Ubranie (z) komputera

Mówi się, że w firmie Apple prace nad nowym komputerem rozpoczynają się od zaprojektowania koszulki z chwytliwym hasłem. Sam mam w swojej kolekcji kilka takich koszulek z napisami, które były i są zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych (np. ''7th Wonder'' z okazji premiery Mac OS-a 7). Jedna z tych koszulek to czysty krajowy produkt ze sloganem reklamowym ''Macintosh - wyzwala Twój szósty zmysł''. Niestety, komuś w Apple'u szósty zmysł kojarzył się z seksem i całą kampanię reklamową, łącznie ze słynnym plakatem z zakonnicą, diabli wzięli, czyli poszła do kosza.

Mówi się, że w firmie Apple prace nad nowym komputerem rozpoczynają się od zaprojektowania koszulki z chwytliwym hasłem. Sam mam w swojej kolekcji kilka takich koszulek z napisami, które były i są zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych (np. ''7th Wonder'' z okazji premiery Mac OS-a 7). Jedna z tych koszulek to czysty krajowy produkt ze sloganem reklamowym ''Macintosh - wyzwala Twój szósty zmysł''. Niestety, komuś w Apple'u szósty zmysł kojarzył się z seksem i całą kampanię reklamową, łącznie ze słynnym plakatem z zakonnicą, diabli wzięli, czyli poszła do kosza.

Ale koszulki zostały, widać były zrobione z dobrego materiału i dobrze pomalowane. W sam raz do założenia na spotkanie starych makowców, o ile zmieszczą się w nich brzuchy. Ktoś kiedyś przytomnie zauważył, że posiadacze blaszaków z logo IBM albo laptopów od Della jakoś nie noszą koszulek firmowych. Trend ten usiłowała przerwać firma Compaq, produkując koszulki reklamowe i rozdając je za darmo każdemu, kto chciał, szczególnie w edukacji. Widać niewiele im to pomogło, bo najstarsza pecetowa firma kloniarska jest już tylko wspomnieniem po wchłonięciu przez HP. W swojej szafie naliczyłem jednak aż 10 różnych koszulek z czerwonym logo, pewnie więcej niż tych z jabłuszkiem. Nadają się one w sam raz na siłownię, nigdzie indziej nie ośmieliłbym się w nich paradować.

Jakoś reklamowanie upadłego koncernu nie wydaje się aktualnym trendem w modzie.

Tymczasem sama moda na ubrania komputerowe, a szerzej, na ubrania technologiczne, rozwija się żywiołowo. Wszystko zaczęło się od telefonów komórkowych. Pierwsze modele analogowe, typu cegła Pawlaka, z trudem mieściły się nawet do dużej teczki.

Druga generacja z połowy lat dziewięćdziesiątych prawie, ale tylko prawie pasowała do kieszeni. To wtedy miałem przyjemność znaleźć się w reklamie Centertela pod hasłem "Teczka panu dzwoni", bo rzeczywiście zawsze dzwoniła, kiedy ją odstawiłem na chwilkę.

Tak się złożyło, że potem przez długi czas nie miałem telefonu komórkowego, bo amerykańska telefonia jest bardziej przestarzała niż europejska i dopiero niedawno za oceanem pojawiły się GSM-y 900/1800 MHz, w Polsce popularne już nawet dosłownie pod strzechami. Te telefony świetnie nadają się do noszenia w kieszeni, nic więc dziwnego, że producenci odzieży zaczęli umieszczać odpowiednie kieszonki zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz płaszczy, kurtek, bluz, a nawet koszul, tak jakby nie wystarczały specjalne uchwyty zaczepiane o pasek od spodni lub o spódnicę.

Niestety, współczesny człowiek nie może poprzestać na jednym gadżecie. Choć istnieją już telefony komórkowe połączone z PDA oraz odtwarzaczem MP3, wyposażone przy okazji w wbudowany cyfrowy aparat fotograficzny, to jednak taki elektroniczny odpowiednik noża armii szwajcarskiej, podobnie jak i pierwowzór, jest uniwersalny, ale w każdym zakresie gorszy niż urządzenia specjalizowane.

Nic więc dziwnego, że mój znajomy, który jest agentem sprzedaży nieruchomości, targa ze sobą dwa telefony komórkowe (na wszelki wypadek, jak jeden zawiedzie można użyć drugiego), PDA z adresami klientów (nikt już nie wymienia papierowych wizytówek, posyła się świetlne karty referencyjne), aparat do robienia zdjęć oglądanych mieszkań (oczywiście z zapasowymi kartami pamięci), GPS do znajdowania nieznanych ulic i wreszcie iPoda dla własnej rozrywki. Nawet uniwersalna kurtka myśliwska z kilkunastoma kieszeniami już mu nie wystarcza, bo do wymienionych powyżej urządzeń trzeba przecież mieć przy, a raczej na sobie kilka zapasowych baterii, uniwersalną ładowarkę samochodową z możliwością podłączenia do gniazda zapalniczki, zwykłą ładowarkę sieciową, słuchawki stereofoniczne oraz przynajmniej jedną instrukcję obsługi do najnowszej zabawki, której palcowania jeszcze się nie nauczyło.

I pomyśleć, że kiedyś w męskiej garderobie była tylko jedna jedyna specjalizowana kieszonka, tzw. kondomiarka, która to nazwa dobrze tłumaczyła jej sekretne przeznaczenie. O butonierce nie wspominam, bo noszenie kwiatka na piersi w żaden sposób nie może być uznane za praktyczne. Ot, czysta dekoracja, podobnie jak bateria medali na mundurze.

Nikogo już dziś nie dziwi człowiek idący ulicą i niby mówiący sam do siebie, bo prawdopodobnie dzięki telefonowi osoba ta jest bardziej w pracy, niż gdyby siedziała za biurkiem. Następny etap jest już w testach. Na kampusie, gdzie pracuję, od czasu do czasu widać okablowanego delikwenta, który przed jednym okiem ma urządzenie przypominające lusterko wsteczne używane przez rowerzystów, a będące miniaturowym monitorkiem komputerowym sprzężonym z kamerą wideo. Cały komputer mieści się w pudełku wielkości odtwarzacza kasetowego tzw. walkmana, z klawiaturą wbudowaną w rękawiczki i myszką działającą w trzech wymiarach na zasadzie żyroskopowej. Okablowanie przypomina nieco teleport używany w programach TV typu Big Brother. Niestety, na razie nie udało się zminiaturyzować baterii. Tak więc następna generacja garderoby komputerowej to będą przede wszystkim kieszenie na baterie albo ogniwo paliwowe wbudowane w postaci garbu na plecach.

Kolejny etap to już tylko implanty - przede wszystkim pamięć cyfrowa ze wszelkimi danymi osobnika, włącznie z upodobaniami muzycznymi, kolorystycznymi, a nawet zapachowymi, aktywnie reagująca na urządzenia kontrolne, podobnie jak aktywne metki sklepowe. Zamiast kluczy, które dziś nosimy w kieszeni lub na pasku, układ scalony zasilany energią cieplną naszego ciała, który będzie informował wszystkich wokoło, z kim mają do czynienia. Przestanie być nam potrzebna kieszeń w spodniach na portfel oraz jego zawartość dokumentowo-kartowa. W garderobie będziemy już tylko nosili chusteczkę do nosa, nawet zegarek zniknie z nadgarstka i nie będzie już wiadomo, jak długie powinny być mankiety. Straszny to będzie świat! Na szczęście firma Apple dalej będzie tworzyła koszulki reklamowe do każdego nowego projektu. Jak zwykle bez żadnych kieszeni.


Zobacz również