Ustawa inwigilacyjna: nie poddawaj się i chroń swoją prywatność

Stopień inwigilacji obywateli w związku z zagrożeniami ze strony terrorystów nieustannie rośnie. Również w Polsce doczekaliśmy się wprowadzenia przepisów, które oddają do dyspozycji różnych służb znacznie szersze uprawnienia do szpiegowania nas w internecie i podczas komunikacji przez telefon. Jeżeli nie godzisz się na to i chciałbyś zadbać o swoją prywatność zajrzyj do naszego poradnika, w którym podpowiadamy, co możesz zrobić.

Nowelizacja ustawy o Policji przygotowana przez PIS wywołała w ostatnich miesiącach ogromne kontrowersje. Określa ona uprawnienia w zakresie inwigilacji obywateli nie tylko w stosunku do policji, ale także wielu innych służb, w tym Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu, Wywiadu Wojskowego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Nowelizacja została uchwalona przez Sejm 15 stycznia 2016 roku (przy sprzeciwie całej opozycji), przyjęta prze Senat 29 stycznia i podpisana 3 lutego przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Opozycja nazywa nowelizację ustawą inwigilacyjną twierdząc, że nadaje ona zbyt duże uprawnienia służbom pozwalające na śledzenie każdego obywatela i zbieranie danych telekomunikacyjnych, internetowych i pocztowych. Aby być tutaj sprawiedliwym warto jednak przypomnieć, że to właśnie wspomniana opozycja w postaci byłej koalicji PO-PSL przygotowała ustawę, która zawierała zapisy dotyczące inwigilacji uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z konstytucją. Trybunał nakazał opracowanie nowelizacji, lecz ówczesna koalicja przez kilkanaście miesięcy zdołała jedynie przygotować projekt, który został potężnie skrytykowany m.in. przez GIODO, Rządowe Centrum Legislacjinie i różne organizacje. W efekcie realizacja decyzji Trybunału zrzucona została w wyniku przegranych wyborów na barki PIS. Co więcej, nowy rząd musiał się bardzo spieszyć pod groźbą pozbawienia służb ich podstawowego narzędzia. Tak powstała obecna nowelizacja, okrojona wersja projektu PO-PSL, do której wprowadzono dodatkowe kontrowersyjne zapisy nadające większe uprawnienia służbom.

Uczciwy obywatel nie ma się czego obawiać?

Posłowie PIS wielokrotnie powtarzali, że inwigilowani będą jedynie podejrzani o przestępcze zamiary, więc uczciwy obywatel nie ma się czego obawiać. Czy jednak możemy zaufać temu zapewnieniu? Raczej nie. Wynika z niego bowiem coś, co z pewnością nie jest prawdą, czyli założenie, że wszyscy pracownicy polskich służb to osoby z bardzo silnym kręgosłupem moralnym, które nigdy nie nadużyłyby swoich uprawnień i nie naruszyły naszej prywatności. Ponadto każdy z nas może przez przypadek (wystarczy, że przez pomyłkę trafi do nas mail od podejrzanej osoby) trafić na listę inwigilacyjną. Kto wie, co wówczas zainteresuje służby? Może wręczenie koniaku lekarzowi, a może marihuana na imprezie? Wielu z nas ma przecież na sumieniu małe grzeszki...

Z jakim poziomem inwigilacji musimy się liczyć?

Dokładnie tego oczywiście obecnie nie wiadomo. Zastanawiając się nad tym powinniśmy jednak przyjąć gorszy scenariusz (i jednocześnie bardziej realny), który zakłada, że po wprowadzeniu nowelizacji polskie służby będą bardziej aktywne w zakresie inwigilacji niż w poprzednich latach. Dodajmy, rekordowych latach...

Oprzeć możemy się tutaj na oficjalnych danych za 2014 roku, z których wynika, że polskie służby (dokładniej aż 11 z nich) wystąpiły do operatorów komórkowych z żądaniem podania informacji dotyczących danej osoby (logowanie telefonu, do kogo wykonywane były połączenia i wysyłane wiadomości) aż 2 mln 117 tys. razy, czyli 24% więcej niż miało to miejsce rok wcześniej. Ponadto możemy sięgnąć po dane udostępnione przez Facebooka, Google’a, Microsoft i Apple.

Facebook:

- 593 nakazy udostępnienia danych (I połowa 2015 roku: 492)

- dane dotyczyły 726 użytkowników / kont (I połowa 2015 roku: 444)

- 27 – 29,8% nakazów rozpatrzono pozytywnie (I połowa 2015 roku: 34,35%)

W przypadku Facebooka warto odnotować, że z roku na rok coraz większy odsetek nakazów rozpatrywanych jest pozytywnie.

Google:

- 1046 nakazów udostępnienia danych (I połowa 2015 roku: 629)

- dane dotyczyły 1351 użytkowników / kont (I połowa 2015 roku: 839)

- 28 – 31% nakazów rozpatrzono pozytywnie (I połowa 2015 roku: 25%)

Google znacznie mniej otwarty jest na nakazy polskich służb.

Microsoft:

- 103 nakazy udostępnienia danych (I połowa 2015 roku: 74)

- dane dotyczyły 135 użytkowników / kont (I połowa 2015 roku: 92)

Microsoft w analizowanym okresie ani razu nie udostępnił danych użytkownika polskim służbom.

Apple:

- 58 nakazów udostępnienia danych (I połowa 2015 roku: 53)

- dane dotyczyły 726036 urządzeń (I połowa 2015 roku: 241509)

- 60 – 68% nakazów rozpatrzono pozytywnie (I połowa 2015 roku: 53%)

Apple proszone było w 2014 roku zaledwie kilka razy o dane użytkownika. Służby głównie sprawdzały pochodzenie urządzeń, co związane było z dochodzeniami w sprawie oszustw podatkowych.


Zobacz również