Tomb Raider: The Angel of Darkness

Pani archeolog wróciła, ale nie jest już sobą. I nie wychodzi jej to na dobre.

Pani archeolog wróciła, ale nie jest już sobą. I nie wychodzi jej to na dobre.

Nie będziemy się rozwodzić nad przeszłością panny Croft. Wspomnijmy tylko, że Lara znana jako męski odpowiednik Indiany Jonesa była bohaterką gier przygodowych. Gier, w których zwiedzała jaskinie, świątynie, odkrywała sekrety i zapomniane artefakty. Niestety, w Tomb Raider: The Angel of Darkness wszystko to ląduje na dalekim planie. Gra nie spełnia oczekiwań - to nie ulega wątpliwości. Pytanie tylko, jak bardzo?

Ciemna Strona

Lara zostaje posądzona o morderstwo swojego przyjaciela i mentora, profesora Von Croya. Ścigana przez prawo, postanawia rozwiązać zagadkę. Scenariusz podano z filmowym zacięciem. Mnóstwo przerywników na silniku gry, dialogów, rewelacji, które popychają akcję dalej. Na to spokojnie możesz liczyć w grze. "Filmowość" poszła jednak za daleko. Kamera nie znajduje się za plecami bohaterki, ale podwieszona jest w różnych miejscach. Przez co, na przykład wciskając klawisz "przód" nie zawsze będziesz szedł do przodu. Innymi słowy - przód jest zawsze w tę stronę, w którą skierowana jest Lara, a więc gdy stoi nieco pod kątem, będziesz musiał wyczuć kierunek marszu. Dodajmy do tego, że nowe umiejętności bohaterki, jak na przykład zabijanie z ukrycia, upodabniają grę do popularnych "skradanek", mocna broń i autocelowanie - do strzelaniny TPP, zaś kilka technik walki do mordobicia.

Tomb Raider
Co z tego wynika? Zapomnij o opuszczonych świątyniach. Czekają na ciebie kanały, dachy miast i stare laboratoria. Zapomnij o skokach bohaterki i strzałach z powietrza. Będzie za to wypruwanie serii z karabinu i zakradanie się, co spowalnia rozgrywkę. Czasem zresztą gra sama zwalnia, mimo że na ekranie nic się nie dzieje. Natomiast nieźle, trzeba przyznać, zaprojektowano poziomy, tekstury są szczegółowe, a lalkowaty, seksowny model Lary, jak nigdy dotąd (ale cóż - taki urok gry) nadweręża moc procesora.

Smutek i nostalgia

Przez większość czasu będziesz toczyć walkę ze sterowaniem. Irytujący jest brak SI w grze. Przeciwnicy zachowują się jak zombiaki. I te koszmarne jęki Lary! Stękanie przy przesuwaniu skrzynek mogłoby posłużyć jako podkład do filmu XXX. Na szczęście muzyka, nagrana przez Londyńską Orkiestrę Symfoniczną, to doprawdy kawałek dobrego tonu. Tomb Raider: The Angel of Darkness rozczarowuje. To już nie ta gra, co niegdyś. Teraz jest bliższa współczesnym tytułom akcji, niż przygodowym klimatom. Z potwornym sterowaniem i mrocznym klimatem rodem z thrillerów nie pasuje do wizerunku Lary. Bohaterka jest wściekła, klnie, irytuje się i zabija bez litości. Na pochwałę zasługuje jedynie eleganckie wydanie polskiej wersji gry.

Ciężka Lara

Czyżby postać pani archeolog przytłoczyła twórców gry? Czyżby nie dźwignęli klimatu, który sami stworzyli? Czyżby zaprzedali się trendom na "skradanki" i "strzelanki" oraz mroczniaste klimaty, nie mając dobrego pomysłu? Jeśli nie jesteś maniakiem Lary, prawdopodobnie rzucisz tę grę po kilku pierwszych misjach. Może lepiej, niech Eidos już sobie odpocznie od tej postaci.

Miłosz Brzeziński


Zobacz również