Twardzi na zewnątrz

Gdy ilość wolnego miejsca na dysku niebezpiecznie się zmniejsza, w ruch idą wszelkie nośniki archiwizacyjne - dyskietki, Zipy, karty pamięci, płyty CD-R/RW czy DVD-RAM. Ale w czasach cyfrowego audio i wideo nawet najbardziej pojemne media wymienne nie wystarczają do szybkiego zarchiwizowania ogromnych ilości danych.

Gdy ilość wolnego miejsca na dysku niebezpiecznie się zmniejsza, w ruch idą wszelkie nośniki archiwizacyjne - dyskietki, Zipy, karty pamięci, płyty CD-R/RW czy DVD-RAM. Ale w czasach cyfrowego audio i wideo nawet najbardziej pojemne media wymienne nie wystarczają do szybkiego zarchiwizowania ogromnych ilości danych.

Jedynym wyjściem wydaje się wymiana dotychczasowego twardziela na większy albo po prostu dokupienie drugiego napędu. To zaś oznacza żmudne otwieranie peceta, montaż dysku, ustawienie jego zworek i czasem konfigurowanie BIOS-u.

Jest jednak szybsze i wygodniejsze rozwiązanie tego problemu - zewnętrzne twarde dyski. Podłączysz je do komputera w kilkanaście sekund przez port USB lub FireWire, zyskasz dodatkowe kilkadziesiąt GB miejsca, a co istotne - będziesz mógł je w każdej chwili zabrać ze sobą. Niestety, ta przyjemność kosztuje nie tylko dużo pieniędzy, ale w niektórych przypadkach również sporo czasu.

Sprawdziliśmy, jak sprawują się dwa dyski zewnętrzne firm Maxtor i Seagate. Maxtor proponuje model Personal Storage 3000DV, zawierający dysk o pojemności 60 GB i prędkości 7200 obr./min, komunikujący się z pecetem przez szybki interfejs FireWire (IEEE 1394).

Seagate w modelu DiskStor zastosował napęd z serii U5 o pojemności 40 GB i prędkości 5400 obr./min - mniejszy i wolniejszy niż Maxtor, a na dodatek podłączany do popularnego, ale powolnego portu USB.

Oba urządzenia instaluje się łatwo i szybko. Wystarczy podłączyć zasilacz sieciowy i kabel interfejsu (wszystko dołączone do napędów), a następnie uruchomić pecet. Napęd Seagate wymaga jeszcze instalacji sterownika; Maxtor od razu jest gotowy do użycia.

W ramach testu kopiowaliśmy Eksploratorem Windows folder 650 MB danych (ten sam, którego używamy do testów zapisu CD-R) z peceta na dysk zewnętrzny i odwrotnie oraz odtwarzaliśmy plik wideo MPEG2. W przypadku Maxtora wyniki były doskonałe. Operacja zajmowała około minuty w obie strony (co ciekawe, minimalnie dłużej trwał zapis; dla porównania: najszybsze nagrywarki 24x potrzebują około 4 minut na wypalenie płyty z testowymi danymi), a odczyt pliku wideo był niezakłócony. Natomiast na wynikach testu napędu Seagate'a bardzo negatywnie odbiło się użycie powolnego USB, zupełnie nienadającego się do wymiany danych z tak szybkimi i pojemnymi urządzeniami jak twarde dyski. Czas zapisu folderu wynosi prawie 21 minut, a odczyt niecałe 18 minut. To nie do przyjęcia, jeśli urządzenie ma być poręcznym archiwizatorem dużych ilości danych. Plik wideo często się zacinał, więc o odtwarzaniu nagrań wysokiej jakości można zapomnieć (typowe AVI czy MPG nie sprawiają kłopotu).

Firma Seagate na pytanie o powód zastosowania starej wersji USB w momencie, gdy konkurenci mają w ofercie nie tylko napędy FireWire, ale i USB 2.0 (jak Maxtor, który proponuje model 3000LE 40 GB 5400 obr./min; nowy port jest 40-krotnie szybszy od dzisiejszego 1.1 i trochę szybszy od FireWire) w dość mglisty sposób tłumaczy się "bardzo dużym rozpowszechnieniem interfejsu USB". To ciekawe, bo urządzenia USB 2.0 bez problemów pracują w standardzie 1.1.

Seagate DiskStor 40 GB kosztuje ok. 1600 zł, zaś Maxtor 3000DV - ok. 1500 zł (plus ewentualnie koszt karty - 300-400 zł). To dwa do trzech razy więcej niż ich zwykłe odpowiedniki. Nabywców Seagate'a może pocieszy dołączone oprogramowanie ACDSee oraz DataKeeper, natomiast Maxtor oferuje jedynie sterowniki do MacOS.


Zobacz również