To niewiarygodne, jak pracują jeszcze urzędnicy. Po co im dostęp do e-maila?

Jeden z Zarządów Dróg Wojewódzkich prowadzi zaskakującą politykę w zakresie korespondencji mailowej: odpowiada ma maile za pomocą zwykłych listów.

Jeden z dziennikarzy "Gazety" opisał interesujący przykład urzędniczej biurokracji, za którą wszyscy musimy płacić.

Przygotowując materiał o nieukończonej drodze do lotniska w Świdniku zadzwonił z pytaniami do Zarządu Dróg Wojewódzkich, który poprosił jednak o przesłanie pytań e-mailem. Dziennikarz tak też uczynił. Nie otrzymawszy odpowiedzi na drugi dzień, ponownie wysłał e-maila. Następnie przyszedł weekend, po zakończeniu którego zadzwonił do Zarządu dowiadując się, że odpowiedź jest już gotowa i czeka tylko na podpis dyrektora.

Dwa dni później dziennikarz nie doczekawszy się odpowiedzi postanowił opublikować szykowany przez siebie artykuł. Jakież jednak było jego zdziwienie, gdy dwa dni później do redakcji przyszedł wysłany zwykłą pocztą...list z Zarządu Dróg Wojewódzkich zaczynający się od słów "...w odpowiedzi na maila z ubiegłego tygodnia".

No cóż, ręce opadają. Rozumiem, że problemem może być wysyłanie za pośrednictwem poczty elektronicznej tak ważnych dokumentów, jak np. decyzje administracyjne. Tutaj chodziło jednak tylko o odpowiedź dla prasy na kilka pytań. Nie dość więc, że ZDW się ośmieszył, to pokazał, że wyrzuca pieniądze podatników w błoto. Oczywiście koszt przesłania listu jest niewielki, lecz jeżeli weźmiemy pod uwagę cały rok, może okazać się już całkiem znaczący.

Ciekawe, czy jest to tylko wyjątek, czy też normalna praktyka wielu urządów. Macie jakieś podobne doświadczenia w tym zakresie?

Źródło: lublin.gazeta.pl


Zobacz również