Transformacja Mastodonta

Wyobraź sobie, że jesteś mechanikiem samolotowym. Całe życie czekasz na samoloty, żeby przetoczyć je do hangaru i tam naprawić. Jednak pewnego dnia ktoś przychodzi i mówi, że od dziś będziesz naprawiał samoloty... w powietrzu. Tego typu zmianę mają przejść pracownicy Microsoftu. Następca Billa Gatesa na stanowisku głównego grchitekta oprogramowania, Roy Ozzie, przystosowuje Giganta z Redmond do działania w erze post-desktopowej.

Analogia do napowietrznych mechaników, jaką sformułował na łamach październikowego "Wired" Fred Vogelstein, dobrze oddaje zadanie stojące przed Ozziem. Dotychczas "mechanicy z Redmond" przetaczali samoloty Windows i Office do hangaru, gdzie spokojnie dodawali im nowe narzędzia, naprawiali i unowocześniali. Teraz mają naprawiać oprogramowanie, które będzie wykorzystywane online. "Usługa procesora tekstowego online po uruchomieniu, nie może być nigdy wyłączona. Wszelkie poprawki, uzupełnienia, zmiany muszą być więc dokonywane w czasie jej normalnej pracy. To zdecydowanie zmienia nasze dotychczasowe wyobrażenie o tym co jest, a co nie jest możliwe" - mówi jeden z pracowników Microsoftu.

Nowy Wódz

Zacznijmy jednak od początku. W czerwcu br. Bill Gates ustąpił z funkcji CSA (Chief Software Architect - główny architekt oprogramowania). Pozostanie jeszcze przez dwa lata szefem rady nadzorczej, ale stopniowo będzie ograniczał działalność w firmie na rzecz zaangażowania w swoje przedsięwzięcia charytatywne. Na następcę na stanowisku namaścił Raya Ozziego, żywą legendę amerykańskiego i światowego przemysłu informatycznego. To "wynalazca" niezwykle popularnej aplikacji Lotus Notes, później zaś założyciel i szef Groove Networks, która stworzyła program do współpracy grupowej. W 2005 r. firmę tę wraz z Ozziem przejął Microsoft, a samego Ozziego mianowano jednym z trzech CTO Microsoftu.

Ray Ozzie stanowi, wedle Wired, przeciwieństwo Gatesa. Kurtuazyjny, uprzejmy i łagodny, przystępny - kojarzy się raczej z typem ulubionego profesora na uczelni. Dość niespodziewana jest więc jego kariera w firmie - w warunkach wyjątkowo drapieżnej i konkurencyjnej korporacyjnej kultury organizacyjnej w Microsoft. Ta kariera i obecne wyniesienie na piedestał, zdają się wprawiać Ozzziego w zakłopotanie. Uważa on bowiem, że hierarchiczny, królewski styl zarządzania nie sprawdza się: przyczynia się do utraty łączności z pracownikami, utrudnia prowadzenie firmy i pracę.

Za karierą stoją, według Wired, Gates i Ballmer, którzy zapraszali Ozziego do Microsoftu już od wielu lat. Teraz ma on unieść na swoich barkach ciężar wielkich nadziei obu panów, jakie pokładają w przemianie Microsoftu z firmy sprzedającej oprogramowanie w pudełkach, w sprzedawcę superszybkich i potężnych aplikacji online.

Zapobiegliwy Microsoft

Microsoft wytracił impet. Firma nadal robi grube miliardy na oprogramowaniu dla desktopów, jest ciągle finansowo zdrowa jak rydz - tylko Windows i Office przynoszą 1,5 mld dolarów miesięcznie, a zapasy sięgają 35 mld dolarów. Ale inicjatywę na rynku przejęły smartfony, iPody, kamery cyfrowe. Duże pieniądze zaczynają przynosić nowe modele biznesowe, jak reklama w wyszukiwarkach internetowych czy prenumerata oprogramowania.

Szefowie firmy są dostatecznie inteligentni, aby się martwić. Chcą zaryzykować i zmienić przynoszący ogromne zyski model sprzedaży oprogramowania, pożeglować w stronę wielkiej niewiadomej. Microsoft nie uważa co prawda, że jego klienci przestaną korzystać z PC-tów z twardym dyskiem, ale równie pewien jest tego, że era desktopów przemija.

Ozzie dał temu wyraz w sposób brutalny w przemówieniu do analityków na Wall Street. Stwierdził, że aby nie zostać zmarginalizowanym, Microsoft musi skoncentrować się na koncepcji "oprogramowania, które jest usługą". To wymaga szybszego przenoszenia nowych pomysłów z laboratoriów na rynek, przemyślenia sposobu budowy i sprzedaży oprogramowania, wreszcie wydania milionów albo i miliardów dolarów na farmy serwerów, zdolne udźwignąć tę zmianę. Firmie, która stworzyła najbardziej chyba skomplikowane oprogramowanie, Ozzie rzuca: "Nadmierna złożoność zabija. Uprzykrza życie developerom, utrudnia planowanie, budowę i testowanie, oraz zapewnienie bezpieczeństwa oprogramowaniu, wywołuje frustrację użytkowników i administratorów." Dlatego, "będzie prowadzić do poszukiwania i wprowadzania sposobów na uproszczenie." Zamiast latami pracować nad gigantycznymi, zintegrowanymi pakietami oprogramowania, Microsoft będzie raczej działać jak Google czy inne firmy ery internetowej. Będzie projektował i wypuszczał na rynek oprogramowanie szybko, w małych, łatwych do wymiany fragmentach, szybko wprowadzając sugerowane przez użytkownika zmiany. Cel jest radykalny i ryzykowny: adaptacja wielu różnych, nowych modeli przychodów, aby uczynić firmę bardziej konkurencyjną. Ale i zarazem prosta wizja: umożliwienie użytkownikom dostępu do ich danych i aplikacji z każdego miejsca i urządzenia.

Artykuł "Rebuilding Microsoft" Freda Vogelsteina zamieszcza październikowe wydanie magazynu Wired.


Zobacz również