VW, Samsung, HTC, LG: sprytnie "nabijają nas w butelkę"

Volkswagen sprzedawał samochody korzystające ze specjalnego oprogramowania, które miało oszukiwać testy emisji spalin. Po programowe sztuczki sięgają też często producenci elektroniki, szczególnie smartfonów.

Producenci różnego rodzaju sprzętu ostro walcząc o klienta stosują wymyślne „sztuczki”. Oprócz zjawiska planowego postarzania (wspomnę o nim na końcu) ostatnio głośnio zrobiło się o „programowych przekrętach” dotyczących emisji spalin, których bohaterem jest Volkswagen. Tak naprawdę niemiecki koncern nie jest jednak pierwszym, który zdecydował się na taki krok. Ponadto w przypadku elektroniki konsumenckiej mamy do czynienia ze znacznie bardziej nieczystymi zagraniami…

Ogromne kłopoty Volkswagena

18 września amerykańska Agencja Ochrony Środowiska opierając się na wynikach badań naukowców z Uniwersytetu Zachodniej Wirginii oskarżyła koncern VAG o to, że dwulitrowe silniki TDI Clean Diesel (EA 189) w sprzedawanych w latach 2009-2015 modelach Beetle, Golf, Jetta i Passat oraz Audi A3 wyposażone zostały w specjalny system, którego zadaniem było oszukiwanie w testach mierzących ilość szkodliwych substancji emitowanych do środowiska. Dochodzić miało tutaj do ogromnych przekłamań: emisja tlenków azotu miała podobno przekraczać normy nawet 40 razy...

Zobacz również:

Za "podkręcanie" wyników odpowiadało specjalne oprogramowanie ("Bilda" twierdzi, że opracował je Bosch), które wykrywało, kiedy samochód przechodził w tryb testowy. Wówczas uruchamiało katalizator neutralizujący tlenki azotu, który redukował ich ilość do poziomu określonego przez amerykańskie przepisy. Podczas jazdy wspomniany katalizator był wyłączany, co oznaczało, że emitowane spaliny były znacznie bardziej szkodliwe dla środowiska.

Volkswagen, któremu grozi drakońska kara (wg amerykańskiego prawa może ona wynieść 18 miliardów dolarów), przyznał, że szkodliwe oprogramowanie stosowane było nie tylko w samochodach sprzedawanych na rynku amerykańskim, ale również m.in. na europejskim. Na deklarację tę natychmiast zareagowała giełda we Frankfurcie, gdzie akcje niemieckiego producenta przecenione zostały o kilkadziesiąt procent. Do dymisji podał się szef VW Martin Winterkornen. Jego miejsce zajął Matthias Mueller, dotychczasowy szef spółki córki Porsche.

Volkswagen nie był pierwszy

Warto tutaj dodać, że Volkswagen wcale nie był pierwszy w stosowaniu specjalnego oprogramowania mającego oszukiwać testy. Pod koniec lat 90. na podobnych praktykach zostały bowiem przyłapane firmy Ford, Honda, Volvo, Renault i Caterpillar. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska nałożyła na nie karę w wysokości miliarda dolarów.

Volkswagen to "pikuś". Producenci elektroniki to dopiero spryciarze...

Nie ulega wątpliwości, że działania Volkswagena były nieuczciwe. Część ekspertów nieco je jednak usprawiedliwia zwracając uwagę na fakt, że nie były one podyktowane chęcią oszukania konsumenta, ale zostały wymuszone przez wyśrubowane do granic możliwości normy dotyczące emisji spalin. Niewykluczone więc, że wkrótce o podobne praktyki zostaną także oskarżone inne koncerny.

Moim zdaniem dla wielu użytkowników samochodów ta ogromna afera nie ma jednak wielkiego znaczenia. Najważniejsze dla nich jest bowiem to, że samochód z wspomnianym oprogramowaniem nie powodował żadnych problemów podczas użytkowania. Co więcej, jak tłumaczy Roman Dębecki, ekspert tygodnika „Auto Świat”, oferował większą moc.

Działania Volkswagena dla mnie jako konsumenta są zdecydowanie mniej odczuwalne od tych, które stosują producenci elektroniki, szczególnie smartfonów. Tutaj dopiero mamy do czynienia z prawdziwą magią...


Zobacz również