Ubezpieczasz smartfona, iPada? Uważaj na sztuczki ubezpieczycieli

Czy warto ubezpieczać smartfon? Rzecznik Finansowy ostrzega, że sposób sprzedaży takich ubezpieczeń oraz ich konstrukcja budzą wiele uzasadnionych wątpliwości.

Kupując smartfon, sprzęt RTV, czy AGD jesteśmy zazwyczaj mocno namawiani przez sprzedającą sieć do wykupienia ubezpieczenia, którego kwota może zostać ustalona na poziomie nawet kilkudziesięciu procent wartości sprzętu. Przy zakupie na raty klient przekonywany jest, że decydując się na ubezpieczenie będzie płacił ratę tak niewiele wyższą, że nawet tego nie zauważy. Rzecznik Finansowy krytycznie jednak ocenia sposób sprzedaży takich ubezpieczeń i ich konstrukcję. Zdecydował się na reakcje w tej sprawie ponieważ liczba skarg na tego typu ubezpieczenia szybko rośnie i sięga już 5%. Odsetek skarżących jest więc niewiele mniejszy niż w przypadku Autocasco (6%) .

"Zdecydowaliśmy się zaalarmować klientów, kluczowe osoby i urzędy w Polsce, bo mamy coraz więcej wniosków o interwencję w związku z umowami ubezpieczeń sprzętu elektronicznego. Jesteśmy zaniepokojeni praktykami ubezpieczycieli i sieci handlowych w tym obszarze, stąd zdecydowaliśmy się zasygnalizować je specjalnym Raporcie. Nasze główne zarzuty dotyczą zarówno sposobu sprzedaży takich ubezpieczeń, jak i ich konstrukcji. Mamy nadzieję, że podobnie jak to miało miejsce np. w przypadku Raportu dotyczącego polis z UFK, również ta analiza przyczyni się do poprawy sytuacji klientów" - mówi Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Finansowy.

Rzecznik tłumaczy, że problemem jest fakt, iż prowizje dla sklepu sięgają 70% płaconych przez klienta składek, więc ubezpieczycielowi pozostaje niewiele na pokrycie ryzyka. To zaś niestety oznacza, że tak stara się on konstruować umowy aby zawierały jak najwięcej ograniczeń dających podstawę do odmownego załatwienia wniosku właściciela ubezpieczonego urządzenia w przypadku, gdy ulegnie ono np. awarii.

Najwięcej skarg dotyczy tzw. siły zewnętrznej.

"Nie wspieramy roszczeń w których klient celowo niszczy sprzęt, żeby wymienić go na nowy model. Jednak brak precyzyjnej definicji tzw. czynnika zewnętrznego powoduje, że takie postanowienia należy interpretować na korzyść klienta. Zauważamy też, że przez takie niedookreślenie, ubezpieczyciele sami „uczą" klientów, że warto podawać nieprawdę przy zgłaszaniu szkody" - mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Finansowego.

Ciekawe przykłady i niebezpieczny precedens

Aby uzmysłowić nam z czym mamy do czynienia Rzecznik Finansowy podaje następujący przykład:

- ubezpieczyciel uznaje, że 16 miesięczne dziecko „celowo i umyślnie" wrzuciło laptopa do wanny. Gdy tą argumentację eksperci Rzecznika obalili, ubezpieczyciel chciał odmówić wypłaty, powołując się na to, że zgodnie z instrukcją obsługi laptopa, baterie powinny być przechowywane poza zasięgiem dzieci.

Ostrzega też przed niebezpiecznymi standardami, które nie są znane w innego rodzaju umowach ubezpieczenia:

"Na przykład pokrywanie przez klientów kosztów transportu i diagnozy w sytuacji gdy ubezpieczyciel nie uzna swojej odpowiedzialności. To drobne kwoty, rzędu 40-60 zł, ale jest to precedens na rynku." - czytamy w raporcie Rzecznika.

"Nie są nam znane przypadki pobierania opłat od poszkodowanych np. za oględziny samochodu po kolizji, szacowanie szkód po zalaniu mieszkania czy ustalanie uszczerbku na zdrowi przez komisję lekarską. Nic więc dziwnego, że klienci są zaskakiwani taką informacją, często przez kuriera odwożącego im sprzęt" - podkreśla Krystyna Krawczyk, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Ubezpieczeniowo-Emerytalnego w Biurze Rzecznika Finansowego.

Więcej informacji.


Zobacz również