Twórcy wirusów "lecą na kasę"

Wydaje się, że zagrożenie wirusami i robakami internetowymi w ciągu ostatniego roku obniżyło się - nie byliśmy przecież świadkami spektakularnych epidemii na miarę "MyDooma" czy "I Love You" z poprzednich lat. Nic bardziej mylnego - zdaniem ekspertów ds. bezpieczeństwa, w dzisiejszych czasach rozgłos to ostatnia rzecz, jakiej pożądają autorzy złośliwych programów. Rozgłos przeszkadza w zarabianiu pieniędzy na cybeprzestępczości...

W ciągu ostatnich 11 miesięcy oddźwięk w mediach wywołały jedynie masowe infekcje komputerów robakami Mytob i Zotob, a stało się to tylko w skutek zaatakowania przez nie systemów informatycznych wielkich koncernów medialnych, takich jak CNN, ABCNews i Financial Times. Z danych przedstawionych przez antywirusową firmę Symantec wynika, że w 2004 r. odnotowała ona 35 przypadków naruszenia internetowego bezpieczeństwa, które sklasyfikowała jako incydenty trzeciej i czwartej kategorii, podczas gdy w roku bieżącym - zaledwie pięć. A przypomnijmy, że im wyższa kategoria, tym większej liczby użytkowników dotykają konsekwencje incydentu.

Co się zatem zmieniło? Niegdyś cyberprzestępcy "wpuszczali" do Internetu wirusy i robaki swojego autorstwa, aby zyskać rozgłos i zainfekować jak największą liczbę komputerów. Obecnie priorytetem dla nich staje się zarobkowy aspekt ich działalności - idealną sytuacją jest zarażenie peceta wirusem tak, aby jego posiadacz o tym nie wiedział i wykradanie z dysków poufnych informacji, danych o rachunkach w bankach internetowych, niezauważona instalacja "keyloggerów", itp.

Autorzy wirusów czy robaków preparują wiele odmian złośliwych kodów, za ich pomocą próbując przejąć kontrolę nad zainfekowanymi komputerami. Pod koniec października firma F-Secure wykryła m.in. wariant Trojan Downloadera oznaczony symbolem "btu", co oznacza, że w Internecie znajduje się ponad 2000 wersji tego robaka (istnieje bowiem trend w przypisywaniu kolejnym wersjom robaków i wirusów kolejnych liter w alfabecie, np. a, aa, ab, itd.). Zamiast pandemii wirusów mamy więc dziś do czynienia z epidemiami wielu wariantów jednego wirusa, które mają niewielki zasięg, a przez to są niezauważane przez media. W efekcie, internauci czują się bezpieczniej...


Zobacz również