Total Immersion Racing

O czym myślą komputerowi kierowcy? Mijasz bolid rywala i bezkarnie śmiejesz się mu w twarz. Nagle kierowca odwraca się i pokazuje ci język. Potem niespodziewanie wciska gaz i zostawia cię w kłębach dymu.

O czym myślą komputerowi kierowcy? Mijasz bolid rywala i bezkarnie śmiejesz się mu w twarz. Nagle kierowca odwraca się i pokazuje ci język. Potem niespodziewanie wciska gaz i zostawia cię w kłębach dymu.

Od startu wduszasz gaz do dechy i już na pierwszej prostej mijasz kumpla z zespołu oraz Japończyka. Odwracasz się i machasz Azjacie: bye, bye. Rywal odwzajemnia twój gest. Sekundę później rozumiesz dlaczego. Zapominasz skręcić, lądujesz w piachu. Po minucie znów wyprzedzasz rywali. Tym razem bez miłych gestów i oglądania się za siebie. Czołówkę dopadasz na ostrym wirażu. Zahamować nie dasz rady, więc walisz prosto na nich. Dorwałeś jednego! Staranowane BMW uderza w betonowy murek, a ty wykorzystujesz siłę zderzenia do utrzymania się na torze. Przed tobą ostatni rywal! Jego auto jest szybsze, ale kierowca zbyt pewny siebie. Na prostej drodze zaczyna kluczyć, łapie trawę i wypada na pobocze. Tego się po komputerowym rywalu nie spodziewałeś! Liderem nie jesteś długo, bo wchodzisz w zakręt z ponad setką na liczniku. Uderzasz czołowo w betonowy murek. Odruchowo spoglądasz na maskę - ale jak zwykle, nie ma na niej najmniejszej rysy. Gdy zachwycasz się pancerną konstrukcją auta, wszyscy cię wyprzedzają. Znów musisz gonić Japończyka. Na szczęście do mety jeszcze kilka okrążeń...

Cyfrowi nieudacznicy

Gdy pędzisz prostą drogą, masz czas spojrzeć za siebie i poszydzić z konkurentów. Obyś tylko nie weselił się zbyt długo. Wiadomo, nie śmiej się dziadku...

Gdy pędzisz prostą drogą, masz czas spojrzeć za siebie i poszydzić z konkurentów. Obyś tylko nie weselił się zbyt długo. Wiadomo, nie śmiej się dziadku...

W większości gier wyścigowych przeciwnicy niczym cyborgi pędzą po torze według ściśle wyznaczonej, optymalnej linii. Tymczasem w Total Immersion Racing rywalizujesz z inteligentnymi kierowcami o unikatowych osobowościach. Rywalom zdarza się popełniać błędy. Gubi ich pewność siebie, zażartość i wściekłość. Te cechy zmieniają się w zależności od twojego zachowania na torze. Na przykład zderzając się, wpływasz na emocje rywala.

Wymienione współczynniki to także tajemnica rzekomej komputerowej SI. Kierowca, którego na zakrętach notorycznie spychałeś na trawę, zirytował się i przy kolejnym podejściu uprzedza twój atak, taranując ci wóz przed wirażem. Zapowiedzi o przeciwnikach dorównujących inteligencją prawdziwym kierowcom są, rzecz jasna, grubo przesadzone, ale sam pomysł ożywienia komputerowych rywali zasługuje na uznanie.

Prawdziwą nowinką jest także tryb mistrzostw. Na torze ścigają się jednocześnie zawodnicy z trzech klas. Nie przeszkadzają sobie jednak wzajemnie, bo różnica szybkości aut jest znaczna. Rywalizację rozpoczynasz w najsłabszej klasie, przyjmując ofertę jednego z dwóch kiepskich zespołów. Jeśli jesteś dobry, zgłaszają się do ciebie szefowie konkurencji, także ci z wyższych lig. Czasem gotowi są przyjąć cię od ręki, ale zwykle przekonujesz ich, dopiero zdając próbę czasową. Kierownicy zespołów komentują twoje postępy i udzielają rad. Szkoda, że ich teksty stale się powtarzają się i sprowadzają do hasła: chwała wygranym, pogarda dla pokonanych.

Kołem go, kołem!

Total Immersion Racing
Total Immersion Racing ma kilka ciekawych pomysłów, ale również sporo błędów i niedociągnięć. Irytuje to, że auta nawet z mrożących krew w żyłach kraks wychodzą bez szwanku. To wymusza specyficzną, rozbójniczą taktykę jazdy. Na torze trwa ostra walka na wymierzone spojlerem prawe sierpowe i zaskakujące ciosy oponą.

Starcie daje się obejrzeć w powtórce, ale to zadanie dla wytrwałych. Brak bowiem opcji zmiany kamery, pauzy czy przewijania czasu. Kto chce oglądać ciągnący się przez wiele minut film tylko po to, żeby przeanalizować wspaniały manewr na ostatnim wirażu?

Źle wyważono poziomy trudności, które opierają się wyłącznie na różnicy szybkości aut. Na legend nawet przy optymalnej jeździe zapomnij o wyrównanej rywalizacji.

Z kolei w trybie amateur twórcy odebrali ci dostęp do warsztatu, w którym różne ustawienia pozwalają dostosować samochód do twego stylu jazdy. Wśród innych grzeszków trzeba wymienić brak hamulca ręcznego, statyczne tła i wysokie wymagania sprzętowe.

Total Immersion Racing to gra nierówna, ale daje się w nią pograć. Najważniejsze, że auta na torze zachowują się realistycznie i sama jazda jest przyjemna. Tylko najsłabsze modele samochodów z klasy GT są toporne w prowadzeniu, przez co przypominają raczej rozklekotane polonezy niż samochody wyścigowe.

Pomysł to nie wszystko

Operacja się udała, ale pacjent nie wygląda najlepiej! W miejsce bezdusznych kierowców wszczepiono ułomnych rywali, którzy nerwowo wciskają hamulec i ze złości obgryzają paznokcie. Tego nie ma w innych grach wyścigowych! Są tam jednak rzeczy, o których twórcom Total Immersion Racing nawet się nie śniło. Choćby klimat F1 2002 czy dynamika rozgrywki i zaciekła rywalizacja w Collin McRae.

Osobiście żałuję, że autorzy nie rozwinęli pomysłu z podziałem na teamy. Co z tego, że jeździ w nich po kilku kierowców, skoro zupełnie ze sobą nie współpracują. Każdy zbiera punkty tylko dla siebie. Punktacja drużynowa zwiększyłaby emocje.

Piotr Nowakowski


Zobacz również