Total Annihilation: Kingdoms

Oglądam sobie wspaniałe intro. Przyjemny głos opowiada mi historię, w której za chwilę będę uczestniczył. Tak zaczyna się kontynuacja Total Annihilation.

Oglądam sobie wspaniałe intro. Przyjemny głos opowiada mi historię, w której za chwilę będę uczestniczył. Tak zaczyna się kontynuacja Total Annihilation.

Niestety pierwszym skojarzeniem, które pojawiło się u mnie po zetknięciu z Kingdoms było podobieństwo do Star Wars Episode One: The Phantom Menace. W obu tych produkcjach, po genialnie pomyślanym i dobrze zrealizowanym wstępie, wpadamy w dość monotonny i sterylny świat.

Tych, którzy nigdy nie słyszeli o Total Annihilation uświadamiam, że gra należy do popularnej rodziny strategii czasu rzeczywistego i została wydana półtorej roku temu przez firmę Cavedog. Przypomnę, że nowością, która spowodowała, że gracze sięgnęli po tego kolejnego RTS’a był świetny engine graficzny i trójwymiarowe scenerie. TA: Kingdoms przejęła te cechy od swej poprzedniczki, ale zmienił się świat, który będzie naszą areną walki. Środowisko hi-tech, roboty i nowoczesne pojazdy zostały wyparte przez świat magii, smoków i goblinów.

W TA: Kingdoms występuje ponad 70 jednostek, a ich wygląd oraz animacje zrealizowane zostały bardzo starannie. Zapomniano jednak o kilku równie ważnych szczegółach. Nasi żołnierze często zachowują się jak roboty, przechodząc tuż obok wroga z zupełną beztroską. Łucznicy mogą stać w szeregu i spokojnie czekać na śmierć z rąk przeciwnika, a spośród setki ginących mężczyzn, zaledwie jeden czy dwóch wyda z siebie jakikolwiek odgłos.

Słabo dopracowany jest sposób sterowania jednostkami. Pomimo że do dyspozycji mamy wiele różnych komend, często trudno jest się połapać w ich wydawaniu. Zabrakło tu polecenia "attack-move" obecnego w TA, dzięki któremu twoje jednostki atakowały napotkanych na trasie przemarszu wrogów. Bez niego trzeba przemieszczać jednostki za pomocą polecenia „patrol”, co sprawdza się całkiem nieźle, dopóki nie zaczną one wracać ze świeżo zdobytej pozycji do punktu rozpoczęcia patrolu.

Z powodu nienajlepiej działającego systemu kontroli nad jednostkami, nie można prowadzić zbyt zawiłej taktyki. Misje najczęściej są do tego przystosowane, i jeśli nie są nudne, to albo śmiesznie łatwe, albo irytująco trudne. Jedna z misji polega na przeprowadzeniu jednostki specjalnej na drugą stronę mapy. Cała strategia sprowadza się do kliknięcia na miejscu docelowym, do którego obiekt przedostanie się bez przeszkód. Innym razem trzeba uratować grupę więźniów z samego środka obozu przeciwnika (jednak gdy tylko zbliżysz się bazy wroga, zakładnicy zostają zabici).

Przy pomocy serwisu internetowego firmy Cavedog, bez problemu można pobawić się w trybie multiplayer. W trakcie rozgrywki, pojawiają się co prawda zwolnienia i przeskoki, ale nie są one na tyle duże, by zepsuć zabawę. Armie pomimo, porównywalnej siły ognia, znacznie się od siebie różnią, więc nie bez znaczenia jest, którą z nich wybierzesz.

W Total Annihilation: Kingdoms jest dużo ładnej scenerii, wspaniałe efekty dźwiękowe i rewelacyjna muzyka, ale brakuje dobrego systemu sterowania jednostkami i wyraźne widać niedociągnięcia w ich inteligencji, a bez tego nawet najładniejsza strategia traci dużo ze swego uroku.


Zobacz również