ToonCar

Ostatnio producenci nie rozpieszczali nas grami przeznaczonymi dla dzieci. Albo były to produkty dla zupełnych maluchów, albo tak potworna rzeź, że strach do nich dopuścić nawet 17-latka, z obawy aby następnego dnia po takiej zabawie nie wrócił z odrąbaną głową nauczycielki w tornistrze. Toon Car to zabawne i typowo zręcznościowe wyścigi samochodzików, które przełamują złą passę i wnoszą powiew świeżości w gatunek w którym od dość dawna nic ciekawego się nie działo.

Ostatnio producenci nie rozpieszczali nas grami przeznaczonymi dla dzieci. Albo były to produkty dla zupełnych maluchów, albo tak potworna rzeź, że strach do nich dopuścić nawet 17-latka, z obawy aby następnego dnia po takiej zabawie nie wrócił z odrąbaną głową nauczycielki w tornistrze. Toon Car to zabawne i typowo zręcznościowe wyścigi samochodzików, które przełamują złą passę i wnoszą powiew świeżości w gatunek w którym od dość dawna nic ciekawego się nie działo.

Nie ma wątpliwości, że sama formuła wyścigów przyciągnie raczej młodszych graczy. Mają bowiem one tyle wspólnego z rzeczywistością co kreskówka z Cartoon Network z filmem Almodovara (czyli chyba niewiele?). Postaci biorące udział w wyścigu i ich samochody narysowane są śmiesznie, a wręcz karykaturalnie (mnie to raczej tytułowych kreskówek nie przypomina, chyba, że Toy Story). Trasy po których przychodzi nam się ściagać są takie mocno bajkowo-cukierkowe, a całość wyścigów prowadzi uroczy komentator – pan Gaduła.

W grze mamy 9 tras wyścigowych, ale nie od razu możemy ze wszystkich korzystać – zaczynamy od dwóch, a dostęp do następnych będziemy zdobywać w miarę naszych kolejnych zwycięstw. Wcielić się możemy w jedną z czternastu przekomicznych postaci (poczynając od kowboja, przez Eskimosa, zawodnika sumo, torreadora, aż na szefie mafii sycylijskiej kończąc). Potem pozostaje już tylko zasiąść za kółkiem jednego z dziesięciu „markowych” modeli samochodów. Możemy najpierw poćwiczyć jazdę, potem wziąć udział w pojedynczych zawodach, zdać egzamin na jedną z trzech rajdowych licencji, by wreszcie bo zdobyciu odpowiedniego doświadczenia przystąpić do mistrzostw, których są trzy rodzaje (zwykłe na punkty, eliminacja ostatniego zawodnika i na czas).

Gra byłaby zapewne zupełnie sztampowa, gdyby nie to, że jadąc mamy możliwość zbierania różnego rodzaju power-upów i broni. Może to być zarówno samonaprowadzająca się rakieta (zapewne typu Tomahawk), mina przeciwpancerna, chmura burzowa, czy po prostu zwyczajnydopalacz zwiększający chwilowo moc naszego silnika albo pole siłowe chroniące nas przed atakami innych. Oczywiście ani nam, ani naszym przeciwnikom nie dzieje się krzywda, użycie broni chwilowo tylko powstrzymuje ich zapędy do zdobycia pierwszego miejsca. Trafiony samochodzik komicznie obraca się wokół własnej osi i w jednej chwili z lidera wyścigów możemy stać się zawodnikiem na szarym końcu. W każdym razie nigdy w tym wyścigu nic nie jest z góry przesądzone.

Przejdźmy teraz do szczegółów technicznych. Gra ma, jak na dzisiejsze czasy, niewielkie wymagania sprzętowe, co w tym przypadku wcale nie znaczy, że jest przestarzała. Wręcz przeciwnie – wykorzystuje sprzętową akcelerację grafiki 3D i na sprzęcie troszkę lepszym od tego minimalnego wygląda po prostu bajecznie. Jak już wspomniałem, ani wygląd, ani sterowanie zupełnie nie symuluje rzeczywistości, ale wcale nawet nie zamierza. Gra ma być po prostu wesołymi, zręcznościowymi wyścigami.

Czy to się udało? Tak, to po prostu bardzo fajna i sympatyczna zabawa. Ani nic zbytnio oryginalnego, ani specjalnie wybitnego, ale wcale nie jest tak łatwo znaleźć podobnie udany produkt w tej kategorii. Biorąc jeszcze pod uwagę, że otrzymujemy ją w zawrotnej cenie niecałych 20 złotych i to w całości po polsku. Moim zdaniem gra przeznaczona jest głównie dla dzieci, ale jeśli namówią dorosłych do wzięcia udziału w tych zwariowanych wyścigach to zapewne i oni nie będą się nudzić. Miłej zabawy!


Zobacz również