Ukradł drukarkę i zadzwonił do pomocy technicznej

Gdyby kiedykolwiek zdarzyło wam się ukraść drukarkę wykorzystywaną do drukowania praw jazdy, pamiętajcie, aby nie kontaktować się z producentem sprzętu z prośbą o dostarczenie sterowników.

Pewien 33-letni Amerykanin, Timothy Scott Short, popełnił ten błąd. Właściwie - dwa błędy. Pierwszym była kradzież komputera i drukarki firmy Digimarc z biura kontraktowego urzędu podatkowego stanu Missouri, której Short dokonał wieczorem 5 października br. (biura takie prowadzone są przez pojedyncze osoby, które posiadają zezwolenia władz stanowych na wydawanie dokumentów zezwalających na prowadzenie auta).

Skradziony sprzęt zawierał dane personalne (nazwisko, adres, data urodzenia) i fotografie od 200 do 500 mieszkańców Missouri. Jedynym jego przeznaczeniem było wytwarzanie dokumentów tożsamości (w praktyce - praw jazdy, gdyż w Stanach Zjednoczonych nie ma dowodów osobistych). Pecet był jednak zabezpieczony hasłem, którego Short nie znał, wobec czego nie mógł skorzystać ze skradzionego sprzętu. W tym momencie popełnił swój drugi błąd - skontaktował się z pomocą techniczną Digimarc.

Jak poinformował John Bush, agent Secret Service (służby zwalczającej m.in. oszustwa finansowe i cyberprzestępczość), dwa dni po dokonaniu kradzieży z producentem drukarki skontaktował się człowiek, który przedstawił się jako "Scott", i zapytał, czy możliwy jest zakup sterowników do pewnego modelu drukarki, takiego jak ten skradziony z biura podatkowego.

W zatrzymaniu Shorta pomogło skojarzenie jego głosu (rozmowa z pomocą techniczną była nagrywana przez Secret Service) z nagraniem z jego wcześniejszych przesłuchań. Ponadto, agent Bush zauważył, iż kontaktowy numer telefonu, jaki "Scott" zostawił konsultantom Digimarc jest identyczny z tym, jakiego używał Short w innej sprawie (co ciekawe, związanej z kradzieżą tożsamości).

Przedstawiciele firmy Digimarc, powołując się na zawierane z klientami umowy o poufności i kryminalny charakter sprawy, nie udzielili wyjaśnień, jak to się stało, że Secret Service podsłuchuje rozmowy klientów firmy z konsultantami.

Pechowiec został oskarżony 11 października - grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności i grzywna w wysokości 250 tysięcy dolarów.


Zobacz również