Tomb Raider IV: The Lat Revelation

Jeszcze nigdy w Polsce premiery gry nie poprzedzała, tak wielka kampania promocyjna. Kolejna część przygód seksownej Lary Croft była reklamowana w Europie przez modelkę upodobnioną do bohaterki gry. Ale nie modelka jest tu tematem naszego zainteresowania. W końcu nie ma ona wpływu na jakość kolejnego Tomb Raidera...

Jeszcze nigdy w Polsce premiery gry nie poprzedzała, tak wielka kampania promocyjna. Kolejna część przygód seksownej Lary Croft była reklamowana w Europie przez modelkę upodobnioną do bohaterki gry. Ale nie modelka jest tu tematem naszego zainteresowania. W końcu nie ma ona wpływu na jakość kolejnego Tomb Raidera...

Historia „Ostatniej Rewelacji” rozpoczyna się w 1984 roku, kiedy to Lara, u boku niejakiego Wernera von Croya, zaczyna swoją wielką przygodę z archeologią. Epizod ten jest jednocześnie wstępem gry oraz trybem treningowym. Tak, tak trening i tym razem nie ominie nikogo, nawet najlepszych graczy. Zapewniam jednak, że wszystkim wyjdzie to na dobre, gdyż przyswojenie sobie niektórych nowych umiejętności może przysporzyć trudności (chodzi tu przede wszystkim o wyjątkowo irytujący skok na linę „a la Tarzan”). Von Croy jest wielkim autorytetem dla Lary, która już jako nastoletnia dziewczynka (swoją drogą już dobrze rozwinięta dziewczynka:) bardzo go ceniła. Lekkomyślność von Croya spowodowała, że został on żywcem pogrzebany w świątyni. Nasza bohaterka zdołała ujść z życiem. Po latach Werner zjawia się ponownie, tym razem jako przeciwnik pani archeolog... Tak najogólniej rzecz biorąc wygląda fabuła. Jest ona ciekawsza od dotychczasowych, choć naturalnie infiltrowanie egipskich grobowców jest jedynie tłem dla konfrontacji: Lara Croft vs. Werner von Croy.

W porównaniu do TR2 lub TR3 gra zmieniła nieco swoją formę. Wprawdzie dalej musimy biegać, skakać, przełączać tysiące przycisków oraz dźwigni, ale tak naprawdę uwagę zwraca walka. Tym razem przeciwników jest więcej, a skorpiony, komandosi, szkielety, templariusze, mumie to tylko niektóre z nich. Są też znacznie bardziej niebezpieczni i trudniejsi do pokonania. Przykładowo mumii nie da się zabić ze zwykłej broni palnej. Jedyne co możemy zrobić to chwilowo ją unieruchomić. Podobnie jest z kościotrupami. Strzelanie do nich z pistoletów, lub broni maszynowej nie wiele daje. Jedynym skutecznym sposobem ich unicestwienia jest zrzucenie z wysokości przy pomocy dwururki albo rozczłonkowanie granatem. Pamiętając ogromną radość z jazdy skuterem śnieżnym w poprzedniej części, autorzy dali nam do dyspozycji dwa pojazdy: wyposażony w kosz motor i samochód terenowy. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że poziomy przez które przyjdzie nam się przedzierać są znacznie krótsze od tych z TR2 lub TR3.

Gra ma, w pewnym sensie, charakter nieliniowy. Często musimy wracać do poprzednich lokacji i otwierać jakieś drzwi albo uruchamiać mechanizm przy pomocy znalezionego klucza klucza. Autorzy zadbali zatem o to abyśmy nie nudzili ani przez chwilę. Grze towarzyszy atmosfera eksploracji tego co nieznane i niezbadane, tajemnicze. Jest dużo, bardzo dużo zagadek, nie zbyt trudnych ale i nieprostych, dużo walki, czasami męczącej i trudnej walki. Biorąc to pod uwagę stwierdzam, iż pod względem rozgrywki jest to najbardziej udana część przygód Lary Croft (nie wyłączając nawet pierwszej części).

Wśród wszystkich tych „achów” i „ochów” pojawia się jednak poważny mankament. Chodzi mi o monotonność. Jest to z resztą problemem wielu gier, których twórcy decydują się na kontynuację. Jestem pewien, że w tym miejscu wielu graczy oburzy się jak można wypisywać takie herezje w stosunku do boskiej Lary, ale ja obstaje przy swoim. No bo ile można przełączać przyciski, skakać z półki na półkę i wyczyniać tym podobne rzeczy? To wszystko już było i niejednemu graczowi się przejadło.

Wiele osób zarzuca TR słabą grafikę. Engine, jaki wykorzystano do stworzenia gry nie jest może najmłodszy, ale po drodze był wielokrotnie modyfikowany i ulepszany. Ma on jedną zasadniczą zaletę – działa płynnie nawet na P133 z Voodoo 1. Twórcy dołożyli starań, ażeby zaokrąglić Larę tam gdzie trzeba, niestety nie zrobili tego z resztą postaci (wystarczy przyjrzeć się osobie von Croya). Kanciasta głowa, bryłowaty korpus i kończyny – tak można scharakteryzować większość z nich. Skoro twórcy tak dopieścili Larę, mogli się jeszcze wysilić i resztę bohaterów zrobić przynajmniej w połowie tak dobrze jak ją. Ogólnie rzecz biorąc grafika w The Last Revelation nie jest zła, ale nie jest też rewelacyjna. Gdyby programiści z Core Design wysilili się nieco bardziej...

Cóż mogę powiedzieć na koniec....chyba to, że trudno mi jest obiektywnie ocenić tą grę. Sentyment sprawia, że dla mnie oraz dla wszystkich fanów serii jest to produkt niezwykle atrakcyjny. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że dla pozostałych gra może okazać się nieco nudna i monotonna. Dla nich zdecydowanie atrakcyjniejszą pozycją będą przygody „wójka” Lary, czyli Indiany Jones’a w grze Indiana Jones and The Infernal Machine. A czwartej części przygód Lary stawiam ocenę dobrą, dobrą z plusem...


Zobacz również