawnie. Również muzyka jest niewątpliwym plusem gry. Grafika i muzyka stanowią doskonałe tło akcji, gdyż oddają klimat zabawnych przygód bohatera święcie przekonanego o tym, że jest wielkim piratem.

Także od strony fabuły niczego nie można zarzucić twórcom. Wszystkie wątki układają się w ciekawą, przemyślaną akcję. Jak każda część tej serii również "The Curse ..." zawiera sporą dawkę, głównie abstrakcyjnego, humoru. Należy tu raczej szukać głupkowatych gagów , a nie inteligentnego dowcipu. Mnie osobiście to odpowiada, ale nie każdy to lubi. Kolejną zaletą jest niebywała wręcz logiczność zagadek. Rzadko się zdarza, aby człowiek po grze w przygodówkę mógł powiedzieć, że do jej przejścia wystarczyło logiczne myślenie, a nie metoda "klikać wszystkim na wszystko".

Zastanówmy się teraz nad wadami. Dziwną sprawą jest to, że gra ta korzysta z kart wyposażonych w akcelerator graficzny 3D. Grafiki trójwymiarowej jest w niej niewiele - tyle co w przerywnikach. Inną wadę stanowić może dla niektórych graczy specyficzne poczucie humoru autorów. Niestety, wadą której na pewno twórcy gry mogli uniknąć jest tak zwany przeze mnie "napędzacz akcji". Są to zagadki skonstruowane w taki sposób, że do ich rozwiązania potrzebna jest wykonane powtarzanie jakiejś czynności na innej osobie, na przykład zdobycie złotego zęba. Aby tego dokonać trzeba dać dziadkowi Jawbreakera, potem gumę do żucia, tę z kolei należy przedziurawić igłą. Potem musimy ząb jakoś wynieść tak, aby pechowy ex właściciel tego nie zauważył. Dopóki nie wymyślimy, jak to zrobić możemy dziadkowi przekuwać gumę do żucia, a on za każdym razem nabiera się jak głupek (każdy, kto grał, wie, o czym mówię). Moim zdaniem zagadki takiego typu można by lepiej rozwiązać.

No to teraz czas na podsumowanie. Ogólnie o grze mogę powiedzieć, że mimo wad jest wręcz świetna. Bardzo przyjemnie mi się w nią grało. Jeśli nawet nie mogłem przejść jakiejś sekwencji, nie zniechęcało mnie to, ale wymagało większego wytężenia szarych komórek. Zatem z czystym sumieniem mogę każdemu wielbicielowi przygodówek polecić The Curse of Monkey Island. Naprawdę warto zagrać.


Zobacz również